Pierwsze dni października to idealny termin na rozpoczęcie trasy koncertowej dla zespołu, którego ostatnio wydana płyta nosi tytuł Weather Systems. Mowa oczywiście o Anathemie, która od Bydgoszczy zaczęła drugą już objazdową promocję wspomnianego koncept albumu. Nie udało załapać mi się na terminy kwietniowe, ostrzyłem sobie więc zęby na okazję odwiedzenia Astorii już od jakiegoś czasu. Wszak płytka ta jest bez dwóch zdań jedną z ciekawszych tegorocznych pozycji w tematach muzyki gitarowej. Anathema oczywiście nie zawiodła. Świetny koncert. Mnóstwo przestrzeni, bajecznych aranży, bardzo profesjonalne wykonanie. Nic tylko się cieszyć, że zdecydowali się na przyjazd nad Brdę. Powodów do radości było jednak więcej, gdyż uznani brytyjczycy przywieźli ze sobą jednak pewien nieznany mi wcześniej tercet. A Dog Called Ego - trzech młodych chłopaków z Hamburga. Informacja o zakontraktowaniu na osiem koncertów tego supportu pojawiła się dosłownie na tydzień przed pierwszym występem. Wiedziony ciekawością niezwłocznie dokopałem się do jakichś nagrań ADCE. Szybko zorientowałem się, że w zbliżającą się środę zainteresują mnie oba koncerty. Christopher Stepan, Gregor Kaisser i Dirk Bakker nagrali całkiem niedawno bardzo ciekawie brzmiącą EPkę. Polubiłem ich, zanim udało mi się ich poznać. Myślę, że też macie na to spore szanse. Sprawdźcie zresztą sami...

Z włocławską formacją ISME, która wygrała eliminacje do Muszla Fest 2012 zdobywając jednocześnie możliwość zagrania na tegorocznej Muszli rozmawia Kuba Ignasiak.


Kiedy i w jakich warunkach powstawał zespół ISME?
Kwestia standardowa – każdy coś tam kombinował i mącił w kwestii muzycznej. Pojawił się wspólny przyjaciel, który wtedy jeszcze przyjacielem wspólnym nie był i przedstawił jednego drugiemu, i trzeciemu, i na abarot. Pierwsza próba – jakaś chemia, poznawanie się, niesnaski, chemia jeszcze fajniejsza i jakoś tak się kula po dziś dzień. Bez dat konkretnych. Rzeczy zbędne. Kroczy całość radośnie.

Dlaczego postanowiliście zgłosić się do koncertu konkursowego w ramach Muszla Fest 2012?
Kto głową w mur nie wali, nigdy go nie przebije.

Z muzykami zespołu Trapped Inside Me rozmawia Maciej Federowicz.


Zacznijmy od końca. W lipcu zagraliście podczas pierwszej edycji Bulwar Fest. Jak wspominacie tamten występ?
Szymon Grygorkiewicz (Sz. G.): Najbardziej pamiętamy z tamtego występu temperaturę, bo było mega gorąco. To był nasz drugi koncert i wszyscy uważamy, że zagraliśmy lepiej niż podczas debiutu w Wągrowcu. Tam mieliśmy okazję grać na koncercie przypominającym bydgoski Muszla Fest. Po tamtym występie również byliśmy zadowoleni, ale nie ma porównania, jeśli chodzi o te dwa występy.
Mateusz Serwach (M. S.): Jednak wydaje mi się, że podołaliśmy i otworzyliśmy całą imprezę mocnym akcentem.
Sz.G.: Klimatem trochę nie pasowaliśmy do reszty kapel, bo to była impreza bardziej skierowana na rock'n'roll, ale mimo wszystko zostaliśmy zaakceptowani przez publiczność. Cieszy nas także to, że podobaliśmy się również fanom kapel, które wystąpiły po nas. Przynamniej takie odnieśliśmy wrażenie.

