Michał Tabaczyński

Michał Tabaczyński

Redaktor naczelny BIK.

Polonista, dziennikarz, slawista, autor kilku książek (Parada równości, Koniec zabawy w pokolenie) i współautor kilku innych (Tekstylia bis, Kultura niezależna w Polsce 1989-2009).

„Bydgoski Informator Kulturalny” się zmienia. A nawet więcej, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność, powiedzmy: zmieniamy go my. Już chyba po raz trzeci. Nie dlatego, że nam się nudzi i świerzbią nas ręce. Chociaż może to też. Ale zmieniamy go, bo zmienia się rzeczywistość wokół nas, zmieniają się potrzeby i my sami też się zmieniamy.

Zmiana może się zdać głównie estetyczna, ale chcemy ją postrzegać jako funkcjonalną. Każdy numer (w wydaniu papierowym) od teraz zaczynać będzie galeria ciekawych wydarzeń. Każda okładka tego roku będzie nawiązywać do przemysłowych tradycji Bydgoszczy (w kontekście Roku Bydgoskiego Dziedzictwa Przemysłowego). W każdym numerze pojawi się – z tej samej okazji – kolejna część cyklu poświęconego (zarówno zapomnianym, jak i obecnym, a nawet – wybiegającym w przyszłość) przemysłowym aktywnościom związanym z naszym miastem.

Otóż – mimo że tytuł może na to wskazywać, a przynajmniej sugerować – to od razu zaznaczam, że nie. 
Nie, tematem tych zapisków tym razem nie będzie mój ulubiony bydgoski polityk i doradca wojewody, który wciąż upiera się, by łączyć swoje pisarskie zatrudnienia z funkcjami politycznymi – oba zresztą z osobliwym efektem (efekt jest taki, że ministerstwu przedobrej metamorfozy za pośrednictwem Instytutu Książki zawdzięcza promocję na targach książki i obecność na liście obok takich pisarzy jak Terlikowski, Lisicki, Wildstein – gratulujemy sukcesu!).
Nie, tematem nie będzie też bydgoski teatr, który ostatnio zyskał osobliwie impresaryjne oblicze, chociaż chyba utrzymać miał swój dotychczasowy charakter repertuarowy (przy okazji – zaczynam doceniać w dyrektorze Gajdzisie skrytą do tej pory buntowniczą naturę: zaprosić spektakl Żelazne waginy – to musiało go wiele kosztować; ufając, że stres nie odbije się zbytnio na urodzie, gratulujemy odwagi!).

Działy:

Zgodnie z obietnicą (groźbą?) złożoną przed miesiącem wracam do Bańkowskiego, którego wystawa tymczasem (ledwo wczoraj) przestała istnieć w przestrzeni Galerii Miejskiej bwa. Może i tego zakończenia bym wcale nie odnotowywał, gdyby nie to, że fakt ten prowokuje do takiej oto refleksji: teraz już Bańkowski jest dostępny tylko w tej książce, do czasu kolejnej wystawy, o ile jakaś będzie, o ile damy radę ją obejrzeć, o ile… Na razie jednak, szczęśliwie, jest obecny w tym albumie. Istnienie takie jest oczywiście swoiste: książka (w stopniu o wiele istotniejszym niż przestrzenna wystawa) narzuca nam opowieść o tej fotografii, o tym fotografiku, dzieląc jego twórczość na części: jak najbardziej logiczne i nawet oczywiste, a jednak przecież pozbawiające te fotografie obecnej w przestrzeni galerii (kto był, pamięta; kto nie był, może sobie wyobrazić) wielości form, tematów, technik, rozmiarów.

Działy:

Grudzień jest końcem starego czy już początkiem nowego, nie mogę się zdecydować. Rozumiem, że różnica nie jest duża i sprowadza się raczej do nastroju: smucić się będziemy końcem czy weselić początkiem? A może na odwrót: cieszyć się z końca i drżeć z niepewności przed tym, co nadejdzie? Życzę Państwu dobrze, życzę najlepiej: żeby tym, których dobra passa trwa, ten arbitralny przecież koniec wyznaczony kalendarzem niczego nie zmienił, żeby przeszedł niezauważony. A tym, którym źle („którym gdzie złe wciórności dopiekają” – nie mogę się odkleić od tego spektaklu? to on nie chce się odczepić ode mnie?), życzę, żeby ta zakorzeniona w tradycji cezura przyniosła wyczekiwaną odmianę.

1.

Wizja, w której Łukasz Gajdzis na białym koniu wjeżdża do Bydgoszczy, żeby uratować teatr i – szczególnie już – Festiwal Prapremier, jest, rzecz zupełnie oczywista, bardzo urocza i nie mniej kusząca: tak urocza i tak kusząca, że chciałoby się ją zaakceptować, uwierzyć w nią i uznać za prawdziwą, nawet mimo oczywistych jej słabości. Wśród tych słabości największą jest bodaj jej znaczna niezgodność z rzeczywistością i nadmierna zgodność z zaproponowaną nam narracją.
Jeśli dyrektor Gajdzis zdecydował się zorganizować Festiwal Prapremier właśnie dlatego, żeby tę wizję urzeczywistnić lub uwiarygodnić, to trudno mu się dziwić – skoro dla mnie wizja ta jest urocza i kusząca, to jaka musi być dla jej bohatera!

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Autorzy Michał Tabaczyński