Zaawansowane stadium koncepcyjnego ADHD

Kuba Ziołek Kuba Ziołek fot. Marcin Szymczak

Z zapracowanym Kubą Ziołkiem o sukcesach, planach i The Doors rozmawiał Marcin Szymczak

 

Zna go chyba każdy, kto interesuje się polską muzyką alternatywną. Jego aktywność jest tak duża, że trudno prędzej czy później nie natknąć się na któryś z jego licznych projektów. Ostatnimi czasy najwięcej szumu narobiła Stara Rzeka, ale Kuba nie zamierza spoczywać na laurach i jesienią usłyszymy sporo nowej muzyki, do której twórczo przyłożył rękę.

Nadal dużo (zazwyczaj dobrze) mówi się o płycie Starej Rzeki Cień chmury nad ukrytym polem. Niedawno ukazał się album zespołu Hokei Don't go, a jesienią mamy się spodziewać kolejnego wydawnictwa Innercity Ensamble i pełnowymiarowego debiutu Alamedy 3. Sporo tego, a to przecież tylko część projektów, do których twórczo przyłożyłeś rękę.
Skąd potrzeba tak różnorodnej ekspresji i czy nie obawiasz się zarzutów o nadprodukcję, rozmienianie się na drobne, lub o to, że przez ilość cierpi jakość?

Do tego dojdą płyty T’ien Lai i Kapital. Jeśli któreś z tych płyt będą słabe, to stawianie zarzutów o nadprodukcję będzie uzasadnione. Póki co nie czuję, żeby to był problem. Kilka z tych płyt to debiuty zespołów, które przygotowywały materiał na te albumy od 2-3 lat (Alameda 3, Stara Rzeka, Hokei, T’ien Lai). Jest to muzyka w pełni przemyślana i uzasadniona, dopracowywana przez dłuższy okres czasu. Innercity Ensemble i Kapital to bardziej spontaniczne projekty, ale też taki był od samego początku zamysł i założenie. Jest to dla mnie (i dla całej ekipy, jak sądzę) przede wszystkim szkolenie się w improwizacji i nauka kolektywnego grania. Nagrania, które powstają tą metodą mają często posmak świeżości i niepowtarzalności, czego często brakuje bardziej dopracowanym produkcjom. W tym wypadku płyta i jej odbiór to zapis tego, jak improwizacja się powiodła, co należy poprawić, żeby robić lepszą muzykę.
Potrzeba ekspresji wynika chyba z koncepcyjnego ADHD, które mam w bardzo zaawansowanym stadium i chęci urzeczywistnienia wszystkich pomysłów. Jeśli zacznę nagrywać słabe płyty, to będzie to znak, aby się zatrzymać i udać na terapię.

Wspomniany album Starej Rzeki był recenzowany, omawiany i dyskutowany w kraju i za granicą. Poświęcały mu miejsce niszowe blogi muzyczne, śledzone przez garstkę zapaleńców i media mainstreamowe. Wiadomo, że dobry materiał zawsze się obroni, ale mówimy tu o czymś więcej. O bardzo poważnym i bardzo pozytywnym zamieszaniu, wokół płyty wymykającej się łatwemu zaszufladkowaniu i muzyki trudnej w odbiorze. Jak się generuje takie zainteresowanie i zamieszanie?

Wydaje mi się, że na to pytanie lepiej odpowiedzieliby koledzy z Instant Classic, którzy wykonali bardzo ciężką robotę promocyjną. Ich label jest totalnie zajawkową opcją dwóch gości, którzy po godzinach pracy dalej siedzą przy komputerach i próbują promować i wydawać dobrą polską muzykę (często bez żadnych profitów poza satysfakcją własną oraz środowiska). Wysyłali płyty, gdzie się tylko dało i – jak się okazało w tym przypadku – metoda podziałała. Zresztą nie ma innej. Do tego dochodzi łut szczęścia i dobry pomysł poligraficzny. Dlaczego redaktor The Quietus otworzył akurat płytę Starej Rzeki tego dnia, a nie 1000 innych, które inne wytwórnie z całego świata mu wysłały?