Fonomo Music and Film Festival, to kolejna, interesująca propozycja Fundacji Nowa Sztuka Wet Music. O tym, dlaczego te dwa jesienne dni (19-20 października) warto spędzić w Miejskim Centrum Kultury, opowiedzieli Marcinowi Szymczakowi organizatorzy imprezy, Artur Maćkowiak i Bartek Kapsa.


Działania Fundacji Nowa Sztuka Wet Music coraz wyraźniej wpisują się w krajobraz kulturalny naszego miasta. Dzięki Duchamperiom tchnęliście nowe życie w muszlę koncertową. Relokacje kulturalnie ożywiły zachodnią część śródmieścia. Jaka jest idea październikowego Fonomo Music and Film Festival?

Bartek: Formuła festiwalu zakłada prezentację ciekawych filmów i twórców muzyki, oraz różnego rodzaju związków muzyki z filmem. Dobór poszczególnych punktów programu odbywał się w tak, by zwrócić uwagę odbiorców na przenikanie się tych dwóch dziedzin sztuki i na ich współbrzmienie. Mamy nadzieję pokazać jak silne związki łączą film i muzykę i to, że na ogół te dwie formy sztuki idealnie się uzupełniają.

Z Małgorzatą Winter rozmawia Monika Grabarek.


Siedzimy przy stole w bardzo klimatycznym, trochę oldschoolowym salonie. Na ścianach wiszą obrazy, są fotele właściwie jak w domu, a to nie jedyne pomieszczenie Starej Piekarni. Co pomyślałaś kiedy wczesną wiosną weszłaś do tego budynku po raz pierwszy? Pytam o to, bo wiem, że obraz był dość dramatyczny…
Pierwszy raz to miejsce obejrzałam z zewnątrz i byłam trochę zaskoczona, ponieważ już trochę wyrosłam z takich surowych klimatów, chociaż w latach 90., galerie i różne miejsca związane ze sztuką mieściły się właśnie w takich dziwnych, opuszczonych miejscach. W pewnym momencie to był nawet standard, że artyści zajmowali takie niechciane przestrzenie, pamiętam takie ostrzeżenie w Pracowni Otwartej w Krakowie: UWAGA NA SZCZURY! Obrazy były tam rzeczywiście poobgryzane przez te zwierzątka…

Z reżyserem filmowym Robertem Wichrowskim rozmawia Maciej Federowicz.


Cieszy mnie, że kolejny raz będziemy mieli okazję podziwiać Bydgoszcz na wielkim ekranie. Dziękuję w imieniu wszystkich bydgoszczan.
Nie ma za co. Mam nadzieję, że projekt dojdzie do skutku, bo wszystko na to wskazuje. Mam także nadzieję, że Bydgoszcz mocno zaistnieje w tym projekcie nie tylko jako tło, ale nazwijmy to umownie, jako jeden z bohaterów tej opowieści.

Z Mariuszem 'Emasem' Bracikowskim i Bartoszem 'Bartassem' Dębickim – wokalistą i gitarzystą formacji Upside Down o premierze ich najnowszej płyty zatytułowanej Aperitif rozmawia Kuba Ignasiak.


Spotkaliśmy się dokładnie miesiąc przed tegoroczną, X edycją Muszla Fest, która odbędzie się 8 września br., na której odbędzie się również oficjalna premiera waszej najnowszej płyty. Na jakim etapie prac związanych z jej wydaniem jesteście?
Mariusz Bracikowski (Emas):
Płyta jest ukończona.
Bartosz Dębicki (Bartass): Płyta jest zmiksowana, zmasterowana, okładka jest gotowa – idzie do druku, dosłownie po weekendzie.

Z Piotrem ‚Bolkiem’ Boleskim, basistą Upside Down i Krzysztofem ‚Modelem’ Kornakiem z Rebel Music BDG – pomysłodawcami i organizatorami Muszla Fest rozmawia Kuba Ignasiak.


