Jesienne róże vol. 2 (wywiady z artystami)

Za nami pierwsza odsłona Jesiennych Róż. We wrześniu zagrali dla nas muzycy poznańskiej grupy Plum i warszawskie Semantik Punk. Niestety koncert Wovoki przerwała ekstremalna niedyspozycja wokalna Mewy Chabiery, ale zespół pojawi się na scenie 26 października, wzbogacając program drugiej edycji tego wydarzenia.
Poza tym usłyszymy Coldair, czyli solowy projekt Tobiasza Bilińskiego, znanego z grupy Kyst, duet Twilite, oraz Nathalie and The Loners.

Z artystami zaproszonymi na październikowy koncert, porozmawiał Marcin Szymczak.

„…jestem muzycznym control freakiem”

Rozmowa z Tobiaszem Bilińskim (Coldair)

13 września ukazała się kolejna płyta Coldair, zatytułowana Whose Blood. Tym razem zaprosiłeś do studia liczne grono współpracowników. Powiedz kto zagrał i zaśpiewał, oraz jak to wpłynęło na ostateczny kształt nowych kompozycji?
To prawda, przy nagrywaniu tej płyty wydarzyła się rzecz niesłychana, bo dopuściłem do procesu twórczego innych ludzi – a jest to dla mnie rzadkość. Patentami perkusyjnymi wsparł mnie Igor Nikiforow (Hokei), sekcję dętą dograli Maurycy Idzikowski i Tomek Dworakowski, głosu użyczyli Barbara Kulawik (See Through Skin) i Olivier Heim (Tres B, Anthony Chorale). Dodatkowo wibrafon nagrał Marcin Ciupidro, na wiolonczeli zagrała Karolina Rec, a w jednym utworze Aleksander Makowski (The Saturday Tea) nagrał bas. Każda z tych osób wyraziła swoje uwagi i pomysły oraz dodała swoją unikatową muzyczną wrażliwość do całości. Uważam, że dzięki temu album jest zdecydowanie bardziej interesujący.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że Whose Blood to materiał mroczny i trudny w odbiorze. Faktycznie nie jest to specjalnie wesoły zestaw piosenek, ale słucha się go bardzo przyjemnie. Spotkałeś się z opiniami, że album sprawia słuchaczom problemy?
Było to moje pierwsze wrażenie po przesłuchaniu gotowej całości. Pomyślałem sobie – „Kurde, to najdziwniejsza rzecz, jaką do tej pory nagrałem. Ludzie będą zdezorientowani.” Okazało się jednak, że płyta przyjmuje się bardzo dobrze i jest nawet grana w państwowym radio. Chyba więc trochę niepotrzebnie się obawiałem

Napisałeś muzykę i teksty, robotą producencką podzieliłeś się z Michałem Kupiczem, jesteś również wydawcą tego materiału. Całkowita kontrola (na każdym etapie pracy) nad tym co robisz to Twój fetysz, czy zadecydowały inne czynniki? Pytam przede wszystkim o kwestie wydawnicze.
Można powiedzieć że jestem muzycznym „control freakiem” – przynajmniej jeżeli chodzi o Coldair. Ten projekt powstał po to, żebym mógł tworzyć dokładnie takie rzeczy, na jakie mam ochotę. Stąd więc kontrola każdego etapu, od kompozycji przez nagrywanie, miks i mastering, po tłoczenie i wydanie. Chcę mieć w rękach coś, z czego jestem w stu procentach zadowolony. Whose Blood wydałem w swoim labelu Twelves Records – jest to wybór całkowicie świadomy. Miałem możliwość współpracy z kilkoma małymi wytwórniami, jednak ostatnio zaobserwowałem, że w dzisiejszych czasach albo wydajesz w znanej, światowej wytwórni, albo tak naprawdę nie ma to większego znaczenia, czy wydajesz sam, czy też w małym labelu kolegów. Internet i łatwa dostępność usług pozwalają spokojnie ogarnąć każdy etap produkcji albumu – oczywiście jak już uzbiera się pieniądze – a jeżeli jest się wystarczająco ogarniętym, to promocja też nie jest większym problemem.

