„…nieść piękno i pokój”

Z muzykami zespołu Hotel Kosmos rozmawiał Marcin Szymczak.


Czternastego kwietnia, dokładnie dwa miesiące po wydaniu drugiego albumu zatytułowanego Weird Polonia, toruńska grupa Hotel Kosmos wystąpiła na scenie Miejskiego Centrum Kultury w Bydgoszczy. Ostatnie minuty przed występem muzycy poświęcili na rozmowę, której zapis znajdą Państwo poniżej.

Dziś zagracie siódmy koncert w ramach „Dziwnej trasy” promującej album Weird Polonia. Powiedzcie, jakie są wasze odczucia oraz jak publiczność przyjmuje wasze nowe piosenki.
Piotr Komosiński [P.K.]: Niestety, wszyscy pracujemy. Nie żyjemy tylko z muzyki i w związku z tym gramy koncerty weekendowo. Ma to jednak również swoje zalety. Przede wszystkim nie jesteśmy zmęczeni graniem i na każdym koncercie mamy świeżą energię.
Na koncertach jest coraz więcej publiczności i coraz lepszy jest odbiór naszej muzyki. Sądzę, że nowy materiał sprawdza się również w wydaniu koncertowym…
Mikołaj Kubik [M.K.]: Ja jestem nastawiony bardziej entuzjastycznie. Uważam, że odbiór jest bardzo dobry. Coraz więcej osób podchodzi do nas po występie mówiąc: Chłopaki, tak trzymać. Poza tym coraz mniej na koncertach przypadkowych osób, a organizatorzy nierzadko proszą, żebyśmy zagrali u nich ponownie, co samo w sobie stanowi dobrą ocenę naszego grania.
P.K.: Jesteśmy zdecydowanie zadowoleni i przy okazji każdego koncertu dostajemy ładunek pozytywnej energii. Jest naprawdę ok.
Rafał Skonieczny [R.S.]: Zgadza się. Istotne jest również to, że materiał z Weird Polonia był wielokrotnie grany na koncertach przed wydaniem płyty, która z kolei została nagrana na setkę. Pewnie również dzięki temu wszystko się tak spina i działa jak należy.

Skoro już poruszyliśmy temat produkcji powiedzcie coś więcej. Jak, z kim i dlaczego właśnie tak?
R.S.: Nietypowe jest to, że myśmy ten materiał nagrywali dwa razy. Najpierw w Mózgu z Grzegorzem Kaźmierczakiem. Niestety wówczas nie mieliśmy basisty i próbowaliśmy sobie radzić bez basu. Nie brzmiało to jednak dobrze i byliśmy niezadowoleni z efektów, które przyniosła ta sesja. Po trzecim miksie daliśmy sobie spokój.
Jakiś czas później dołączył do nas Piotrek, zaczęliśmy ogrywać ten materiał na nowo i w końcu postanowiliśmy wejść do studia. Wybraliśmy studio Szymona Swobody w Porażynie.
P.K.: W sumie Szymon kupił nas swoją produkcją. Usłyszeliśmy jego nagrania i wspólnie stwierdziliśmy, że udało się chłopakowi osiągnąć świetne brzmienie.
R.S.: Jeszcze zanim zaczęliśmy działać, pytaliśmy go, jak były nagrywane te rzeczy, które nam się spodobały. Okazało się, że to właśnie były kawałki zarejestrowane na setę. Stwierdziliśmy, że nie będziemy gorsi i też tak zagramy. No i zagraliśmy. Jak wyszło, można usłyszeć na płycie. Komuś się może podobać, komuś nie…
P.K.: Na pewno są pewne niedociągnięcia i gdyby słuchać tego z metronomem uda się je wychwycić. Tylko kompletnie nie o to chodzi. To jest live i takie drobne potknięcia musiały się pojawić. W końcu nie jesteśmy maszynami. To jest nasza energia i koniec.