Jesteś zadowolony z recepcji Cienia chmury nad ukrytym polem, czy raczej zaskoczony tym, co przypisują Ci dziennikarze, blogerzy i słuchacze?

Niczego się nie spodziewałem po wydaniu tej płyty, więc tym ciekawsze są dla mnie pozytywne reakcje ludzi na ten album. Zaskoczenie w tym wypadku przekłada się na zadowolenie (śmiech).

Czym jest brutalizm magiczny? To określenie pojawia się w próbach opisu tego co grasz, ale mam wrażenie, że dla piszących o Twojej twórczości jest bardziej pułapką niż jakąkolwiek wskazówką.

Dla mnie też staje się to powoli pułapką. Po części dlatego, że dziennikarze drążąc temat sprawili, że potwornie przegadałem w mediach cały ten album. Zawsze chętnie dzielę się moimi przemyśleniami, ale w wypadku działalności muzycznej ideologiczne produkowanie się w mediach może działać na niekorzyść i sprawiać wrażenie nachalności. Mam więc nadzieję, że to będzie mój ostatni wywiad dotyczący Starej Rzeki (śmiech). Brutalizm magiczny to luźny zbiór moich własnych (zainspirowanych licznymi lekturami) przemyśleń dotyczących kilku podstawowych spraw i chciałem, żeby zakreślił on w jakiś sposób horyzont mojej działalności muzycznej. Nie jest to żaden system, ani manifest. Nie obnoszę się z nim, gdyż nie uważam, żeby był absolutnie kluczowy przy słuchaniu mojej muzyki. Muzyka nie jest tekstem.

Powiedz coś o idei Milieu L’Acéphale. Cóż to za twór i czemu tak naprawdę ma służyć?

Z początku idea była prosta. Chciałem, aby moje płyty nie pozostawały w rozproszeniu, lecz aby było coś, co je spaja – nazwa, label, marka. Potem powstał pomysł otwartej społeczności, która by zrzeszała ludzi zainteresowanych jakimś wspólnym działaniem. Z czasem, w wyniku rozmów z różnymi muzykami udało się dodać do „katalogu” kilka pozycji, w których powstaniu nie brałem udziału, a które bardzo mi się podobają (trzeci album Jachny/Buhla, debiut Selected Works). Najwięcej dają mi rozmowy z Łukaszem Jędrzejczakiem i Piotrem Bukowskim, dzięki którym od czasu do czasu myślę o MA i o tym, czym by się to mogło stać. Nazwa z lekkim przymrużeniem oka (uwaga – żart bardzo branżowy) nawiązuje do Georgesa Bataille’a i jego pisma oraz nieformalnego stowarzyszenia Acéphale. Znaczy ona „pozbawiony głowy”. Rewolucjonista Bataille kreował antyrenesansowy i antyoświeceniowy obraz człowieka, który nie będzie już zamknięty w sobie monadycznie jako ego ustanawiające świat w zgodzie z uniwersalnymi kategoriami intelektu i ideami rozumu, lecz będzie w stanie – poprzez ekstatyczne zanegowanie racjonalności – otworzyć się na utraconą ciągłość doświadczenia i ciągłość świata. Kilka idei Bataille’a wciąż pozostaje dla mnie bardzo mocnych, np. jego ekonomika nadmiaru i entropii z Części przeklętej, czy też rozwijana we wczesnym etapie jego twórczości koncepcja tzw. base materialism.

Kiedyś powiedziałeś mi, że słuchasz już tylko Madonny i Black Metalu. Niestety Facebook i Twoja działalność w Radiu Kultura zdradzają, że to nie do końca prawda. Czego szukasz w muzyce jako odbiorca i czy to samo jest dla Ciebie ważne gdy sam tworzysz?  Nie pytam o inspiracje. Mam na myśli coś więcej. Ideę, cel, sedno…