Przykłady ostatnich wydawnictw Nathalie and The Loners, czy Petera J. Bircha pokazują, że odpowiednie działania pozwalają dotrzeć do całkiem szerokiej rzeszy odbiorców, z muzyką daleką od radiowego mainstreamu. Masz jakieś szczególne plany promocyjne, czy raczej grasz koncerty i liczysz na to, że tak dotrzesz do osób rzeczywiście zainteresowanych Twoją twórczością?
Projekt Coldair jest specyficzny o tyle, że istnieje dość długo, wydałem już 3 płyty pod tym szyldem, grałem koncerty w Los Angeles i na festiwalu SXSW w Teksasie, kilka sporych tras po Europie i Polsce, a w kraju dalej ludzie potrafią spytać mnie po koncercie „a masz jakąś płytę wydaną?” albo „ogarnąć Ci koncert na WOŚP?” (śmiech). Nie wiem dokładnie o co chodzi. Chyba o to, że wielbicieli takiej muzyki w Polsce jest pewnie koło kilku tysięcy. No i przede wszystkim jest to muzyka do faktycznego słuchania a nie do tańca, zabawy czy windy. Zdziwiłbyś się, jak wielu ludzi ma z tym problem. Moje plany obejmują raczej promocję i koncerty za granicą, przede wszystkim USA i Europę Zachodnią, gdzie popyt na takie rzeczy jest nieporównywalnie większy.

Koncert w Bydgoszczy będzie zwieńczeniem polskiej części trasy. Powiedz gdzie wybierasz się później?
Pierwsza część trasy obejmie Polskę oraz Wiedeń i Bratysławę. W listopadzie jadę na 8-12 koncertów do Włoch. Na styczeń i luty zaplanowane mam około 30 koncertów w Niemczech, Holandii, Belgii, Czechach, Austrii i Szwajcarii. W marcu jadę na pierwszą w życiu prawdziwą trasę po USA, która obejmie Teksas, Arizonę, Kalifornię, Oregon i Waszyngton. Też około 30 koncertów. W kwietniu znowu Polska. Będzie się działo!


„…będzie dużo dziewczyn”

Rozmowa z Pawłem Milewskim i Rafałem Bawirszem (Twilite)

Od wydania albumu Quiet Giant minęło ponad dwa i pół roku. W Bydgoszczy graliście ostatnio w październiku 2011 roku. Jak w tym czasie wyglądała wasza aktywność? Czy szykujecie nowy materiał?
Paweł Milewski (P): To prawda, minęło sporo czasu od ostatniego dużego wydawnictwa, ale wychodzimy z założenia, że forsowanie procesu twórczego i dostosowywanie go do panujących standardów wydawniczych mija się z naszym celem. A celem jest wypuszczanie takiej muzyki, do której jesteśmy w stu procentach przekonani, która wychodzi z nas naturalnie, jest owocem jakichś przeżyć i przemyśleń i do tego jest zgodna z naszymi obecnymi zajawkami muzycznymi. Dlatego nie ustawiamy sobie rygorystycznego deadline’u na następną płytę. Będzie jak będzie.
Jednakże nie można powiedzieć byśmy w tym okresie próżnowali. Sporo koncertowaliśmy za granicą, wypuściliśmy epkę z remiksami, układaliśmy swoje osobiste sprawy tak, by móc się w końcu ściślej skupić na muzyce.
Inspiracji i pomysłów mamy coraz więcej, czyli system się sprawdza.

Z jednej strony płyta Quiet Giant zebrała świetne recenzje i trafiła do podsumowań rocznych, z drugiej, za uznaniem krytyki i bardziej wtajemniczonej publiczności, nie poszła szeroka popularność. Nie kusiło was żeby włożyć więcej energii w promocję i dotrzeć z tymi (bardzo przecież melodyjnymi i świetnie brzmiącymi) piosenkami, do mniej poszukujących słuchaczy?
Rafał Bawirsz (R): Niestety machina promocyjna rządzi się swoimi prawami i ciężko nam własnym sumptem, bez odpowiedniego zaplecza finansowego, zrobić sobie promocję z prawdziwego zdarzenia, aby móc dotrzeć do szerokiej rzeszy ludzi. Z drugiej strony nie jest to muzyka „popularna” i mimo tego, że przez ostatni rok więcej koncertowaliśmy za granicą niż w Polsce, nadal nikt nie chce pisać na „masowych” portalach o naszych sukcesach, ani wrzucić nas na radiową playlistę, bo nie jesteśmy pod opieką dużej wytwórni, która da na to pieniądze i poczyni odpowiednie kroki aby każdy mógł nas usłyszeć i zdecydować, czy taka muzyka odpowiada jego gustom czy nie.

