Mroczny wesołek

Mroczny wesołek Fot. Dariusz Gackowski

O Zdzisławie Prussie na jego siedemdziesięciolecie...


 

1.
Jest Zdzisław Pruss najbardziej znanym bydgoskim poetą. Piszę to z całą świadomością kontrowersyjności tego sądu. No to dodam jeszcze, szczególnie ku pokrzepieniu tych wszystkich, którzy w tej konkurencji z nim stają, którzy w tej konkurencji z nim – tak jest – sromotnie muszą przegrać, pocieszenie to marne, ale zawsze jakieś: jest Zdzisław Pruss najbardziej znanym poetą, bo – uwaga! – jest nie tylko poetą. I nie tylko jako poeta jest znany. Jego pozapoetycka sława wspiera skutecznie i wydatnie jego sławę poetycką.


Jest nie tylko poetą, choć być może poetą jest przede wszystkim. Moja ostrożność nie jest skutkiem mojej niepewności – tu mam pewność absolutną: Zdzisław Pruss jest poetą przede wszystkim, bo jest poetą świetnym. Moja ostrożność bierze się stąd, że pozostałe pola jego aktywności są równie rozliczne, jak i szerokie, istotne, a jego na polach tych praca – naznaczona licznymi sukcesami.

 

2.
Wszystkie te aktywności przyćmiewają jego poetycką wielkość. Tak, można, a nawet trzeba z tego zdania wyciągnąć informację, że jakkolwiek one były lub są cenne i budzące podziw, to – z punktu widzenia miłośnika poezji – wyrządzają poetyckiej sławie Prussa niejaką krzywdę. Czy czasem także: wyrządzają krzywdę jego poezji? Tego wykluczyć nie można, chociaż na razie takiej tezy nie stawiam. Takiej tezy stawiać się boję – boję się myśleć, co to by była za poezja, gdyby nie ta masa zajęć – znów, z punktu widzenia miłośnika poezji – pobocznych.

Nie zmienia to faktu, że te poboczności są istotne. Wśród nich są zupełnie fundamentalne opracowania dotyczące bydgoskiego teatru, opery i życia muzycznego. Przez pomyłkę zostały chyba nazwane leksykonami, a to są – nie ze względu na gatunkowość, ale ze względu na rangę tę zmianę proponuję – encyklopedie! Tak też powinny być tytułowane, tak też powinny być zapamiętane – jako: Bydgoska encyklopedia teatralna, Bydgoska encyklopedia operowa i Bydgoska encyklopedia muzyczna. Dzieła te przytłaczają; nie dlatego, że są ciężkostrawną lekturą. Przytłaczają ogromem pracy, jaka za nimi stoi. Ktokolwiek sobie wyobraża, że ten wyczyn może zostać przez kogoś w najbliższym czasie powtórzony, ten legitymuje się wyobraźnią stokroć większą od mojej.

 

3.
A to przecież nie wszystkie poboczności poezji Prussa, to zaledwie ich namiastka (niech to da nam do myślenia: gdy namiastka liczy sobie trzy tomy po – średnio – pięćset i pięćdziesiąt stron każdy, jaka musi być jej reszta! nawet, gdy łaskawie przypomnimy sobie o – wcale nielicznych – współpracownikach, jaka to reszta? ogromna!). Na tę ogromną resztę składają się tomy wspomnień, książki satyrycznych wierszy, bydgoskie albumy, doroczne szopki (o pokłosiu wieloletniej pracy dziennikarskiej nie wspominając).

Ale te poboczności są dla postrzegania Zdzisława Prussa istotne. Te poboczności wraz ze wspomnieniem jego działalności kabaretowej i konferansjerskiej (tak jest, to musi wreszcie tu paść: jest Pruss instytucją, banalna i najprawdziwsza to prawda) jego poetycką działalność albo przysłaniają, albo wykrzywiają nieco jej obraz. Jest Zdzisław Pruss powszechnie uważany za wesołka, jego marginalna w istocie twórczość satyryczna przysłania istotną twórczość liryczną, jego konferansjerska sława przyćmiewa w powszechnym odbiorze jego poezję poważną. Taka to cena; ale żeby było jasne, płacą ją głównie czytelnicy.

 

4.
Tracą, bo jest Pruss poetą – wiem, że już to mówiłem, ale tego nigdy dość – świetnym. Tracą tym bardziej, że widząc w nim wesołka, wykrzywiają odczytanie jego poezji w najodleglejszy od jej istotnego kształtu sposób. Tematem głównym poezji Prussa jest bowiem mrok ludzkiego świata, mrok nieprzejrzysty i przerażający, stąd jej, jego poezji, największą zaletą jest tego mroku rozświetlanie. Czy przez to staje się on, ten mrok (ale i ten świat) mniej przerażający, tego nie wiem i dociec nie potrafię. Jeśli więc Zdzisław Pruss jest – jak go się postrzega – wesołkiem, to nadzwyczaj mrocznym.

