Emanacja kobiecości w obrazach Beaty Ewy Białeckiej – o mocy wizerunków

Beata Ewa Białecka, Panna mądra panna głupia z cyklu Macierzyństwo, 2012, 150×180 cm Beata Ewa Białecka, Panna mądra panna głupia z cyklu Macierzyństwo, 2012, 150×180 cm

Obrazy mają moc. Mogą podniecać lub stawać się źródłem duchowych uniesień. Wzbudzają lęk lub współczucie, by innym razem podnieść na duchu i poderwać do działania. Obrazy mają moc sprawczą. To prawda odwieczna i niepodważalna, zyskująca szczególne potwierdzenie dziś, w czasach zdominowanych przez komunikację wizualną. I o ile współcześnie często trudno nam uwierzyć w działanie magicznych czy religijnych przedstawień, o tyle nikt nie zaprzeczy, że choć raz kupił coś opanowany reklamową perswazją.

Na pograniczu tych dwóch sfer: tradycji malarstwa – zwłaszcza stylistyki i ikonografii chrześcijańskiej – oraz współczesnej, często skomercjalizowanej kultury wizualnej sytuuje się twórczość Beaty Ewy Białeckiej.

Sztuka Białeckiej w warstwie tematycznej skoncentrowana jest na szerokim spektrum zagadnień dotyczących istoty kobiecości, dlatego też często twórczość artystki rozpatruje się w kontekście teorii feministycznej. Na tym aspekcie jednak nie wyczerpuje się przekaz prac malarki. Pod względem formalnym stanowią one obszar do rozważań o sposobach oddziaływania obrazów, nieobcych przecież zarówno pisarzom ikon i mistrzom światowego malarstwa, jak i specjalistom od marketingu.

Beata Ewa Białecka maluje kobiety. Gładkie i subtelne, a zarazem silne, umięśnione ciała. Niekiedy nagie, a innym razem odziane w eleganckie, modne stroje, nieraz opatrzone logiem popularnych odzieżowych marek. Maluje matki i córki, boginie i święte, postaci filmowe oraz te mniej znane, bohaterki codziennego życia. Malarstwo Białeckiej to twórcze poszukiwanie własnej kobiecej tożsamości. Artystka poddaje próbie obiektywizacji i racjonalizacji indywidualne doświadczenia, by dotknąć tego, czym jest istota złożonej kobiecej natury. Podejmuje problematykę macierzyństwa i specyfiki żeńskich relacji. Ilustruje sytuację kobiet w obliczu społecznych oczekiwań. I wreszcie stosunek kobiety do siebie samej – swojej cielesności, intymności oraz psychiki. Przy niewątpliwej mnogości wewnętrznych i zewnętrznych źródeł inspiracji, najistotniejsza w twórczości Białeckiej jest forma – przemyślana i spójna, będąca gwarancja jakości myśli.

Forma mieszcząca hieratyczne, posągowe postaci o poważnym i przenikliwym, ale jakby nieobecnym spojrzeniu, w pozach z ikonosfery sakralnej: Matki Boskiej z Dzieciątkiem, Piety, bohaterek biblijnych przypowieści i świętych. Choć brak im koron i nimbów, a miejsce Chrystusa i męczenników zajmują figury małych dziewczynek, konotacje z ikonografią chrześcijańską są oczywiste, gdyż artystka nawiązuje do tradycji nie tylko na poziomie samego motywu, ale i stylistyki swoich prac. Jest to znakomite pod względem warsztatowym malarstwo olejne. Wyważona kompozycja, bezuczuciowa, rzeźbiarska figuracja, zredukowana kolorystyka i uniwersalizacja przestrzeni – to zabiegi dające efekt wyrafinowania i elegancji bliskiej stylistyce religijnego malarstwa sieneńskiego oraz estetyki prawosławnych ikon.

Ta szczególna, zdominowana przez wizerunki kobiece, transpozycja motywów chrześcijańskich, jest jednym z głównych czynników sytuujących twórczość Białeckiej w kontekście sztuki feministycznej i genderowej. Sama artystka przyznaje, że interesuje ją temat androginiczności i uniseksu, dlatego upodabnia do kobiet postaci, które w ikonografii chrześcijańskiej zawsze są mężczyznami.

Według krytyków, Białecka dowartościowuje kobiety, redefiniując tradycyjnie postrzegane męskie i żeńskie role. Biblijna symbolika pojawiających się w pracach Białeckiej baranka i gołębia pokrywa się jednak ze znaczeniem, jakie nadawano im przed chrystianizacją. Łagodność i cierpliwość, płodność i kobiecość nie muszą więc wywodzić się z ikonografii chrześcijańskiej – na jej płótnach pojawiają bowiem się także odwołania do mitologii i ludowych podań w postaci pogańskich bogiń i szamanek. Są to wizerunki kobiet odważnych i walecznych, obdarzonych szczególną mocą, dla których kobiecość nie jest ciężarem, a wręcz przeciwnie – siłą. Tą samą siłą emanują zresztą wszystkie kobiety z obrazów artystki.