Mam wrażenie, że zmieniło się wasze podejście do materii piosenek. Ilekroć słuchacz pomyśli, że wie czego się spodziewać w danym kawałku, burzycie jego pewność i oczekiwania. Czy jest to celowy zabieg, czy coś, co naturalnie wynika z waszego stylu? Stylu, który moim zdaniem skrystalizował się na Weird Polonia.
R.S.: Nam chodzi wyłącznie o to, by nieść piękno i pokój. (śmiech)
Rzecz w tym, że my sobie nie zaplanowaliśmy tego, że nagramy taką a nie inną płytę. Wiedzieliśmy, że nie chcemy nagrać takiego albumu jak wcześniejszy. To byłoby zresztą niemożliwe. Jest z nami Piotrek, są inne sytuacje, inne nastroje. Zdecydowanie jesteśmy jak najdalej od jakiegoś wyrachowanego, wykalkulowanego grania. To, o czym mówisz, dzieje się naturalnie, nie jest zaplanowane i wymyślone.
P.K.: To jest od nas. Tylko i wyłącznie nasza czysta energia. Zawsze można doszukiwać się odniesień do pewnych gatunków czy zespołów, ale my zdecydowanie nie zamierzaliśmy nawiązywać do czegokolwiek. Po prostu chwytaliśmy instrumenty i graliśmy. To, co znalazło się na płycie, to wynik tego, co jest w nas.
R.S.: Nie mamy również takiej strategii, że na przykład zaczniemy określonym riffem czy zagrywką, żeby w połowie piosenki to złamać i popsuć. Chociaż chyba trochę wzbraniamy się przed tym, by nagrać ładną piosenkę. Taka jest nasza intuicja, wrażliwość i stąd taka muzyka na Weird Polonia.

Dwa moje ulubione numery na tym albumie to Hermetyczne miejsca publiczne i Barykada. Tak się składa, że to utwory dłuższe niż przewiduje średnia radiowa i uciekające od prostych piosenkowych schematów. Powiedzcie coś o tym, jak powstawały i skąd pomysł na wykorzystanie brzmienia trąbki?
R.S.: Maciek Grzybowski pojawił się, gdy nie mieliśmy basisty i skierowaliśmy się w stronę grania nieco bardziej akustycznego. Jego trąbka wypełniła przestrzeń wynikającą z braku basisty.
Błażej Lipiński [B.L.]: Maciej zagrał z nami parę koncertów i gdy nagrywaliśmy materiał w Porażynie stwierdziliśmy, że kilka motywów warto wykorzystać na płycie. Stąd jego obecność na Weird Polonia.
R.S.: Maciek miał swoje plany, my mieliśmy swoje i rozstaliśmy się w pełnej zgodzie, jak dorośli ludzie. Zaprosiliśmy go na płytę, bo wymyślił kilka rzeczy, które w naszym odczuciu przynależą do tych piosenek. Przyjechał, dograł swoje i tyle.
Jeśli chodzi o genezę wspomnianych przez ciebie piosenek to można by pewnie mówić o tym opowiadać godzinami. Hermetyczne miejsca publiczne to jest bardzo stary kawałek, właściwie z początków naszej działalności.
M.K.: Zawsze się do niego szybko zniechęcaliśmy i zostawał, zostawał, zostawał. W końcu, któregoś dnia przysiedliśmy i okazało się, że coś zagrało.
R.S.: Popracowaliśmy nad nim, zaczęliśmy go grać i okazało się, że przynosi nam sporo satysfakcji i gramy go do dzisiaj. Natomiast Barykada na początku brzmiała zupełnie inaczej. Powstała na bazie jakiejś improwizowanej sesji, w sali prób…
B.L.: To był najpierw reaggae’owy numer, może dubowy trochę…
M.K.: Dla niektórych to do dziś jest to reggae’owy kawałek, czego ja zupełnie nie rozumiem…
R.S.: Może rzeczywiście jakiś ślad pozostał. Na przykład bas był w tym kawałku zupełnie inny. Może kiedyś opublikujemy te nagrania z Mózgu. Wtedy to był taki typowy radiowy numer. Krótki, około czterech minut. Zupełnie inna linia basu była. Później Piotrek wniósł te swoje paluszki i basowe pochody i wszystko się zmieniło.