Wiem, że zdarzało się wam występować w nieco rozbudowanym składzie. Czy jest szansa na powrót do tego pomysłu, czy też granie w duecie jest dla was bardziej naturalne i satysfakcjonujące?
P: Myślimy o tym i na pewno chcielibyśmy wrócić do tej formy koncertowania. Wymaga to jednak dużego wysiłku logistycznego z racji tego, że mieszkamy w dużej odległości od siebie. W tej kwestii nic się jeszcze nie zmieniło, a budowanie zespołu na odległość jest, według nas, średnim pomysłem. Jeśli zamieszkamy w końcu w jednym mieście, a są na to plany, na pewno będziemy próbować zmieniać nasz set-up koncertowy.

Dwa lata temu pytałem was o kondycję polskiego songwritingu i o to, czy znajdujecie w Polsce artystów bliskich wam pod względem estetyki i ciekawych? Spróbujcie dziś odpowiedzieć na tak postawione pytanie.
P: Muszę przyznać, że zauważam jakieś dziwne przymarcie naszego rynku w tej dziedzinie. Nie zauważyłem żadnych silnych graczy, którzy pojawiliby się jakoś niedawno. Z rzeczy, na które najbardziej czekamy, jest kołysankowy projekt – Jerz Igor, autorzy jednego z najładniejszych singli tego roku, czyli Królewicza. Z rzeczy świeżych i „żywych” to wszystko co mi przychodzi do głowy. W temacie sypialnianego R&B, którego jesteśmy mocnymi fanami, największe nadzieje wzbudza projekt Better Person. Reszta śpi.

Jak byście zachęcili kogoś, kto nie zna twórczości duetu Twilite i nie jest pewien czy warto przyjść na wasz koncert w Miejskim Centrum Kultury?
P: Jeśli ktoś docenia proste, ale emocjonalnie naładowane piosenki i kameralny klimat koncertów, raczej nie powinien się zastanawiać, ale nie będziemy nikogo do niczego zmuszać. Z naszej perspektywy każdy koncert może być interesującym wydarzeniem.
Poza tym możemy zapewnić dziewczyny, że w Miejskim Centrum Kultury będzie przynajmniej dwóch fajnych chłopaków, a chłopakom radzimy przyjść, bo będzie dużo dziewczyn. To oczywiście żarty, ale na serio zapraszamy!


„…ciągle balansuję na styku decyzji…”

Rozmowa z Natalią Fiedorczuk (Nathalie and The Loners)

Kiedy rozmawialiśmy po Twoim koncercie w Pianoli (w lutym ubiegłego roku) o płycie On Being Sane (In Insane Places), mówiłaś, że wyprodukuje ją Michał Kupicz. Ostatecznie zaprosiłaś do współpracy również Macieja Cieślaka, którego nazwisko (jako producenta) widnieje na okładce obok Twojego i wspomnianego już Michała. Skąd taka decyzja i jak wpłynęła ona na ostateczne brzmienie albumu?
Współpracowałam z Maćkiem wcześniej, przy innych okazjach. Zagrał on razem z większym składem koncert na Off Festiwalu w 2010 (zasiadł za perkusją). Znał materiał, puszczałam mu demówki. Jego produkcyjna praca na OBSiIP to szereg niby drobnych wskazówek, ale jednak nadających pewien charakter utworom. W większości przypadków sama wiedziałam jak ma brzmieć każdy z nich, jednak kiedy pracuje się przy materiale solowym, bez zespołu, potrzebne jest nieraz lustro i inne spojrzenie na utwór. Miksy jako całość to efekt pracy zarówno Maćka, jak i współpracującego z nim Mariana Wróblewskiego, zmiksowali oni dwa pierwsze utwory na płycie. Pozostałe miksy zrealizował Todd Carter, zaś pierwszy singiel, Darię, Michał. Mimo dużego rozstrzału podejść do muzyki ich wszystkich, materiał się klei. Jednak w porównaniu z debiutem włożyłam znacznie więcej pracy w realizację i produkcję sama.

