Artysta

Zdzisław Nowak-Czarny w latach 50. XX w. Zdzisław Nowak-Czarny w latach 50. XX w.

8 października 2011 roku mija trzecia rocznica śmierci Zdzisława Nowaka-Czarnego, jednego z najwybitniejszych artystów plastyków środowiska bydgoskiego. Zajmował się plakatem, grafiką, malarstwem oraz rysunkiem i karykaturą. Aranżował wnętrza, projektował meble, uprawiał grafikę książkową i szeroko pojętą grafikę użytkową. Do syntetycznej charakterystyki jego twórczości wybrałam grupę dzieł z różnych dziedzin plastyki, w obszarze której działał pięćdziesiąt lat. Określają one duże możliwości techniczne, a także intelektualne inspiracje Zdzisława Nowaka-Czarnego. Niektórym tematom i motywom, przekształcanym formalnie, wierny był przez znaczącą część swojego długiego, owocnego, a często dramatycznego życia.

W pierwszym okresie twórczości najbliższy artyście był plakat. W tej dziedzinie też zdobył najwięcej nagród i wyróżnień. Rzeczywiście, myślenie właściwe dla sztuki plakatu naznaczyło jego dojrzałą i późną twórczość, również malarstwo.

Plakat do dramatu Powrót Alcestry (prapremiera – Toruń, Państwowe Teatry Ziemi Pomorskiej, wrzesień 1958) autorstwa, a także w adaptacji i reżyserii Artura Maryi Swinarskiego, jak każdy dobry plakat, jest przykładem komunikatywnego skrótu myślowego. Tradycyjne środki wyrazu, jasna, kilkuelementowa kompozycja oraz pełna znaczenia kolorystyka, pozwala spojrzeć na to dzieło z perspektywy czasu, i uznać, że znakomicie reprezentuje tak zwaną polską szkołę plakatu. Powrót Alcestry to plastyczna kwintesencja greckiego dramatu antycznego, według Zdzisława Nowaka-Czarnego. Oto karykaturalna głowa męska wychynęła z wnętrza amfory, którą – na wysokości szyi naczynia – krwawo dosięga ostrze miecza. To człowiek ukryty we wnętrzu ceramicznej wazy, czy też postać fantastyczna, której organiczną częścią jest ta waza? Bez względu na charakter jej fizjonomii, miecz raniący szyję wazy, będącej na wysokości szyi człowieka, zawiera w sobie bardzo czytelny przekaz. Wszystkie elementy przedstawienia wydobyte są z beżowego, neutralnego tła, poprzez właściwy sobie charakter linii, czasem obrysowującej taką samą barwną plamę. Właśnie linia określa odmienność tworzywa, jakim jest ludzkie ciało, brunatna i chropowata waza, niebieski, gładki aż po ostrze, krótki miecz, czy żywa, ciepła czerwień krwi. Dopełnieniem kompozycji jest liternictwo, inspirowane antykiem.

Znaczną część powierzchni plakatu Chrońmy zabytki kultury (1962), zalewa nieokreślona czerń. Z gęstej i płynnej masy wyłaniają się, u dołu przedstawienia, wojenne widma. Ludzie, a może raczej barbarzyńcy? Nad czernią góruje biała, „gołębia” dłoń, przywodząca na myśl formy znane z obrazów i grafik Picassa. Unosi ona, wyjęty z realnego otoczenia, obiekt architektury. Jest to szara, smukła bryła manierystycznego ratusza w Chełmnie.

