Zugzwang (5): 1984

Bartłomiej Siwiec Bartłomiej Siwiec

14 maja 1983 roku na Komisariacie MO w Warszawie został w bestialski sposób zamordowany niespełna 19-letni wówczas Grzegorz Przemyk. Od tamtego wydarzenia minęło 30 lat. Wiadomo również, że nigdy nie będzie już prowadzona sprawa przeciwko jego zabójcom. W lipcu 2010 roku Sąd Najwyższy ostatecznie uznał, że sprawa uległa przedawnieniu. Milicjanci i ich mocodawcy mogą spać spokojnie.

Bydgoszczanka Marta Fortowska od co najmniej dwóch lat interesuje się teatrem. Mimo młodego wieku udało jej się już zadebiutować. Otóż w marcu br. na deskach MCK wystawiono jej pierwszą sztukę, przygotowaną przez amatorską trupę, Mięso. Jeszcze bardziej jednak interesuje ją Przemyk. Często też myśli o tamtej tragicznej sprawie. Nie może zrozumieć, że kiedyś można było tak po prostu – jakby nigdy nic – ciosami pałki, pozbawić kogoś życia. Pół roku temu zapisała się do Szkoły Pisania zorganizowanej w bydgoskim Teatrze Polskim przez znanego dramatopisarza, Artura Pałygę. Od tamtej pory jeszcze bardziej zgłębia historię zamordowanego nastolatka – wchodzi w sam środek dramatu. Rysuje postać Grzesia z chlebakiem, który odziedziczył po Edwardzie Stachurze. Szkicuje milicjanta, zabójcę chłopca, który wprowadza się wraz z żoną do nowego mieszkania. Przypomina, że gdy chowano ciało do trumny, nad nią stała zbolała matka, poetka, Barbara Sadowska, podtrzymywana przez księdza Jerzego Popiełuszkę.

Mija półtora roku. Bydgoszcz. Trzecia dekada października 1984 r. Właśnie idę do salki katechetycznej na lekcję religii. Idę z kolegą. Nagle przelatuje nad nami helikopter. Patrzymy. Kolega mówi: „Zobacz, helikoptery też latają. Zobacz. Oni go wciąż szukają. Nie wiesz… To ty nic nie wiesz? Na jakim świecie ty żyjesz? Popiełuszkę szukają. Ojciec mówił mi, że go esbecy zamordowali, ale kto to wie. Wciąż szukają”.

Ktoś podpalił śmieci na cmentarzu. Słup dymu wzbił się ku górze, szybując w stronę helikoptera. Zatykamy nosy. Śmierdzi obrzydliwie. Opodal stoi mężczyzna. Lat trzydzieści kilka. Oferuje znicze na sprzedaż. Mój kolega mówi: „Zobacz dziadka, jeszcze tyle dni do Święta Zmarłych, a on już się rozłożył z towarem!”.

Październik 2004 rok. Włocławek. Na sympozjum poświęconemu 20. rocznicy śmierci księdza Jerzego przyjechały setki osób. Zmieniają się prelegenci. Ludzie klaszczą. Atmosfera podniosła. Wielkim nieobecnym jest prokurator, od lat zajmujący się sprawą mordu, Andrzej Witkowski. Odczytano jego list. Ogólnie uważa się, że zleceniodawcy morderstwa księdza Jerzego wciąż są na wolności. Wskazuje się ich nawet palcem. W kuluarach więcej mówi się o Witkowskim niż o samym księdzu. Ludziom bardzo podoba się teza prokuratora, według której, to nie Piotrowski i spółka dokonali mordu. To były tylko płotki. Ktoś inny miesza i mataczy, a prawdziwi zleceniodawcy mogą być nawet w Moskwie. Wszystko możliwe. Oklaski.

Czerwiec 2012 rok. Na deskach bydgoskiego teatru zaprezentowano sztukę Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk Popiełuszko. Czarna Msza. Reżyserem sztuki był Paweł Łysak.

Być może jest tak, że tam gdzie prokuratura i sąd nie mają już nic więcej do powiedzenia, tam też pojawia się sztuka. Teatr poniekąd został po to powołany: żeby oczyszczać. Katharsis. To oczywiście truizm, ale artysta ma większą szansę dotarcia do źródła niż historyk. Nie ograniczają go dokumenty. Tym tropem idzie Małgorzata Sikorska-Miszczuk. Może wejść w świat zbrodni i zadać oczyszczające pytania. Może uruchomić wyobraźnię i ukazać takie rzeczy, od których włos jeży się na głowie. Może w końcu wsłuchać się w te głosy, które historyk – z racji powagi badań – musi natychmiast odrzucić.

Ksiądz Popiełuszko ma już swoją czarną mszę. Czas na Przemyka. Czas na artystów. Podejrzewam, że Witkowski i jemu podobni i tak nam już o tych smutnych sprawach nic więcej ciekawego nie powiedzą.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Maj 2013 Zugzwang (5): 1984