Mapowanie miasta

Miasto jest takie, jakim je każdy widzi. Rzeczywiście? Jedno niewielkie zdanie i mnogość możliwych przypisów, dopisków, wyjaśnień, sprostowań, całe nieprzebrane mnóstwo wątpliwości. Już pierwsze słowo każe zadać pytania o ścisły obszar miejski, o jego szczegółową geografię, o integralność tego organizmu, o autonomię poszczególnych osiedli, o istotę podmiejskich gmin, które słabiej lub silniej są zrośnięte z „miastem”. A i później nie jest wcale lepiej: „każdy” jest wyjątkowo dyskusyjne (jak zwykle z wielkimi kwantyfikatorami bywa: czy rzeczywiście chodzi o to, że każdy jeden, czy może suma takich pojedynczych, a jeśli suma, to czy rzeczywiście wszystkich i tak dalej), a i „widzi” rodzi mnóstwo problemów (czy istotnie zmysł wzroku jest tutaj jedynym możliwym lub – jeśli szybko odrzucimy jego wyłączną prawomocność – czy jest tym najwłaściwszym?). Zacznę od końca.

Widzieć: miasto widzialne

To, jak postrzegamy miasto, nie jest wcale zależne od zmysłu wzroku. To nasze obecne, widzialne miasto jest tylko pierwszą warstwą. Pod nią kryją się inne, bywa, że często ważniejsze. Emocjonalna mapa miasta jest tylko luźno związana z jego widzialną powłoką. Na dodatek Bydgoszcz akurat jest miastem nieodkrytym. I to nieodkrytym w wielu wymiarach: swojej historii, swojej teraźniejszości, jest miastem emocjonalnie zamkniętym. Owszem, jest Wyspa Młyńska i Stary Rynek – miejsca w centrum, które od biedy można nazwać oswojonymi (czyli są obecne w zbiorowej emocji bydgoszczan; i bardzo dobrze!), ale na pewno nie odkrytymi. Jeszcze gorzej jest na osiedlach; kto z mieszkańców bydgoskich dzielnic jest ich rzeczywistym miłośnikiem, kto jest znawcą ich historii. Owszem, osiedla nie zawsze taką historię mają, a jak mają, to jest ona głęboko schowana (ja jako mieszkaniec Szwederowa od głębokiego dzieciństwa mam akurat szczęście – jest klimat, jest historia, dysponuję ścisłą mapą emocji, które od kilkudziesięciu lat tu zbierałem).

Do poznania swoich dzielnic, swoich najprywatniejszych, emocjonalnych topografii, do zgłębienia ich legend i historii – zapraszam.

Każdy: wspólnota odpowiedzialności

Gdy idzie o poznanie miasta, to ten „każdy” powinien być kategorią wspólnoty, a więc oznaczać w istocie: wszyscy mieszkańcy złączeni wspólnotą odpowiedzialności za swoje miejsce na ziemi (dlatego właśnie każdy w tym kontekście jest wezwaniem słusznym, zwraca bowiem uwagę na odpowiedzialność każdego członka wspólnoty). Wiem, że to utopia, ale wezwanie do działania nie powinno opierać się na kalkulacji, powinno być utopijne.

Do zaangażowania w losy naszego miasta, do myślenia o nim i do aktywności – zachęcam każdego z osobna, czyli wszystkich.

Miasto: nasza decyzja

Wymienione na początku wątpliwości natury geograficznej tracą teraz na znaczeniu. Otóż nasze miasto tam ma granice, gdzie zechcemy je – jako wspólnota – ustalić. Nasze miasto ma taki charakter, jaki mu – jako wspólnota – nadamy. I tak dalej. Nie będzie to jednak możliwe bez poznania miasta, bez pracy, która tej miejskiej topografii nada znaczenie. Bydgoszcz – bo to pozostaje w mocy – jest wciąż miastem nieoznaczonym (co pocieszające, znaczy to także: miastem wielu możliwości, miastem wielkiego potencjału). Poznać miasto – taką tezę stawiam – to zacząć je zmieniać. Lub przynajmniej: chcieć zmieniać, mieć odwagę, by je zmieniać. Nie znaczy to, by mieszkańcy w geście samowoli budowlanej zaczęli stawiać domy, sklepy czy pomniki albo by zaczęli niektóre rozbierać. Chodzi raczej o nadanie sensu istniejącej przestrzeni, o jej oswojenie.

Do takiej pracy na symbolicznej tkance miasta, do pracy polegającej na świadomym zamieszkaniu w przestrzeniach tego miasta, do podjęcia takich decyzji – namawiam.

Działy:
Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start