Trochę prawdy jest w tej Madonnie. Gram dużo prób, ćwiczę na gitarze, cały czas coś miksuję… są to z reguły bardzo wymagające muzycznie rzeczy i gdybym miał jeszcze potem włączyć np. całe The Seer albo jakiegoś Merzbowa, to chyba bym zwariował. Odpoczywam lub sprzątam przy dobrze wyprodukowanym popie, najchętniej piosenkach, które już znam, czyli Michael Jackson, David Bowie, Madonna, Queen, The Doors, Kraftwerk czy Fleetwood Mac. Nie słucham zbyt dużo nowego popu, bo jakoś mnie nie interesuje. Audycje, które współprowadzę w Radiu Kultura zawsze miały dla mnie w sobie coś z terapii. Zmuszały mnie do eksploracji i odkrywania nowych rzeczy, czy też w ogóle zmuszały mnie do słuchania muzyki, czego ostatnio niestety nie chce mi się robić. Wolę siedzieć w ciszy, albo słuchać, co się dzieje za oknem.
W muzyce szukam liryzmu (nie ckliwości), nieoznaczoności (ale nie pustego abstraktu), wzniosłości (ale nie patosu), tajemnicy (ale nie mroku). Dlatego od miesiąca słucham tylko The Doors i nie mogę przestać.

Koncert Innercity Ensamble, w ramach Duchamperii, narobił mi ogromnego apetytu na drugi krążek tego kolektywu. Powiedz jak ta nowa muzyka ma się do materiału z debiutu i kiedy nacieszymy uszy tymi dźwiękami?

Mogę chyba zdradzić, że planujemy od razu dwa wydawnictwa w formie dwóch kaset magnetofonowych. Jeśli będzie zapotrzebowanie, to spróbujemy też pomyśleć o CD albo/i o winylu. Nagraliśmy materiał, który rozpada się zdecydowanie na dwa oblicza. Jedno jest dziksze, bardziej wyzwolone, z elementami hałasu, free jazzu, ambientu, czyli jakby w stronę bardziej agresywnych utworów z EP i z Katahdin. Drugie oblicze stanowi chyba pewne novum, jeśli chodzi o brzmienie IE. Jest bardziej rytmiczne, skoczne z elementami dubu, rytmiki południowej, groove’owego krautrocka… coś jakby Innercity Ensemble w wersji pop. Bardzo jesteśmy podkręceni obiema drogami, na które udało nam się wskoczyć.

Późne królestwo Alameda Trio, mimo zupełnie inaczej rozłożonych akcentów i odmiennych środków, momentami zdaje się mieć sporo wspólnego ze Starą Rzeką. Spotkałeś się z takimi opiniami?

Chyba niewiele osób słyszało do tej pory Późne królestwo, więc nie wiem jakie są opinie znajomych. Dla mnie to naturalne, że płyta Alamedy brzmi podobnie do Cienia chmury… Muzyka na oba krążki powstawała mniej więcej w tym samym czasie, podobne inspiracje wchodziły w grę. Dla mnie spełnieniem marzeń było zawsze nagranie czegoś w konwencji power trio. Jest w tym coś magicznego – Hendrix, Blue Cheer, Led Zeppelin, a później High Rise. Wychowywałem się na tej muzyce i taką konwencję miałem zawsze gdzieś z tyłu głowy. Dlatego muzyka Alamedy jest bardziej osadzona w rockowej tradycji niż muzyka Starej Rzeki, ale zasadniczo traktuję te płyty jako rodzeństwo.

Rozumiem, że jesień będzie koncertowa, ale chciałem zapytać o ewentualne wydawnictwa T’ien Lai i Kapital. A może szykuje się coś jeszcze?

Album T’ien Lai ukaże się na kompakcie i kasecie nakładem Monotype Records na przełomie października i listopada. Cały czas mamy gotowy drugi album Ed Wood, ale z uwagi na różne zawirowania, ciężko jest mi powiedzieć, kiedy on się ukaże. Z Kapital na razie planujemy wydanie kasety na jesień, a CD lub winyl jakoś w przyszłym roku. Wciąż przymierzam się do splitu z Arturem Rumińskim i Gaap Kvlt – mam nadzieję, że w tym roku jeszcze jakaś kasetka z tymi dwoma świetnymi muzykami ujrzy światło dzienne. Bardzo bym też chciał wydać Starą Rzekę na winylu, ale jest to duży koszt. Zobaczymy czy razem z Instant Classic będziemy w stanie to dźwignąć.

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Tego autora

Powiązane artykuły (wg działów)