Zacznijmy od końca. 14 czerwca podczas koncertu konkursowego zakończyliśmy przesłuchiwanie kapel, które zgłosiły chęć udziału w X edycji Muszla Fest 8 września w Muszli Koncertowej w Parku im. W. Witosa. Jak z perspektywy tych dziewięciu minionych lat ocenilibyście poziom tegorocznych zgłoszeń?
Piotr Boleski (Bolek): Na przestrzeni tych dziewięciu lat była to trzecia edycja konkursu. W okresie dwóch ostatnich lat do konkursu zgłosiło się w sumie 46 zespołów. Jeśli doliczyć do tego 23 kapele, które wysłały do nas swoje „demówki” w tym roku, to mamy ponad 60 zespołów. Konkurs uruchomiliśmy z myślą o tych zespołach, o których wiemy, że w naszym regionie grają – czasami koncertują, czasami publikują. Wydaje mi się, że ta forma konkursu spełnia swoją rolę, o czym świadczyć może liczba zgłoszeń. Niestety, podczas tej edycji konkursu nie dopisała nam publiczność, co było trochę smutne. Wyszło na to, że najbardziej zainteresowani udziałem w tych „żywych” przesłuchaniach konkursowych byli sami uczestnicy.

Z Tomaszem Organkiem i Iwo Naumowiczem z toruńskiej formacji SOFA rozmawia Szymon Andrzejewski.


Nie wiem czy was o to męczą cały czas, ale pewnie tak. Poprzednie płyty, a ta obecnie, to jakby dwa różne bandy. Dzisiaj przesłuchałem całe Hardkor i Disko i mam pytanie: co się stało?
Tomek: Tłumaczymy to zawsze z uporem maniaka, że my się cały czas rozwijamy. Nie możemy się zatrzymywać na tym, co było dziesięć lat temu. Zespół założyliśmy prawie dziesięć lat temu. Od tego czasu odbyliśmy miliony prób. Wysłuchaliśmy mnóstwa płyt. Zmieniamy się jako ludzie, zmieniamy się jako muzycy i to jest taki naturalny proces, który trwa od dłuższego czasu. Jeżeli prześledzić by nasze koncerty na przestrzeni kilku lat, powiedzmy czterech pięciu, to my już tak graliśmy w pewnym sensie od jakiegoś czasu. Ten styl się cały czas zmienia, ewoluuje. I to jest efekt końcowy tego procesu, który, mam nadzieję, jeszcze się nie zakończył. Pierwsza płyta nazywa się Many Stylez. My łączymy style i gatunki i nigdy nie chcieliśmy się ograniczać do gatunków, które połączyliśmy na pierwszej płycie. Druga płyta też jest troszkę różna od pierwszej. I też nam zarzucano czy wytykano, że jest inna. Że troszkę zeszliśmy z tej drogi. A tak naprawdę z niej nie zeszliśmy, bo cały czas mieszamy gatunki. Na trzeciej płycie pomieszaliśmy po prostu inne gatunki. Takie, na które akurat mieliśmy ochotę. Nie lubimy się ograniczać po prostu.

Z Dariuszem Landowskim, reżyserem i autorem scenariusza filmu Podnieść się, by nie upaść rozmawia odtwórczyni głównej roli, Ewa Stołowska.


Pół roku temu spotkaliśmy się właściwie pierwszy raz w tzw. „realu” i umówiliśmy się na pracę nad twoim fabularnym debiutem – Podnieść się, by nie upaść. Zaplanowaliśmy trzy dni zdjęć na podstawie kilku stron scenariusza. Tymczasem dopiero w kwietniu padł ostatni klaps, a film trwa ponad godzinę. Jakim cudem tak się rozrósł?
Nie zakładałem tak rozbudowanego projektu. Podobnie było z poprzednim moim filmem. Ale z drugiej strony trochę na to liczyłem. Bardzo przyjemnie jest obserwować, jak pomysł rozrasta się, dojrzewa, jak zupełnie bezinteresownie angażują się w niego kolejne umysły i potencjały. A może właśnie jest w tym jakiś tajemniczy interes?

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale wywiad