Podstawą plakatu Archeologia podwodna (1978) jest układ kilku barwnych, różnokształtnych płaszczyzn, oddających przestrzeń ciemnoturkusowego nieba ze słońcem, oraz wody. Przyglądamy się jej, poczynając od dotkniętej słońcem powierzchni, po coraz głębsze warstwy. Najpierw widzimy ukośne, rytmicznie rozświetlone pasy zieleni, wystające ponad powierzchnię wody, które sugerują fragment warownego ogrodzenia, przypominającego Biskupin. Na samym dnie granatowej głębiny nasz wzrok, naprowadzony smugą światła, odnajduje hełm i krótki miecz, będący wskazaniem na drużynę księcia Mieszka lub wojów króla Bolesława Chrobrego. Jest jeden szczegół plakatu, który – poprzez skojarzenie – cofa widza jeszcze bardziej w czasie. To dekoracyjne, drobne fale, unoszące się na jasnej powierzchni wody. Podobne są do fal poruszanej wiatrem roślinności i morza, widocznych na malowidłach z pałacu w Knossos. Czy jest to jedynie przejaw fantazji artysty, wzmocnionej wiedzą o historii malarstwa, czy może subtelne zaznaczenie ciągu kulturowego – od przedgreckiej Egei do państwa pierwszych Słowian – wraz z zawartą w podtekście naszą przynależnością cywilizacyjną? Rozstrzygnięcia nie są tu najważniejsze. Trudno jednak posądzić dojrzałego już wtedy artystę – wykształconego przez hołdującą kulturze klasycznej, przedwojenną, akademicką kadrę profesorów – o niewiedzę lub zupełnie przypadkowe użycie pewnych motywów.

Tu warto wspomnieć o profesorze Michale Bylinie (1904-1982), w którego pracowni, w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w 1958 roku, Zdzisław Nowak-Czarny uzyskał dyplom artysty plastyka. Michał Bylina był malarzem, grafikiem i ilustratorem, a z pochodzenia, wykształcenia i powierzchowności – prawdziwym arystokratą. Był synem hrabiego Prażmowskiego, pierwszego, po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku, prezydenta Lwowa. Michał Bylina, uważany za „malarza marszałka Rydza-Śmigłego”, pasjonował się historią Polski i kochał konie. Stąd pewnie tak wiele w jego dorobku, realistycznie ujętych scen historycznych i batalistycznych, a także typowo polskich pejzaży. Choć jeszcze jako członek „Szkoły Warszawskiej” (1929-1939), założonej przez uczniów Tadeusza Pruszkowskiego, malował również sceny rodzajowe i martwe natury. Michał Bylina był zaangażowany w walkę o wolność ojczyzny. W trakcie kampanii wrześniowej dowodził plutonem karabinów maszynowych I Pułku Szwoleżerów. Ranny pod Chorzelami, trafił do niemieckiej niewoli. Uczestniczył również w powstaniu warszawskim, jako dowódca jednego z oddziałów na Mokotowie, w stopniu porucznika. Młody, będący na początku własnej drogi, Zdzisław Nowak-Czarny, czuł się szczególnie wyróżniony, gdy profesor Bylina, którego cenił jako artystę i człowieka, obdarował go tak osobistym narzędziem pracy, jakim dla malarza jest… pędzel. Do tej pory przechowywany w domu artysty. A tematy i techniki podejmowane przez profesora Bylinę? Wszystkie one, z upływem czasu, pojawiają się w twórczości jego wybitnego ucznia.

„Galerie de la Peinture Poméranienne Contemporaine” (1963, plakat), [fot.: Sławomir Herzig]

W zupełnie innej estetyce wykonał artysta dwa kolejne plakaty, mające towarzyszyć we Francji prezentacji zbiorów Galerii Współczesnego Malarstwa Pomorskiego w Grudziądzu. Galerie de la Peinture Poméranienne Contemporaine (1963) stanowi przykład uporządkowanej abstrakcji geometrycznej, gdzie tempera, zmieszana z dużą ilością wody, udaje akwarelę. Wśród szarości, beżów, brązów, oliwki i rozbielonego różu, naszą uwagę zwraca zestawienie bieli i czerwieni. Projekt plakatu, wykonanego tłustą kredką, Galerie de la Moderne Peinture de la Pomeranie-Pologne (1963), przedstawia natomiast figurę szachową lub rzeźbę ludową, której wnętrze wypełnione jest fowistycznie barwnym i dynamicznym melanżem. Przeważają tu róże, od jasnych po amarant, dalej błękity, granaty i fiolety, dopełnione smolistą czernią. W feerii barw ponownie dostrzegamy zestawienie bieli i czerwieni. Wydaje się, że różnie pojęte techniczno-znaczeniowe imitacje oraz metafory, będące cechą wspólną obu propozycji, wskazują – według Nowaka-Czarnego – na charakter ówczesnego malarstwa polskiego.

