Bydgoszcz – podręcznik użytkownika

Wszystko zależy. Zależy od punktu widzenia, zależy od środków przelanych lub zainwestowanych, zależy ci się coś w lodówce i masz problem. Zależy czy urodziłeś się tam, czy tu. Zależenie mieni się prawie prawem, jeśli chodzi o zasiedzenie. Ale tylko prawie. Zależy czy wyjdziesz na ciężki deszcz w czapce czy bez czapki. Jeżeli bez, to pada, nawala i jest mokro. Jeżeli założysz czapkę, to masz wrażenie, że jest tylko wilgotno w powietrzu, ponieważ nie masz tego pierwszego odczucia mokrości. Zależenie o dziewiątej rano może okazać się fatalne w skutkach. Zależy od ciebie, ode mnie, tobie, mnie, nam, im. Wszystkim zależy kiedyś coś gdzieś albo na czymś, albo na kimś. Jeden z najbardziej niedocenianych czasowników.

Kiedy mieszka się w stolicy, to końcówka twojego przynależenia brzmi kozacko: „wiak”. Kiedy mieszka się bardziej na południe poziom bycia rewelacyjnym wzrasta. Nie tylko możesz użyć tej samej, bardzo przybliżającej do mety przedstawiania się, końcówki, ale,  w tym samym czasie, mieszkasz, po prostu, w fajnym, żywym mieście. W moim przypadku sprawdza się końcówka „anin”. Brzmi i wygląda całkiem dobrze, ale, niestety, jest poprzedzona aktem urynalnej agresji. Kiedy mówię ludziom skąd jestem zawsze następuje po tym pytanie, które jest zużyte jak guma do żucia na imprezie gdzie pije się tylko wodę mineralną, a rodzice twierdzą, że wszystko jest OK, bo syn nie kupił piwa. Pytanie brzmi: „I jak tam ci się żyje?”, a w oczach widzę inne: „Ja pierścienię, dlaczego i po co?”. Pewna, nie tak dogłębnie jak bym chciał, poznana przeze mnie Małgorzata, słysząc, skąd jestem i ile mam lat stwierdziła „No trochę ciężar”. Pewnie, że tak, skoro nie ma dokąd pójść i wszędzie nie słychać własnych myśli. Jedyna dobra knajpa, której nie znają moi kumple, to tramwaj linii 6. Spokój, cisza i, tak samo jak w knajpie, ktoś przez cały czas pije piwo. Siedzę tam często i nurzam się w ogromie niezrozumienia tego co dookoła, doświadczając jednocześnie słów nacechowanych potrzebą przeprowadzenia niebezpiecznego ataku sraczki. Gałęzie uderzają w okno i ludzie uderzają się nawzajem pięściami albo zapachem. Często obydwoma tymi rzeczami naraz (co jest absolutną zbrodnią przeciwko człowieczeństwu). Boli mnie ich widok. Boli mnie, że nie było tutaj długo sklepu Tommy’ego Hilfigera. Boli mnie kostka. Lewa. Jeżeli ktoś urodzi się w Kenii, to może zostać genialnym biegaczem, bo ma 30 km do najbliższej wody. Ja urodziłem się po szyję w umaczanym w niewierze blichtrze. Mieszka tu 370 tysięcy znaczków na list. Z miastem sąsiedzkim sprzeczamy się o czterech facetów jeżdżących w kółko i to ciągle w lewo. A oni mają znaczący uniwersytet, więc mogą sobie pozwolić na luksus takiej dysputy. Dosyć!
Wiem, że każde z was może w tej chwili przestać czytać, bo pojawił się argument, ile mam lat. To na końcu. Czy jest to tak naprawdę ważne? Widziałem siedemdziesięciolatka w papciach wysiadającego z 911-tki. I to nie jest określenie bardzo perwersyjnego seksu. Widziałem go na parkingu pod Stuttgartem. Był szczęśliwy i nieświadom tego, że po tych wszystkich latach dostarczania pieniędzy do systemu można od rzeczonego systemu niczego nie dostać. I to też, oczywiście jest złudne, bo kiedy piszę te słowa Niemcy mają problem. Ale miał opcję. W moim mieście emeryt z takim samym stażem pracy ma Astrę i jest obiektem zazdrości wszystkich młodzieńców, ponieważ ma sprawny samochód z ubezpieczeniem. Jak na reklamach.