Dialog artystyczny z historią malarstwa nie kończy się na tym obszarze, poszerza się zaś o związki z współczesną kulturą wizualną. Święta Franciszka pozuje jak Infantka z obrazu Velazqueza. Panny Mądra i Głupia są niczym portret podwójny Fridy Kahlo, a ciało Amandy Palmer unosi się w wannie jak szekspirowska Ofelia na tafli jeziora. W surowej, niemal monochromatycznej figuracji Białeckiej pobrzmiewa echo malarstwa Andrzeja Wróblewskiego, gdzie indziej artystka sięga po formę popartowej multiplikacji i stylistykę plakatu, a w banderolach, rodem ze średniowiecza umieszcza hasła reklamowe i nazwy popularnych marek.

Z tych różnorodnych w swej proweniencji form i treści, Białecka tworzy uniwersalny i wyrazisty język wizualny. Przez odwołania do własnej kultury i religii próbuje nawiązać dialog ze spadkobiercami tej samej tradycji, by czytelnie zaprogramować swe artystyczne przesłanie. Ingerując w sferę religijną, Białecka nie stara się wzbudzać kontrowersji. Artystka jest świadoma medialnego potencjału, jaki tkwi w tego typu malarstwie, a szczególnym odniesieniem jest dlań tradycja ikony, którą w zaskakujący i nowatorski sposób ożywił Jerzy Nowosielski, w którego pracowni Białecka obroniła dyplom na Akademii Sztuk Pięknych.

Ten znakomity artysta wiedział, iż nie można namalować świętości, ale można namalować swoistą zasłonę tak, by przerastająca ludzką zdolność pojmowania obecność sanctum, była za tą osłoną przeczuwalna. Ta samą zasadą kierował się zarówno w swoim malarstwie religijnym jak i świeckim. Mieczysław Porębski pisał o portretach Nowosielskiego, iż są one niczym ikony – stworzone przez artystę po to, żeby zawrzeć w nich i wyrazić ogólną koncepcję, własną, aktualną typologię człowieczeństwa. (…) Portrety te nie przedstawiają zindywidualizowanych osobowości, niczego nie odkrywają, nie odsłaniają, nie demaskują. Portret jest spotkaniem tego drugiego, spojrzeniem prosto w twarz czyjejś tajemnicy.

Beata Ewa Białecka doskonale odczytała lekcję Nowosielskiego. Siła oddziaływania tworzonych przez nią kobiecych wizerunków wynika z umiejętnego przedstawienia kobiety w jej zewnętrznej – cielesnej, emocjonalnej, kulturowej postaci – w sposób, który równocześnie niczym ikona emanuje tym, co stanowi o jej złożonej uniwersalnej istocie.

Wątek nowoczesnej reaktywacji tradycji ikony dopełnia kontekst twórczości Andy’ego Warhola. Źródła charakterystycznych dla niego, zmultiplikowanych przedstawień bohaterów pop kultury wywodzi się często z inspiracji prawosławnymi ikonostasami, które nieraz ożywiały wyobraźnię uduchowionego artysty. Motyw multiplikacji również znajdziemy w pracach Białeckiej.

W malarstwie artystki twórcze czerpanie z dziedzictwa przeszłości dopełnia otwartość na inspiracje tym, co współczesne. Pojawiające się na jej płótnach motywy z dziedziny reklamy, skłaniają to pytań o źródło uroku tego typu form wizualnych. Obrazy, pozbawione funkcji transcedentalnej, koncentrując się na tym, co przyziemne, cielesne i doczesne są dziś najskuteczniejsze w swym oddziaływaniu. Czyżby obsesyjne zaspokojenie konsumpcyjnych potrzeb, wypierało w nas aspiracje ku wzniosłości?

Pytanie to pozostaje otwartym, tak jak otwarta na różnorodne interpretacje jest sztuka Beaty Ewy Białeckiej. Obraz ukazujący rytmicznie powielaną figurę baranka ilustruję tę myśl najlepiej. To co na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło kolejnym chrześcijańskim symbolem, równie dobrze może być pradawnym atrybutem kobiecości. Tymczasem tytuł płótna kieruje interpretacje na inne tory, czytelne dla każdego, kto choć raz próbował liczyć barany w nadziei na zwalczenie bezsenności.

Działy:
Więcej z tym numerze: « Tancerze Od redakcji »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start