zugzwang (45): Olsztyn dał nam przykład

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

Olsztyński Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich ogłosił, że rok 2017 będzie rokiem Tadeusza Nowakowskiego. To właśnie w Olsztynie sto lat temu (listopad 1917) urodził się Nowakowski. Tam też nadano mu tytuł Honorowego Obywatela Miasta. Liczę na to, że władze naszego miasta też pójdą w tym kierunku, tak żeby w 2017 roku był pretekst do przypomnienia sylwetki autora Obozu Wszystkich Świętych. A jest co wspominać. Musimy sobie jasno powiedzieć, że takiego pisarza jak Nowakowski nie mieliśmy, nie mamy i raczej już mieć nie będziemy. Nie wynika to wcale z chęci deprecjacji bydgoskiego środowiska, a dokładnie przeciwnie: w Bydgoszczy mamy wielu ciekawych twórców, ludzi w różnych kręgach kulturalnych rozpoznawalnych w Polsce, ale nie mamy nikogo, kto mógłby brylować na salonach w Londynie, Paryżu czy w Monachium.

Nowakowski miał trudne życie; już w 1940 roku aresztowany przez gestapo, osadzony w więzieniu, skazany na karę śmierci, przeszedł piekło niemieckich obozów. Jego gehenna zakończyła się dopiero wiosną 1945 roku. To wszystko zawsze mu się źle kojarzyło (jeśli idzie o Bydgoszcz, to było trochę inaczej, dużo sentymentu, rodzina, szkoła, przyjaciele, ale też konieczność ucieczki, sam kiedyś powiedział, że nie było możliwości, żeby jesienią 1939 roku tu wracać, bo szalejący Selbstschutz tylko czyhał na życie jego ojca; śmiem twierdzić, że nazistowskie władze Brombergu tak samo nienawidziły Stanisława Nowakowskiego, co prezydenta miasta Leona Barciszewskiego, którego zresztą zamordowano, nie oszczędzając przy tym nawet jego małoletniego syna), a później w Maczkowie, Londynie też nie było lekko; chyba psychicznie, ale też i materialnie odżył dopiero w Monachium. I to właśnie w stolicy Bawarii zaczęła się jego prawdziwa kariera. Praca w Rozgłośni Polskiej RWE była swoistą trampoliną, dzięki której wyskoczył bardzo wysoko; nawet jeśli jego pisarstwo nie było najwyższych lotów, to RWE gwarantowała mu prestiż i rozgłos. A później doszły jeszcze podróże z Ojcem Świętym, więc właściwie żyć nie umierać. Nowakowski genialnie wykorzystał swoją szansę, szansę, którą otrzymał od losu. Miał świetny głos i w ogóle znaczne zdolności dziennikarskie (pewnie za swoim ojcem), i dużą umiejętność gawędy. Słuchacze go za to uwielbiali. W powojennych Niemczech najwięcej do powiedzenia miały ofiary wojny, a Nowakowski stał w tym właśnie szeregu. Świetnie mówił po niemiecku, więc szybko zaprzyjaźnił się z niemieckimi literatami, dziennikarzami, redaktorami. Był drukowany w wielu opiniotwórczych pismach, liczono się z nim. Jego książki trafiły na podatny grunt, przełożono je na wiele języków. Nie potrzebował dodatkowych pieniędzy na promocję i reklamę. To po prostu nie było mu potrzebne. 

Dzisiaj pisarz jest rzucony jak kamień w wodę. Właściwie zupełnie sam, a czasami nawet pośród ludzi mu nieprzychylnych – powiedzmy za Czesławem Miłoszem – sam pośród skorpionów. Choć to dość ostro brzmi, tak właśnie myślę. Sam bardzo często narzekam, właściwie to narzekam cały czas. Ilekroć jednak taki pesymistyczny nastrój mnie nawiedzi, przed oczami staje pan Tadeusz, który w o wiele trudniejszych czasach potrafił sobie świetnie poradzić. Znalazł on jakiejś swoiste modus vivendi, dogadywał się z lewicowym Jerzym Giedroyciem, prawicowym Mieczysławem Grydzewskim, no i oczywiście ze swoim przełożonym z RWE Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Doprawdy rzadki to przykład polskiego emigranta, który ze wszystkimi żyje poprawnie.

I czasami myślę, że właśnie w czasach napiętej sytuacji politycznej, gdy ludzie skaczą sobie do gardeł, takie postawy trzeba promować i trzeba zadbać, żeby rok 2017 był rokiem Tadeusza Nowakowskiego. Warto naprawdę rozmawiać, ponad podziałami partyjnymi szczególnie o kulturze, o dobrej literaturze, która jest przecież dobrem wspólnym. Trochę spokoju i wyciszenia wszystkim się przyda. Niech przykład dziennikarzy z Olsztyna dobrze nam służy. Nie pozwólmy tylko im korzystać z tego bogactwa.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start