Zdzisław Nowak-Czarny czuł się równie swobodnie w dziedzinie grafiki. Patrząc na czarno-białe wyobrażenia instrumentów strunowych, a wśród nich na wspaniałą mandolinę (Viola d’amore, 1997, olej), będącą późniejszym, malarskim odpowiednikiem koncepcji graficznej, myślimy o kubistycznych, muzycznych kolażach i obrazach Picassa. To najprostsze ze skojarzeń. W tym przypadku jednak widz spotyka się z instrumentem-indywidualnością, którego kształtu nie zakłóca obecność żadnego innego instrumentu ani człowieka. Z analizy jego kształtu powstaje synteza, a z właściwym ujęciem „portretowanego” harmonizuje, najlepiej wyrażająca jego charakter, technika. Raz mamy do czynienia z ostrą kreską i, wynikającym z jej zmiennego nagromadzenia, bogactwem walorów, co przyczynia się do stworzenia dynamicznego i przestrzennego tła. Instrument jawi się na nim, jak zarysowana przez chwilę smuga światła, bliska jednak materii otoczenia (Instrument XIII, 1965, sucha igła). Innym razem wizerunek instrumentu w ujęciu en face, skonstruowany jest na podstawie zestawienia prawie jednolitej bieli i czerni. Z tła drukarskiej czerni wycięto jasną, wyraźnie określoną bryłę pudła rezonansowego, przechodzącą płynnie w kształt gryfu. Biel, a właściwie beż odbitki graficznej, naznaczona jest śladami dłuta, przypominającymi ryty w drewnie (Instrument II, 1965, linoryt). Oto prezentacja instrumentów różnie „ożywionych” i posiadających w sobie coś „człekopodobnego”. Wirtuozeria techniczna autora sprawia, że to zbliżamy się, to znów oddalamy od rzeczywistego materiału, z jakiego buduje się drewniane instrumenty strunowe. „Tożsamość” instrumentu zmienia się wraz ze spojrzeniem artysty. Instrument sam w sobie będący dziełem sztuki i skonstruowany z tworzywa, które na zawsze przechowuje w sobie ślady dawnego życia, jest źródłem najbardziej abstrakcyjnej i ulotnej ze sztuk – muzyki.

Grafiki, których tematem są rośliny, również łączy motyw przenikania różnych światów w naturze. Wykonany, z chirurgiczną precyzją, przekrój nieokreślonego kwiatu, od płatków do korzenia, zawiera w sobie mostek, żebra, a nawet płaty płuc (Kwiat IV, 1964, linoryt barwny). Kiedy indziej kilka jędrnych pędów, jak z renesansowego zielnika, wyrasta wprost z organu przypominającego serce, co znajduje potwierdzenie w tytule (Serce żyje, 1968, sucha igła). Człowiek oraz jego szlachetne, bo artystyczne, imaginacje, są częścią natury, a granice pomiędzy jej stworzeniami, istotą ludzką, rośliną i dziełem sztuki – wcale nie takie oczywiste.

Marian Turwid (lata 80. XX w., czarny pisak, karykatura), [fot. w: Zdzisław Nowak-Czarny. Malarstwo, plakat, grafika, rysunek, wstęp Ł. Płotkowski, fot. K. Jułga, Bydgoszcz 2001. Katalog do wystawy.]

