Z Michałem Kielakiem, o debiutanckim albumie Pokoju numer 3, rozmawia Zdzisław Pająk.


Pokój Nr 3 – tak nazywa się nowy bydgoski zespół. Działa nieco ponad rok, debiutował na XI Festiwalu „Blues bez barier” w Ciechocinku na początku września 2015 roku. Wtedy harmonijkarz Michał Kielak, mój dzisiejszy rozmówca, występował z nim gościnnie, ale od pewnego czasu jest już stałym członkiem. Spotkałem się z Michałem z okazji wydania debiutanckiego albumu Pusty zamek, który ukaże się 7 października.

Barometr wolności

 |  Daria Mędelska-Guz

Z Moniką Dekowską rozmawia Daria Mędelska-Guz.


To nie jest pierwsza twoja wystawa w Bydgoszczy, ale pierwsza, na której pokazujesz własne ilustracje.
Tak, wcześniej prezentowałam głównie obrazy dużych formatów i można było je zobaczyć m.in. w kawiarni Szpulka w MCK, w Ostromecku czy klubie Mózg. Teraz zdecydowałam się odsłonić prace rysunkowe, o mniejszych formatach.

Czym jest dla ciebie rysunek?
Malarstwo wymaga dobrej formy fizycznej, której ostatnio mi brak, podczas malowania musisz np. siedzieć przy sztalugach, a pozycja pionowa jest dla mnie bardzo bolesna. Jak wiesz, uczę się ostatnio życia na leżąco. Rysunek jest więc wybawieniem. Pomysł, szybki szkic, dopracowanie detalu i gotowe. A wszystko to rysowane „w powietrzu”. No i wolność. Rysunek daje mi swobodę zagłębiania się w prostotę życia. To jak pamiętnik lub fotografia. Ilustracja z chwilowego przepływu myśli lub emocji. Rysowanie jest jak barometr – mówi, ile wolności zostało ci jeszcze pośród srogich ograniczeń twojego losu.

Poezja daje mało oddechu

 |  Karolina Sałdecka

Z gdańskim poetą Wojciechem Borosem – przy okazji spotkania autorskiego w „Modraczku” (11.02.2016) – rozmawia Karolina Sałdecka.


To nie twoje pierwsze spotkanie autorskie w Bydgoszczy. Jak często tutaj bywasz? Co przyciąga cię do tego miasta?
Fakt – to już drugie moje poetyckie spotkanie nad Brdą. Pierwsze odbyło się w legendarnym, nieistniejącym już Węgliszku 13 grudnia 2010 roku. Prowadził je wówczas Jarek Jakubowski. Atmosfera była bardzo okej i chyba nawet padał śnieg. A co mnie przyciąga – tu chyba nie będę szczególnie oryginalny – rzeka i spichlerze zapadły mi w pamięć. I rynek. Oraz Mózg i Kubryk. Ostatnio zaś byłem tu w styczniu br. z moją córką Julią, wielbicielką Zdzisława Beksińskiego, w waszej Galerii bwa na wystawie Poza snem.

Z dr Eweliną Szadkowską, badaczką literatury emigracyjnej, autorką książki Proza fabularna Tadeusza Nowakowskiego, rozmawia Bartłomiej Siwiec. 


Jak to się stało, że zainteresowała się pani twórczością Tadeusza Nowakowskiego?
Literatura emigracyjna zawsze była bliska moim zainteresowaniom, ponieważ powstawała w kontekście ważnych wydarzeń historycznych, ale też stanowiła w dużej mierze zapis losów i osobowości samych twórców. Pracę magisterską poświęciłam autobiograficznym aspektom opowiadań Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, więc gdy poszukiwałam odpowiedniego materiału literackiego do pracy doktorskiej, mój wybór w naturalny sposób padł na twórczość pisarza o nietuzinkowej biografii, którego Obóz Wszystkich Świętych uważam za jedną z najlepszych polskich powieści XX wieku. Brak poważnego książkowego opracowania tej prozy odczułam już na studiach, a kiedy w jednym z wywiadów z Tadeuszem Nowakowskim przeczytałam, że pisarz marzył właśnie o tym, by kiedyś nad jego dziełami pochyliła się studentka polonistyki, postanowiłam podjąć to wyzwanie.

Z poetą i eseistą Wojciechem Kassem, kustoszem Muzeum im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu, rozmawia Bartłomiej Siwiec.