Na debiucie instrumentalnie wspierał Cię jedynie Piotr Maciejewski. Podczas nagrywania On Being... grono współpracowników nieco się powiększyło. Wiem, że w październiku przyjedziesz do Bydgoszczy z gitarzystą, wiolonczelistką i perkusistą. Pojawienie się tych muzyków na koncertach (wiem, że graliście razem na Off Festivalu) wynika z chęci przeniesienia brzmienia albumu w warunki koncertowe, czy po prostu chciałaś zmienić formułę swoich występów?
Moje początki na scenie, kiedy zaczynałam ponad dziesięć lat temu były zdecydowanie zespołowe. Po występach solowych zabrakło mi tej synergicznej atmosfery i od 2010 zaczęłam z moim materiałem koncertować w składzie. Zarówno Karolina Rec wiolonczelistka, jak i Tomek Śliwka grający na gitarze, to świetni, muzycznie wrażliwi ludzie. Gramy razem od 3 lat. Za bębnami przewinęło się kilka osób, ostatecznie na płycie zagrał Marcin Ułanowski fantastyczny bębniarz, stworzony do klasycznorockowych kawałków z energetycznym bitem. Na koncertach gramy z Jerzym Rogiewiczem, który na codzień współtworzy m.in. jazzowe Levity. Daje to naprawdę niesamowitą jakość i różnorodność. Tak naprawdę ciągle balansuję na styku decyzji, czy moje utwory brzmią lepiej w wydaniu surowym, solowym i “między oczy”, czy w bardziej rozbudowanym składzie. Myślę, że wszystko zależy od kontekstu i sceny. Jestem dość surową minimalistką w podejściu do grania i chciałabym eliminować wszystkie dźwięki, które mącą przekaz, jednak granie moich utworów z tym akurat, sprawdzonym składem to dla mnie duża przyjemność.

Twoja ostatnia płyta spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem i odnoszę wrażenie, że trafiła do szerszego, niż debiut, grona odbiorców. Czy frekwencja na koncertach to potwierdza?
Od wydania płyty minęło trochę czasu, byłam zajęta różnymi ważnymi życiowymi sprawami i zagrałam w związku z tym niewiele koncertów. Jednak na frekwencję nie narzekałam może dlatego, że było ich tak mało (śmiech). Być może zabrzmi to egotycznie, ale dla mnie najważniejszym wyznacznikiem tego, czy warto dalej grać muzykę i wydawać, w dowolnej formie płyty i kawałki, jest wyłącznie moja własna przyjemność i potrzeba. Cieszę się, że ktoś docenia moje z pozoru kompletnie nikomu niepotrzebne starania. To wartość dodana.

Zdarza się, że śpiewasz po polsku, jednak na obu płytach Nathalie and The Loners znalazły się tylko utwory anglojęzyczne. Pewnie często słyszysz to pytanie, ale czy nie kusiło Cię żeby napisać polskie teksty do tych piosenek?
Uwielbiam język polski i ciągle chowam w zanadrzu pomysły związane z połączeniem komponowania utworów oraz pisania w języku ojczystym. Kawałki na On Being Sane... są jednak głęboko zakorzenione w tradycji muzyki gitarowej, która, co tu ukrywać, raczej słowiańska nie jest. Angielski jest po prostu elementem pewnej stylistki, w obrębie której się poruszam.

Na Jesiennych Różach zagrasz obok Coldair i Twilite. Pokusisz się o zareklamowanie kolegów?
Twilite znam od dawna, jeszcze ze złotych czasów portalu Myspace. Pisałam im fanowskie wiadomości i jarałam się, że dwóch chłopaków na obczyźnie pisze numery jak Simon i Garfunkel. Zdaje się również, że zagraliśmy wspólnie jakąś minitrasę, a to jak wiadomo łączy ludzi. Ich ostatnia płyta jest naprawdę fantastycznie wyprodukowana i zawiera bardzo dojrzałe kompozycje, chętnie spotkam się z nimi nawet czysto towarzysko (śmiech).
Z kolei Tobiasz Biliński, czyli Coldair (czyt. Kołder) to niezwykle produktywny młody człowiek. Znany mi jeszcze z czasów Kyst. Doskonale pamiętam pierwszy ich koncert w Poznaniu, na którym byłam, wyszłam oszołomiona ich małoletnim wyglądem i prawdziwą butą w graniu. Teraz Coldair wyrzeźbił kolejną solową płytę i jest już całkiem dużym chłopakiem. Polecam, bo to zdolny koleżka i ma świetny koncertowy skład.

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2013 Jesienne róże vol. 2 (wywiady z artystami)