Zdzisław Nowak-Czarny to znakomity rysownik i karykaturzysta. Znany był z licznych karykatur bydgoskich artystów i ludzi kultury. Powstały ich setki. Tworzone spontanicznie, przy każdej nadarzającej się okazji. W latach 80. i 90. XX wieku, posługując się tuszem i czarnym pisakiem, paroma kreskami scharakteryzował między innymi: Ignacego Bullę, Jerzego Puciatę, Kazimierza Jułgę, Michała Kubiaka, Mariana Turwida, Łukasza Płotkowskiego, Aleksandra Dętkosia, Andrzeja Maźca i Urszulę Danielewską.

Na uwagę zasługuje też cykl „ilustracji”, wykonanych białym tuszem na czarnym kartonie w 1993 roku, zainspirowanych myślami rzymskiego filozofa-eklektyka, Seneki (I w. p.n.e./I w. n.e.). To oryginalna, autorska interpretacja niewielkich fragmentów utworów O dobrodziejstwie ksiąg siedmioro, O gniewie, O pocieszeniu do Marcji, Listy moralne do Lucyliusza oraz dramatów Oktawia i Herkules szalejący. Bohaterem narracyjnych scenek Zdzisław Nowak-Czarny uczynił osła. Zdaje się, że do wyboru tak szczególnego przewodnika po myślach filozofa, skłoniły artystę Metamorfozy, czyli Złoty osioł, autorstwa rzymskiego pisarza, Apulejusza z Madaury (II w. n.e.). To fantastyczne dzieło, odczytywane już w momencie powstania jako moralitet, opowiada o tym, jak to głupota czyni z człowieka osła, i o długiej drodze, pełnej ciężkich prób i cierpienia, która kończy się powrotem do człowieczeństwa.

repro3

„Portret żony” (1993, pastel, tempera), [fot.: Sławomir Herzig]

Wyjątkowym dziełem, wśród prac malarskich Zdzisława Nowaka-Czarnego, jest Portret żony (1993), wykonany pastelą i temperą. To wizerunek osoby mu najbliższej, którą malował wiele razy w latach 80. i 90. XX wieku, a także później, po roku 2000, w różnych konwencjach, rejestrując wewnętrzne przemiany zachodzące w ich wspólnym życiu. Tak, to prawda, że patrząc na Portret żony, wracamy spojrzeniem do ekspresyjno-lirycznych, kobiecych portretów Witkacego, ale odnajdujemy tu także kameralność i ciepło „z Wyspiańskiego”. Kobieta ukazana jest w ujęciu trzy czwarte i skierowana nieco w prawą stronę. Spokojna, dłonie opiera na niewidocznej podstawie, a w szczupłych palcach delikatnie trzyma biały irys. Ubrana jest w niebieską – jak tło, na którym ją widzimy – szeroką suknię odkrywającą szyję. Kobieta? Może raczej dziewczyna o jasnej karnacji, złotych włosach i błękitnych oczach, których wejrzenie przenika wszystko, ale nie napotyka wzrokiem widza. Zza jej prawego ramienia wychylają się barwne, pokrewne ciepłej kolorystyce twarzy, kwiaty.

Tonacja obrazu opiera się na błękitach, niebieskościach i fioletach, skontrastowanych z gamą ciepłych barw, wśród których przeważają żółcienie i biele. Budulcem form jest niespokojna, zróżnicowana w swej płynności, grubości i ostrości, linia, która z cierpliwością okiełznana, nie tracąc nic na charakterze, zamknięta zostaje w półplastyczną postać i fantastyczne kształty kwiatów. Sylwetka kobiety nie jest jednoznaczna. Z chłodnego tła wyłania się wyraźnie skonstruowana głowa, osadzona na smukłej szyi, która przechodzi płynnie w mocny zarys ramion, ukrytych już pod suknią. Z nagromadzenia jasnych i ciepłych barw, które zwyciężają wszechobecność tonów niebieskich i błękitnych, powstaje twarz o wyrazistych rysach: dużych oczach, znaczącym nosie, pełnych ustach i zarysowanej szczęce. Twarz młodej kobiety o zmysłowej urodzie. Kobieta ubrana jest w niebieską, obficie marszczoną, miękko układającą się suknię, o długich, bufiastych rękawach, po której ślizga się światło – i to odróżnia strój od tła, w tej samej kolorystyce. Materialność kobiecej sylwetki jest wyczuwalna, wzmocniona przez konstrukcję i proporcje, ale znacznie mniej ważna niż konkretna charakterystyka twarzy. Cielesność, przejawiająca się w śladach ciepłej tonacji, dotyka jeszcze wyraźnie rąk kobiety, ale może tylko po to, aby utrzymały biały irys… podobny białej lilii.