Jak tylko jest okazja, chętnie odwiedza pan Bydgoszcz, a już chyba szczególnie chętnie, gdy zaproszenie pochodzi od Galerii Autorskiej Jacka Solińskiego i Janka Kaji…
Po raz pierwszy trafiłem do Galerii Autorskiej przy ul. Chocimskiej w 2004 r., na spotkanie autorskie Ewy i Krzysztofa Kuczkowskich. Przyjechałem z nimi wprost z Gniezna, skąd pochodzi moja żona. To zabawne, Krzysztof urodził się w Gnieźnie i ożenił się z dziewczyną z Sopotu, ja urodzony w Sopocie za żonę wziąłem dziewczynę z Gniezna. Pamiętam, że kiedy znalazłem się w tej piwnicznej izbie zwanej galerią, pomyślałem: mała, ale szybko pozbyłem się tych myśli, wszak sztuka czyni miejsca większymi, niż są. Dwór ziemiański był dla chłopa strefą magiczną z wielu powodów, do jednych z najważniejszych jednak należała muzyka, która dobywała się z salonu i snuła pomiędzy dworskimi zabudowaniami, po parku, nad stawami. Podziwiam galerników Jana Kaję i Jacka Solińskiego za rzadko dziś spotykaną konsekwencję, to dzięki niej ich podziemie jest wciąż na wierzchu i kłuje pod żebra tych, którzy najchętniej zaoraliby wartości artystyczne i etyczne przez tych artystów reprezentowane; także dzięki swojemu uporowi skupili w swoim podziemiu grono wrażliwych ludzi i pięknych artystów, którzy – to jest pewne – nie zmieściliby się jednorazowo pod jego sklepieniem. Atrybutami monarchy były tron, jabłko, berło, atrybutami artystycznej niezależności Kaji i Solińskiego są autonomia i autorstwo. Powiedzieć o przedsięwzięciach kulturowych i artystycznych wypranych z autorstwa i autonomiczności, że są podejrzane, to zachować się co najwyżej poprawnie, one są zwyczajnym kitem.

Z Markiem Noniewiczem rozmawia Monika Grabarek.


Jak twoje fotografie trafiły właśnie na ten konkurs w Moskwie?
Mam listę osób, z którymi współpracuję, a ta współpraca wynika z przeglądów portfolio w Bratysławie, w Łodzi. Tam poznałem kuratorkę z Moskwy, Irinę Chmyrevą, i od niej wyszła informacja o międzynarodowym konkursie fotograficznym w Moskwie. Postanowiłem aplikować z serią zdjęć Naked City Memory of Robert Wiene.

Opowiedz, proszę, o tych zdjęciach i o technice, w jakiej są wykonane.
Wszystko zaczyna się od pomysłu. Prowadząc warsztaty, podkreślam wielokrotnie, że sama fotografia otworkowa jest tylko rodzajem narzędzia. Ludzi często wabi lep dziwności, że zdjęcia same wychodzą z puszki. Na początku jest to na pewno fascynujące, ale potem już trzeba mieć na to wszystko pomysł, musi być koncept. Tutaj tym pomysłem było to, że tę rzeczywistość można sobie wykreować od samego początku prostymi środkami. Nożyczki, papier, wycięte proste formy, odpowiednio oświetlone światłem. Tak powstał mikroświat fotografii otworkowej stworzony od podstaw.

Ten festiwal ma uczyć

 |  Tomasz Kaźmierski

Z organizatorem 11 edycji Mózg Festivalu, Sławomirem Janickim rozmawia Tomasz Kaźmierski, Polskie Radio PiK, „Muzyka Spoza Układu”.


W tym roku chyba po raz pierwszy tak bardzo rozbudowany Mózg Festival?
Faktycznie, nie dosyć, że odbywa się w Warszawie i w Bydgoszczy, to w Bydgoszczy ma dwie odsłony. Za nami już mocne październikowe otwarcie, a przed nami ciekawe trzy dni.

Ze Sławkiem Janickim o 11. edycji Mózg Festival rozmawia Kuba Ignasiak.