Dziwna Polska wyłania się z waszych tekstów i chyba niespecjalnie optymistyczna.
R.S.: Nie wiem, czy to jest pesymistyczna wizja świata. Myślę, że wręcz przeciwnie. Uważam, że to jest afirmacyjne podejście do życia. Bardzo mnie zaskakują interpretacje tych tekstów. Przepraszam, ale z mojej perspektywy wygląda to trochę tak, jakby ktoś kiedyś niezbyt przyłożył się do interpretacji, stwierdził, że słowa na płycie są pesymistyczne, taka fama się rozeszła i trochę to do nas przylgnęło. Tak czy inaczej, w moim odczuciu tak nie jest. W założeniu teksty miały być pobudzające, zachęcające do życia.
Chociaż na przykład Hermetyczne… to napisałem jeszcze w liceum, to wiesz, czytało się Céline’a, Camusa, trudno było napisać wtedy coś radosnego. Zresztą każdy ma prawo do własnych interpretacji…
P.K.: I to jest piękne. Mamy teksty po polsku i dzięki temu każdy się może do nich odnieść i na swój sposób interpretować. Większość polskich zespołów gra teraz po angielsku i ich teksty dla dużej części słuchaczy są o niczym. Słyszy się ładny wokal, ale nie ma szans odniesienia się konkretnie do warstwy słownej. Uważam, że nasze teksty są ogromnym atutem właśnie dlatego, że każdy może zrozumieć je na swój sposób, nawet jeśli czasami niezgodnie z intencją autora.

Powiedzcie kilka słów na temat współpracy z wydawcą płyty, czyli z Wytwórnią Krajową. Czy macie już dane na temat tego jak rozchodzi się Weird Polonia w formie plików, a jak w formie tradycyjnej jako CD?
P.K.: Przez pierwszy miesiąc rozeszło się około 200 egzemplarzy na CD, we wszystkich sieciach, do których trafił album. Jeśli chodzi o ściągnięcia w mp3 to było ich ponad 350. Myślę, że jest to całkiem niezły wynik, zwłaszcza w kontekście tego, że dziś coraz mniej osób kupuje płyty w ogóle. Myślę, że wytwórnia wykonała kawał dobrej roboty…
M.K.: Dla mnie najważniejsza jest sprzedaż płyt po koncertach. Ludzie kierują się wtedy tym, co usłyszeli podczas występu, a nie tym co ktoś napisał czy powiedział w mediach. Jak gramy dobry koncert, płyty się sprzedają i sprawa jest jasna.
R.S.: Ważne jest również to, że ludzie z Wytwórni Krajowej działają w tej branży już od jakiegoś czasu i mieszkają w stolicy, przez co są bliżej tego wielkiego świata. Niekoniecznie siedzą w takiej muzyce, jaką my uprawiamy, ale płyta bardzo im się spodobała i bardzo chcieli ją wydać, tym samym podpisując się pod naszą muzyką, co jest bardzo miłe.
M.K.: Ich poziom entuzjazmu dorównał naszemu!
P.K.: Faktycznie, to, co zaproponowaliśmy zostało przez nich kupione w 100% i w pracę nad tym włożyli maksimum swojej energii. Myślę, że my jesteśmy zadowoleni z ich pracy, a oni są zadowoleni z tego co dostali od nas. Zresztą nasza współpraca nie skończyła się po premierze płyty. Pozostajemy w kontakcie i nadal razem działamy.

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2012 „…nieść piękno i pokój”