 

5.
Ta poważna twórczość liryczna Zdzisława Prussa jest ciekawa nie tylko przez jej mroczną problematykę i oryginalną formę (a od razu można powiedzieć, że Pruss należy do tej samej tradycji co Wisława Szymborska i Ewa Lipska, to z tymi poetkami ma w swoich najlepszych wierszach najwięcej wspólnego, chociaż – co się nie kłóci z powyższym rozpoznaniem – jest chyba najpilniejszym znanym mi uczniem Stanisława Jerzego Leca, nie tylko jako aforysty, ale jako niezwykle ciekawego, a trochę zapoznanego, względnie: nierozpoznanego, poety lirycznego). Ta poważna twórczość liryczna Prussa jest ciekawa także ze względu na widoczną już dziś zmienną w czasie różną jej intensywność, na widoczne już z naszej perspektywy zależności pomiędzy różnymi jego tomami, ich toczone ze sobą wzajemnie dialogi.

Co do chronologii tej twórczości, to – obserwowana dziś – rozpada się na dwie, symetryczne gdy idzie o ilość książek (po sześć) fazy; nazwijmy je: pierwszą i drugą. Pierwsza zawiera się pomiędzy debiutanckim tomem Uroczystość rodzinna (1973) a wstrząsającym autobiograficznym tomem Oddział. Wysypisko (1996) i obejmuje razem z wymienionymi sześć książek poetyckich. Z nich najciekawsze dla mnie wydawały się zawsze dwa fragmenty tej trzydziestoletniej niemal działalności poetyckiej. Jeden jest tym bardziej dla mnie cenny, że nigdy nieprzedrukowywany przez niego w wyborach wierszy i też odrębny od reszty twórczości, stąd też jest mój, prywatny; chodzi o cykl wierszy Refreny z tomu Adresat nieznany. Kameralne, dowcipne i gorzkie, rymowane (wyjątkowa rzecz u Prussa) oktostychy – takie podobne w tonie do Czterowierszy Leca (z jego tomu Nowe wiersze). Drugi to cykl Oddział z tomu Oddział. Wysypisko – relacja wstrząsająca, także przez swoją lekką formę.

 

6.
Druga faza twórczości rozpoczęła się od wydania w roku 2004 tomu Wszystko składa się z (nie licząc wyboru Pogrzeb starej marynarki z roku 1999, była to najdłuższa, bo ośmioletnia, przerwa między jego tomami poważnej poezji). Jednak ten tom zapoczątkował nowy okres w twórczości Prussa; pod wieloma względami nowy.

Po pierwsze więc, znaczy początek jego zwiększonej aktywności twórczej; od tego czasu, czyli przez lat osiem, ukazało się kolejnych pięć tomów. Po drugie, znaczy też niejaki przełom w tej twórczości: odtąd już Pruss będzie ściślej rozgraniczał swoją naturę satyryka od nerwu lirycznego, jakby chciał w swojej twórczości poetyckiej zamazać ten obraz wesołka, jakim go czytelnicy obdarzyli. Po trzecie wreszcie, jest ten tom początkiem nowego etapu twórczości, bo w nim tkwią początki kilku co najmniej kolejnych tomów – z kilku wierszy, jakie tu pomieścił, narodziły się wprost dwa jego doskonałe tomy: Szukanie indyków i Z ręką na sercu, to tu bowiem podjął tematy, które z czasem rozwinęły się w całe książki (poszczególne wiersze z Wszystko… przedrukował później jako integralne części cykli). Te dwa tomy zresztą, są moim zdaniem szczytowym osiągnięciem drugiej fazy – te swoiste concept albumy, tworzące przemyślaną całość, opowiadają ludzkie doświadczenie w sposób pełny, dogłębny, ale i pełen dobrotliwej czułości dla ludzkich wad. Co nie znaczy, że nie ma w nich mroku. Mroczne są jak nasze życie.

Do nich dorzuciłbym kolejny tom koncepcyjny, Szczygieł z New Jersey. Doświadczenie turysty też jest wspaniałą metaforą ludzkiego życia, tym skuteczniejszą, gdy turysta przyjmuje to, co widzi z zachwytem podróżnika-neofity. Zamykający tom wiersz Strefa zero jest najlepszym wierszem poświęconym wydarzeniom z 11 września, jaki czytałem.

 

7.
Symetria ludzkiego życia nie jest czymś szczególnie częstym w przyrodzie. Życie symetrii nie lubi. Jeśli jednak ktoś jest fanem symetrii, ja chyba jestem, to może uznać, że stoimy na progu kolejnego etapu twórczości Zdzisława Prussa, etapu, który wypełni znów sześć poetyckich książek. I tego należy jubilatowi życzyć – będą to życzenia dobre: dla niego, ale też i dla nas, jego czytelników, dobre, a możliwe do spełnienia, życzenia długiego, ale i owocnego życia.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Więcej z tym numerze: 2 miasta, 2 strategie »

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2012 Mroczny wesołek