Gówno prawda. Żyję w mieście, które znajduje się, mniej więcej bliżej Niemiec niż Rosji i żyję. A to nie jest proste, biorąc pod uwagę, że nasz mały Berlin gnieciony był butem, opresją i brakiem perspektyw. Żyję w kraju, który jest nieogarnięty do tego stopnia, że Heisenberg miał o nas mokre sny. Żyję w mieście, którego architektura nie może się zdecydować, czy być. Żyję w czasie, kiedy wszyscy kłócą się ze wszystkimi. Przyzwyczaiłem się i (wierzcie mi, bogowie geograficznego żartu nie pozwolą nam odczuwać niczego innego) ssanie z cycka szarości zapewnia tylko rozrost płata czołowego. Żyję w kraju, który zadał bobu największym tego świata tylko dlatego, że nie chciało nam się wytrzeźwieć albo rozmawiać, albo zaczynaliśmy (tudzież byliśmy w trakcie, tudzież kończyliśmy) jakiś ruch, który miał na celu uwolnienie reszty uciskanych albo cen wódki (albo powoływaliśmy ruch wyzwoleńczy, który sprawił, że Pan Wąsik powiedział „Zburzyć mi to!”). Znajomy z tego miasta podniósł kiedyś książki dziewczynie na uniwerku w Stanach. Bo jej spadły. Został oskarżony o molestowanie seksualne. Tym bowiem aktem miał podobno próbować dowieść swej wyższości nad rodzajem kobiecym. Jeżeli coś komuś spada, to starasz się temu komuś pomóc. Tak powinno być.

Pomyślałem sobie kiedyś, siedząc na ławce na skałkach, gdzie wszyscy zamieniają środki płatnicze na możliwość oddalenia się od ich zdobywania, że może niesłusznie traktujemy to miejsce jak stację przesiadkową pomiędzy wrzaskiem narodzin a wrzaskiem wydawanym z gardła w momencie, kiedy dopada nas rzeczywistość. Może niesprawiedliwie i zbyt pejoratywnie postrzegamy miasto, które jest o niczym i w tym właśnie tkwi największa jego siła. Czytamy wieszczy (tych dawnych i tych współczesnych), słuchamy proroków zdzierających struny głosowe po to, by wbić w nasze czaszki trochę prawdy. Wszyscy oni głoszą pochwałę chaosu i sprzedają produkt oznaczony nalepką „Nie konsumuj – przeżywaj”. Oczywiście nikt ich tak naprawdę nie słucha. Lekko na bani toczymy rozmowy o tym, jak wolni  chcielibyśmy być i jak swawolnie chcielibyśmy kontestować to, co dookoła. Jednak coś nie wychodzi.

Tam, na tej ławce, stwierdziłem, że gdyby faktycznie podążyć za tym snem o ludziach doświadczających, o ludziach kontestatorach, to jakież lepsze jest do tego miejsce niż tutaj? Poznań, Warszawa, Wrocław? Za bogato, za szybko, za wszystko. Tutaj, jak w małych miasteczkach, czas płynie inaczej. Tutaj mieszka 370 tysięcy znaczków na list i liznąłeś kleju od prawie wszystkich. Postaram się przybliżyć wam to dziwaczne miejsce na Ziemi.

Parafrazując mistrza Brysona: Mam na imię Szymon. Mam 37 lat. Jestem z Bydgoszczy. Ktoś musi być.

Do następnego zachmurzenia.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy Kultura Listopad 2011 Bydgoszcz – podręcznik użytkownika