repro2

„Trzy czasy – Dziś” (1995, olej, akryl), [fot.: archiwum prywatne artysty]

Trzy czasy Apokalipsy – Dziś (1995), w technice oleju i akrylu, to jeden z obrazów inspirowanych Apokalipsą św. Jana, intensywny kolorystycznie i wskazujący na zainteresowania autora abstrakcją oraz symbolizmem. Na prawie jednolitym tle widzimy trzy krzyże i sugestie trzech postaci ze wzniesionymi rękoma. Środkowej postaci Chrystusa asystują aniołowie, rozpoznawalni dzięki nimbom i dwóm parom skrzydeł, jak u cherubinów w mistycznych i malarskich wizjach. Anielskie skrzydła łączą zupełnie obce sobie elementy natury. Ich wewnętrzna para przypomina dwie skalne bryły. Do wnętrza jednej z nich – groty, wiedzie drabina. Zewnętrzna para podobna jest skrzydłom czarnego motyla, tkniętym przez kolor. Wydaje się, że postacie unoszą się w przestrzeni, otoczone porażająco jasnym, intensywnym i nieprzeniknionym turkusem. Barwa ta wypełnia kadr przedstawienia szczelnie, w sposób uporządkowany, wręcz zrytmizowany. Równocześnie w fakturalnych pociągnięciach pędzla czujemy siłę i dynamizm. Materia i narzędzie malarskie staje się więc dopełnieniem treści. Oto w nieskończoności nieba ukrzyżowane anioły sprawują wieczystą straż przyboczną. Anioły, których lot jest uwięziony w skale, tworzą schronienie dla trzech dni – najważniejszych dla losów świata.

Zdzisław Nowak-Czarny, plakacista, grafik, malarz, rysownik, karykaturzysta, zajmujący się również sztuką użytkową. Urodził się w Jeżewie pod Bydgoszczą, w 1931 roku. Studia w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie zakończył dyplomem w pracowni profesora Michała Byliny, w 1958 roku. Współzałożyciel plastycznej „Grupy Czterech”, wraz z Romanem Kobierskim, Zenonem Kubiakiem i Andrzejem Nowackim (wspólna wystawa – BWA w Bydgoszczy, 1965). Jest laureatem wielu konkursów regionalnych i ogólnopolskich na plakat i grafikę. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą (m.in. Bydgoszcz, Grudziądz, Toruń, Kraków, Warszawa, Bielsko-Biała, Sopot, Katowice, Poznań, Radom, a także Niemcy, Francja, Włochy, Czechosłowacja). Prace artysty znajdują się m.in. w zbiorach Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy, Muzeum im. ks. dr. Władysława Łęgi w Grudziądzu, Muzeum Plakatu w Wilanowie, a także w licznych zbiorach prywatnych w kraju i za granicą, m.in. w USA, Anglii, Niemczech. Zdzisław Nowak-Czarny zmarł 8 października 2008 roku w Bydgoszczy.

Tekst inspirowany jest wystawą, zorganizowaną w Galerii Miejskiej bwa – Galerii „Kantorek” (wernisaż, 1.09.2008), z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej Zdzisława Nowaka-Czarnego.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p