Monika Grabarek

Monika Grabarek

Pedagog, dziennikarka radiowa (Radio Kultura).

Z Joanną Drozdą rozmawia Monika Grabarek.


 

Wiadomo, że Wesele to ważna lektura szkolna, czy to było Twoje pierwsze z nim spotkanie od czasów szkolnych? Jak na nowo rozpoznałaś ten tekst? Z łatwością zobaczyłaś w nim współczesne społeczeństwo?
Z Weselem miałam do czynienia na studiach w krakowskiej PWST. Anna Polony raczej próbowała nas oczarować melodia języka i Młodą Polską, poruszyć te sentymentalne, oniryczne emocje. Później jeszcze grałam w dyplomie starszych kolegów reżyserowanym przez prof. Trelę, grałam Kaśkę, ale to też polegało na rozczytaniu tego, co autor miał na myśli. Dopiero przez Libera zaczęłam dostrzegać uniwersalność tego tekstu, jego aktualność. To trochę przeraża, że jako naród nie ewoluujemy. Wciąż można nas pokonać za pomocą naszych wad. Wszystko z wtedy jest i dziś. To porażające.

Działy:

Ludzie związani z Mózgiem dzielą się na tych, którzy pamiętaj widok na park zaraz po wyjściu z klubu i na tych, dla których ów widok to prehistoria… Oni pamiętają już raczej tylko wielką ścianę Drukarni. Ci pierwsi to z całą pewnością Dorota Podlaska i Marcin Płocharczyk, do tych drugich z racji wieku zalicza się Marcin Zdrojewski... A jednak właśnie ta ściana ich połączyła we wspólnym działaniu. Oto rozmowa o tym, jak wielka szarość zamieniła się w dzieło sztuki.

Działy:

Z Marcinem Zdrojewskim uczniem bydgoskiego plastyka rozmawia Monika Grabarek.

Twoje działania artystyczne wychodzą daleko poza ramy programu szkolnego. Gdzie był ich początek?
Wszystko zaczęło się od mojej zajawki kulturą hiphopową. Już w podstawówce zacząłem jeździć na deskorolce i zwracałem uwagę na to, co się dzieje na ulicy. Potrafiłem rozszyfrować niektóre ksywki na murach, zapamiętywałem ich styl, ale wtedy jeszcze nic swojego nie rysowałem. Obserwowałem starszych kolegów, to jak się ubierają, dopiero pod koniec szkoły podstawowej zaczęła kiełkować jakaś świadomość, pojawiły się pierwsze szkice liter, napisów i okazało się, że to zaczyna być takie moje. Ale o malowaniu jeszcze wtedy w ogóle nie myślałem, to była dla mnie zupełna abstrakcja. Wróciłem do deskorolki i na początku gimnazjum każdy piątek spędzałem w skateshopie Front na Dworcowej, spotykałem tam ludzi o takich samych zainteresowaniach i od tego się wszystko zaczęło. Moją przygodę z malowaniem liczę od mojej jednej z pierwszych prac, to były najpierw same litery. Potem zaczęły się pojawiać inne rzeczy w miarę jak nabywałem nowych umiejętności.

Działy:

Mityczny Gryf to niezwykłe stworzenie. Lew z głową i skrzydłami orła, oślimi uszami. Miał wiele cnót: czujność, szybkość, odwagę, waleczność. Był strażnikiem skarbów. Ten z Bydgoszczy, to niegdyś świetnie prosperująca fabryka prowadzona przez Spółdzielnię Niewidomych. Budynek przy ul. Fordońskiej 30 od lat stał niezagospodarowany i niszczał. Jednak od jakiegoś czasu trwało tam dziwne poruszenie i zamieszanie. Wszystko za sprawą Fundacji Bez Nazwy i energicznej Małgorzaty Winter, która niestrudzenie od lat podejmuje się karkołomnych pomysłów, skrzykując przy tym wokół siebie liczne grono pozytywnych zapaleńców i wspólnie osiągają to, co zostało wymyślone. Nie inaczej stało się i tym razem w to całkiem ładne, jesienne popołudnie. W gigantycznej, fabrycznej przestrzeni zaprezentowało się około sześćdziesięciu artystów. Opuszczone mury od lat swojej najlepszej prosperity nie pamiętały takich tłumów… Byli oczywiście stali bywalcy artystycznych akcji, ponieważ tego dnia po prostu trzeba było stawić się na Fordońskiej 30, ale dało się także zauważyć całkiem nowe, zaciekawione twarze, całe rodziny z dziećmi. Ogrom tego kulturalnego przedsięwzięcia robił na każdym wrażenie. W rozmowach przewijało się jedno zdanie, że jeśli nie jest to najważniejsze, to z pewnością najciekawsze wydarzenie mijającego roku w naszym mieście.

Działy:

Monika Grabarek rozmawia z Markiem Piestrakiem i uczestnikami warsztatów filmowych w Ostromecku.


Czy można sobie wyobrazić lepszą scenerię dla filmu grozy niż wnętrza starego pałacu, kręte korytarze, tajemnicze piwnice, ciemny strych? Całość wymarzonej scenografii dopełnia wielki park, który okala oba pałace w Ostromecku. Takiego szczęścia nie spodziewali się uczestnicy kolejnych warsztatów filmowych zorganizowanych przez Bydgoską Kronikę Filmową. W tym roku zjechało do zespołu pałacowo-parkowego piętnaście osób z całej Polski. Różnili się wiekiem, wykształceniem, jedni byli z Warszawy inni z niewielkiego Helu, ale wszystkich łączyła wspólna pasja – film.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Autorzy Monika Grabarek