Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Są naszymi sąsiadami od dawna… Od bardzo dawna. Może chodziliśmy z nimi do szkoły podstawowej, na pewno mijamy ich na ulicach. Mieszkają w Polsce jakieś czterysta lat. Czterysta! To robi wrażenie, tym bardziej że naprawdę ich nie znamy, właściwie nic o nich nie wiemy. Chociaż nie, wiemy całkiem sporo, a na pewno natychmiast wydajemy sądy uruchomiane przez wdrukowane w nasze głowy stereotypy. Cyganie… Kolorowe spódnice, muzykanci, wróżenie z dłoni, tabory… Tylko koni żal… Właśnie, tylko tyle… Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma… Na pewno? Skąd niby mamy to wiedzieć, skoro prawie nie mamy kontaktu z ich kulturą, zwyczajami, o historii nie wspominając? Może kilkoro z nas poszło do kina na Papuszę, ktoś czytał Ficowskiego, może… Ale ostatnio coś się zaczęło zmieniać. Choćby na poziomie języka. Powoli uczymy się mówić „Romowie”.

Działy:

Rozmiar tej pracy jest imponujący, opanowałaś całą przestrzeń tej sali… Ale ty nigdy nie bałaś się dużych formatów, zawsze malowałaś z rozmachem…
Bardzo często słyszałam w różnych galeriach, że moje prace są za duże, nie da się… Mamy za małe ściany… Prawda jest taka, że już na studiach bardzo lubiłam duże formaty i tworzyłam sporych rozmiarów obrazy. Duży blejtram daje mi większą możliwość wyrazu, po prostu mogę mocniej zadziałać na zmysły i wyobraźnię oglądających.

Działy:

Lato w tym roku było dla nas bardzo szczodre. Kiedy w bardzo chłodny, czerwcowy dzień pojechałam na zamkniętą stację kolejową Pruszcz–Bagienica, nie przypuszczałam, że lipcowe upały, śmiechy dzieci, zaangażowanie okolicznych mieszkańców tak bardzo odmienią to miejsce. Chociaż na chwilę... Od lat niedziałająca stacja niczym się chyba nie różni od miejsc, z którymi nowe czasy nie obeszły się łaskawie. Tu też zostały tylko wspomnienia, o dawnych, wspaniałych czasach i tęsknota za nim. Zostało też coś jeszcze… Ogromna miłość do pociągów, do rytmu dnia, który był wyznaczany przez przyjazdy i odjazdy, do ukochanej pracy.

Działy:

Z Martą Filipiak artystką i animatorką rozmawiała Monika Grabarek.


Sen jest bardzo ważnym motywem w Twojej twórczości, przewija się niemal w każdym działaniu artystycznym, z którym jesteś związana. Chyba wszyscy pamiętamy spektakularne Sny Mani, które wydarzyły się w Ostromecku kilka lat temu. Teraz ponownie zanurzasz się w marzenia senne, tym razem w Lubostroniu.
Oko, nigdy nie śpi na pewno jest kontynuacją moich wcześniejszych działań, chociaż ten projekt narodził się nieświadomie tak jak sen. Jak widać jest to temat wokół którego krążę, z różnych stron do niego podchodzę i jest on dla mnie ważny, ale nie zaplanowałam tego. Projekt Oko skrystalizował się jesienią zeszłego roku, motywem przewodnim jest sen ujęty w przeróżnych konfiguracjach i aspektach. Hasłem do spotkania jest sen – zarówno jako obszar poszukiwań i inspiracji artystycznych, ale także w swoim symbolicznym wymiarze. Pomysłem Fundacji Kultury Rozruch, która jest organizatorem projektu było nawiązanie do surrealistycznego postulatu etycznego, który podkreśla rolę przypadkowych spotkań. Oko, które nie śpi, zaczerpnęłam z książki, którą napisał Dennis Genpo Roshi Merzel Oko nigdy nie śpi. Jest to czternaście mów Dharmy, które są komentarzem do starochińskiego poematu zen Hsin hsin ming. Jest to bardzo wyjątkowy i ważny dla mnie tekst, postanowiłam, że tak właśnie nazwę działania w Lubostroniu. Nasz plan zakładał, że ta specyficzna tematyka przyciągnie określone osoby, ale również zależało nam, by przyjechali tacy goście, dla których te zagadnienia nie są zupełnie oczywiste i zabrali w tej sprawie głos.

Działy:

Z Qbą Janickim rozmawia Monika Grabarek.


 

Dwudzieste urodziny Mózgu… Miałeś pięć lat jak otwierał się klub. Co pamiętasz z tamtego okresu?
Kiedyś już Tobie o tym opowiadałem, ja bardzo dobrze pamiętam tamten czas, tylko moje wspomnienia są z zupełnie innej perspektywy, z perspektywy dziecka, więc siłą rzeczy te wspomnienia są zupełnie inne niż moich rodziców, koncentrują się na innych sytuacjach. To było bardzo nietuzinkowe przedszkole. Pamiętam, że tu zawsze coś się działo, było pełno fajnych, ciekawych ludzi, nawet jak klub był zamknięty. Przewijali się tu młodzi muzycy sceny trójmiejskiej, miałem do niech nieograniczony dostęp, podpatrywałem ich przy pracy, po prostu jak gąbka chłonąłem to, co robią. Traktowali mnie wtedy całkiem poważnie, rozmawiali ze mną już wtedy zupełnie po partnersku. To oczywiście miało swoje przełożenie w kontaktach z rówieśnikami w szkole. Miało swoje plusy, ale też ogromne minusy. Zawsze miałem raczej starszych kolegów, przechodziłem też okres strasznego zarozumialstwa i byłem pewnie nie do zniesienia, ale to szczęśliwie już poza mną. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że w Mózgu nauczyłem się słuchać i dyskutować, tu zaprogramowałem się na działanie, poszukiwanie. W klubie nigdy nie było postaw – nie da się, nie uda się… Trzeba robić, próbować i koniec. Jestem pewny, że klub wywarł tak wielki wpływ nie tylko na mnie. Chyba każdy, kto w jakikolwiek sposób związał się z tym miejscem, sporo się tu nauczył i doświadczył inspirujących na całe lata sytuacji.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Monika Grabarek