Logika czy masakra

Mój przyjaciel, najlepszy szachista rodem z Bydgoszczy, mistrz międzynarodowy Krzysztof Żołnierowicz, zwykł mawiać, że logika jest najważniejsza. W szachach rzeczywiście to podstawa. Trudno sobie nawet wyobrazić, żeby szachista, który popełnia mnóstwo błędów logicznych, mógł osiągnąć w turnieju choćby najmniejszy sukces. Żołnierowicz zwrócił mi też uwagę, że równie nieprzyjemne są błędy popełniane z niewiedzy. Przyznałem mistrzowi międzynarodowemu rację, gdyż sam ilekroć obserwuję w parku grę amatorów, to natychmiast zaczynam się denerwować, gdy widzę jak proste błędy popełniają i to całymi seriami. W takiej sytuacji słynne powiedzenie, iż „w szachach przegrywa ten, kto popełni o jeden błąd więcej” nabiera szczególnego znaczenia.

Wydaje się, że nie inaczej jest w literaturze. Znany emigracyjny pisarz Józef Mackiewicz napisał kiedyś krótki tekst Błędy których się nie widzi, w którym ukazał błędy (głównie logiczne i rzeczowe) popełniane przez pisarzy. I rzeczywiście, gdy posiłkując się jego opisem, po raz kolejny przeczytałem fragmenty sienkiewiczowskiej Trylogii, przyznałem autorowi Kontry rację. Mackiewicz stwierdza nawet złośliwie, że Sienkiewicz bardzo kiepsko operował koniem i szablą, co przecież może dziwić tym bardziej, że koni i szabel jest w jego dziełach dostatek. Na dowód tego podaje przykład Kiemlicza walczącego w wąwozie w scenie eskorty Jana Kazimierza. Jeżeli wąwóz szeroki był na trzy konie – jak twierdzi autor – to w jaki sposób Kiemlicz, który usadowił się za stojącymi wszerz wąwozu jeźdźcami, kąsał rapierem nacierających Szwedów tak skutecznie, że co chwilę jakiegoś powalał? No chyba, że zamiast rapiera miał pikę…

Sam przyznaję, ale doświadczyłem tego ciekawego (w pewnym sensie gorzkiego) uczucia, gdy jeden z czytelników mojej debiutanckiej powieści zauważył, że główny jej bohater Karl Heinz w jednej ze scen używa wiecznego pióra marki Pelikan, a w kolejnej scenie macza to same pióro w atramencie. Albo pióro jest wieczne albo używasz kałamarza – powiedział mi, triumfalnie się przy tym uśmiechając. I, niestety, musiałem mu przyznać rację. Logika zawsze zwycięża i zapewne zupełnie niewystarczającym usprawiedliwieniem tego błędu jest fakt, że pióro obecnie częściej stanowi kolekcjonerski gadżet niż bywa narzędziem pracy.

Raymond Chandler swego czasu zwracał uwagę na takie szczegóły. Co ciekawe, wszelakie błędy dostrzegał głównie u konkurencji. Zdarzyło mu się wręcz pastwić nad najbardziej znanymi dziełami Agathy Christie, ba, pisał złośliwie, że autorka Morderstwa w Orient Expressie „zabije ćwieka najbystrzejszemu czytelnikowi, bo tylko półgłówek może się tu czegoś domyślić”. Analizując jedną z powieści Dorothy Sayers, w której człowiek przebywający samotnie we własnym domu zostaje zabity za pomocą zrzuconego z góry ciężaru, stwierdza, że morderca, któremu do zrealizowania swego zamiaru potrzeba aż tak wielkiej pomocy Opatrzności, powinien był raczej poszukać innego zajęcia.

Chciałoby się, żeby pisarze popełniali jak najmniej błędów. Ale chyba jesteśmy w stanie wybaczyć im ich małe potknięcia. Pisarze przecież czynią to z gracją. Naukowcom wybacza się trudniej. Kilka miesięcy temu Teatr Polski w Bydgoszczy zorganizował debatę poświęconą pamięci historycznej (pretekstem do dyskusji było wystawienie sztuki Artura Pałygi Truskawkowa niedziela). Wśród uczestników prym wiódł prof. Włodzimierz Jastrzębski, który od co najmniej 10 lat uparcie twierdzi, że 3 i 4 września 1939 roku w Bydgoszczy nie doszło do hitlerowskiej dywersji. Na kanwie ostrej dyskusji przyszło mi na myśl, że tytuł jego głównego dzieła Dywersja czy masakra jest de facto nielogiczny. W tamtym czasie w Bydgoszczy miała miejsce dywersja niemiecka, która doprowadziła do dokonania masakry na polskiej ludności, a potem znów w odwecie, wycofujące się polskie wojsko zmasakrowało miejscowych Niemców bez względu na to, czy byli dywersantami, czy nie. Było więc jedno i drugie. Ponadto tytuł w książce naukowej pełni – w pełnym sensie – rolę tezy. Źle postawiona teza na samym wstępie obniża wartość pracy. Mam nadzieję, że tak doświadczony historyk jakim jest prof. Jastrzębski zdaje sobie z tego sprawę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start