Przez Rude Okulary (18): Na pół

Szymon Andrzejewski Szymon Andrzejewski

Dzień dobry. Chociaż to akurat śmiała teoria. Dla niektórych z nas powrót z wakacji (dla mnie ich częścią zawsze już będzie wrzesień, bom na słońce uczulony) jest wydarzeniem porównywalnym z wybuchem termojądrowym, który swym podmuchem wciska nas znowu za biurko, gdzie trzeba od początku budować nadwątlone już przyjacielskie relacje z dobrym druhem o egzotycznym imieniu Excel. Dla innych z kolei to wiadomość iście anielska, bo kolejny urlop spędzony na graniu w fejsowe gierki na plaży w tej samej od dziesięciu lat destynacji wypoczynkowej przybliżył nas do mówienia językami, słyszenia głosów i ochoty na lot już ostatni z dachu wysokiego budynku. Podzieleni jesteśmy w odbiorze października. Podzieleni jesteśmy w odbiorze wszystkiego. Jak jest ciepło, to wznosimy modły na poły błagające o to, by się ochłodziło, a po połowie o to, by grzało mocniej. Jak jest zimno sytuacja nie zmienia się ani o jotę. Suchość i mokrość wzbudzają sprzeczne emocje tak jak kolor beżowy, żaluzje czy salceson. Nie ma rzeczy, osoby, doznania, lub teorii co do której zgadzalibyśmy się jednogłośnie in plus lub in minus. Wakacje dają nam (albo nie) trochę nowy ogląd sytuacji. Trochę nowych wiadomości nam przynoszą. Jakieś świeże znajomości. Dane mi było trochę w czasie tych trzech miesięcy pojeździć, nawet za granicę, więc ja również spotkałem nowych dla mnie przedstawicieli rasy, która bez absolutnie żadnych podstaw ku temu mieni się cały czas ludzką. Zbrojny w doświadczenia zawieszam więc palce nad klawiaturą i niepodzielną uwagę skupiam na przelew konkluzji na oczu Waszych, drodzy Czytelnicy, płaszczyzny wypoczęte. Lub nie. Niech mi dane będzie podzielić się z Wami w miesiącu, który rozpoczyna jesienność.

Podzieliłem. W końcu. Czas był już na to najwyższy. A lubię podziały. Na pięć siódmych na przykład lubię. I zupę pomidorową. Z makaronem, oczywiście. Przez długie lata zastanawiałem się jak, na rany wszystkich nieistniejących bogów, można jadać pomidorową z ryżem. Kto to robi? Teraz już wiem. Pomidorową z ryżem jadają ci, którzy zastanawiają się jak, na rany wszystkich nie istniejących bogów, można jadać ją z makaronem. Podzieleni jesteśmy w odbiorze zupy pomidorowej. I bigosu. Bo czy z ziemniakami czy z chlebem? I czy naprawdę istnieje wytłumaczalny w sposób logiczny powód dla istnienia pizzy z ananasem? I czy maślanka jest dobra, czy to po prostu zepsute mleko? Kulinaria dzielą nas w sposób doprowadzający czasami do rozpadu związków, co miały być w założeniu partnerskie. Dobrze jeśli są to kulinaria, a nie niemożność przetrwania z nieodpowiednio (według jednej ze stron tego kosmicznego konfliktu) odkładanym ręcznikiem kąpielowym. Smak jest relatywny. Smak dzieli.

Spędziłem tydzień niemalże w niewielkim miasteczku pod Kolonią. Nie karną. Karnie natomiast remontującą swą piękną katedrę. Rozmawiałem z dwoma paniami, które na co dzień dzielą się tym co dla każdego z nas jest najważniejsze, czyli czasem , z innymi po to, by tym innym żyło się lepiej. Wsłuchiwałem się w opowieści o tym, że najwięcej tym innym dają ci, co sami nie posiadają zbyt wiele. Bo jak ktoś daruje dwie czekolady i sweter, posiadając jacht, który mógłby go dowieść do Charliego i jego fabryki słodkości, to odmienne to jest od takiego samego podarunku wręczanego przez osobę ogólnie posiadającą dwie czekolady i swetry też dwa. Ten zimowy i ten drugi zimowy. Rozmawiałem z Włochem, który jest szefem jednej z najlepszych włoskich restauracji jakie udało mi się kiedykolwiek odwiedzić, o tym, dlaczego nie poszedł do domu o 23.00 tylko spokojnie sącząc wino, czekał aż skończymy, by zapytać nas, jak nam smakowało. A smakowało bardzo. Powiedzieliśmy mu o tym. Nie chciał przyjąć od nas pieniędzy. Wrócę tam. Na pewno. Wtedy mnie już skasuje. I dobrze żeby skasował mnie słusznie, bo jego arrabiata i emanacja przeświadczeniem, że świat powinien wyglądać inaczej warte są każdych pieniędzy. Dzieli nas podejście do drugiego człowieka.

Wkurzali mnie zawsze ludzie chodzący środkiem chodnika. Nie sposób ich nieinwazyjnie wyminąć. Przeczytałem jednak niedawno, że istnieje schorzenie błędnika, przez które chodząc tylko w ten sposób są oni w stanie ogarnąć poruszanie się do przodu. Zdecydowałem się więc, że dokonam podziału ostatecznego chociażby w stosunku do ludzi.

Dzielę nas na tych co dzielą i na tych co nie.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2014 Przez Rude Okulary (18): Na pół