11. edycja Mózg Festival to jednocześnie druga edycja dwumiastowa. Już pierwszy rzut oka na program dowodzi, że odsłona warszawska jest dłuższa, a co za tym idzie, bardziej rozbudowana. Z czego wynika ten rozrzut?
Odsłona warszawska jest dłuższa, ale bydgoska jest znacznie mocniejsza. Praca w obu miastach jest bardzo różna. Również nieco inne cele realizujemy. W Warszawie, gdzie dzieje się bardzo dużo, nawet w „naszej” działce, wciąż staramy się ugruntować swoją pozycję. Już w zeszłym roku mieliśmy niezły start z jednodniowym festiwalem, a potem zorganizowaliśmy ponad 200 wydarzeń – od połowy listopada do końca czerwca. Ale żeby stać się miejscem ważnym na warszawskiej scenie muzycznej, potrzeba czasu i wielu znaczących koncertów. Dlatego festiwal postanowiliśmy wydłużyć, aby zrobić jak najwięcej ciekawych wydarzeń, aby zgromadzić jak najwięcej ludzi. Festiwal jest różnorodny, gdyż walczymy też o zróżnicowaną publiczność.
Sytuacja w Bydgoszczy jest inna. Nasza pozycja i pozycja festiwalu jest w miarę ugruntowana, to w końcu 11. edycja. W tym roku udało się nam pozyskać znacznie więcej środków, postawiłem więc na bardzo konkretnych wykonawców, gwiazdy absolutnie światowej sławy. Każdy dzień taką gwiazdę posiada, a niektóre dni złożone są niemalże z samych poważnych postaci. Mam głęboką nadzieję, że spowoduje to wypełnienie sali Teatru Polskiego po brzegi. Spodziewam się również, że ilość publiczności przyjezdnej znacznie się powiększy.

Z bydgoszczanami rozmawia Szymon Andrzejewski.


Oto bydgoszczanie, którzy przyjechali do nas z daleka. I którzy wzbogacają naszą kulturę swoją obecnością. Proszę ich poznać. Proszę zobaczyć swoje miasto ich oczami – to zawsze dobre ćwiczenie. I to dobre z wielu powodów: po pierwsze, sami zobaczymy, że można patrzeć na świat inaczej (a to zawsze nas trochę wzbogaca i zmienia); po drugie, zobaczymy zupełnie inną Bydgoszcz (a to niezwykle odświeżające – czasem, kiedy pokazuję miasto gościom, miewam to odczucie; dzięki tym naszym gościom możemy to ćwiczenie uprawiać łatwo i w każdym momencie, wymaga ono od nas niewiele więcej poza pewną giętkością umysłu).


Oksana Ustinova, właścicielka ukraińskiej restauracji „Wysoki Zamek”

Co wiedziałaś o Polsce, zanim pojawiła się ona na stałe w twoim życiu?
Bardzo dużo. Wychowywałam się w polskiej rodzinie. Utrzymywaliśmy więc polskie tradycje – obchodziliśmy wszystkie polskie święta. No i zawsze mi się język podobał. I kultura tych takich staropolskich Polaków. Moja rodzina ma z obydwu stron polskie korzenie, ale w pewnym momencie zrobiono z nich Ukraińców. Mój dziadek np. służył w wojsku tutaj, w Kutnie. Jednak ta polskość stała się niemile widziana. Na przykład był taki polski kościół we Lwowie, który jakby „zamknięto” obudowując go sklepami. Jak Ukraina rozstała się ze Związkiem Radzieckim po pierestrojce, to te sklepy rozebrano, stworzyła się parafia, ksiądz przyjechał z Zamościa. I moja babcia zabierała swoje dzieci do tego kościoła. Do tej społeczności.

Alchemik

 |  Bartłomiej Siwiec

Z poetą i filozofem doktorem Grzegorzem J. Grzmot-Bilskim rozmawia Bartłomiej Siwiec.


Grzegorzu, cieszę się bardzo, że w listopadzie wystąpisz w Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego. To zresztą już nie pierwszy raz…
Rzeczywiście, w Galerii Autorskiej będę po raz drugi prezentował swoją poezję. Pierwsze moje spotkanie dotyczyło tomu poezji pt. Nim spłonę w świetle. Na jesieni ukaże się natomiast moja nowa książka poetycka, Przebóstwienie, która będzie się składała z wierszy starych i nowych, nigdzie dotychczas niepublikowanych. W nowym zbiorze będę, jak to u mnie, zadawał istotne pytania: skąd pochodzimy, kim jesteśmy, dokąd zmierzamy?…

Jesteś poetą i filozofem, a może filozofem i poetą? No właśnie, co jest dla ciebie ważniejsze?
Sam się nad tym zastanawiam. Przez wiele lat myślałem, że jestem tylko filozofem. Ponad dwadzieścia lat byłem zawodowym filozofem i wykładowcą na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Brałem też udział w pracach nad jego powołaniem. Z czasem odkryłem jednak, że mam skłonności poetyckie. Czy jestem poetą? W pełni na to pytanie odpowiedzą chyba moi czytelnicy. Dodajmy: po mojej śmierci. Gdyby ktoś jednak nalegał i pytał o źródła mojej twórczości, to odpowiedziałbym w sposób metaforyczny, że mój duch unosi się na czterech skrzydłach, tj. poezji i filozofii, a także wiary i rozumu.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale wywiad