Zapraszamy na spotkanie „W bibliotece o sztuce”, podczas którego nastąpi otwarcie wystawy malarstwa Jacka Piątka Melanż. Sylwetkę artysty przedstawi Elżbieta Kantorek.

(…) Miejsce, do którego zostałem zaproszony, zainspirowało mnie do pokazania prac różnych - mówi Jacek Piątek. - Tak więc można będzie zobaczyć cały przekrój popełnionych przeze mnie śladów malarskich w różnej stylistyce, temacie, technologii i formie. Jestem podekscytowany możliwością wyeksponowania prac w dość złożonej przestrzeni Biblioteki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Czy moje prace wpiszą się w przestrzeń rytmów regałów i rzędów komputerowych stoisk? Myślę, że będzie ciekawie. 

Alina Kluza-Kaja ur. 1985 w Czarnkowie. W 2005 ukończyła Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. W 2005-2006 studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku na wydziale malarstwa. W czerwcu 2011 ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Gdańsku na wydziale rzeźby – dyplom z wyróżnieniem w pracowni Sławoja Ostrowskiego. Autorka trzech wystaw indywidualnych; rysunku oraz fotografii reportażowej ze Szkocji. Uczestniczyła w pięciu wystawach zbiorowych rzeźby i rysunku.

TY – JA
W moich pracach rzeźbiarskich chcę opowiedzieć o relacjach między dwojgiem ludzi. Każda z kompozycji rzeźbiarskich przedstawia postać będącą w dialogu z kimś. Jednak połączone rzeźby tworzące prawie swoje lustrzane odbicia nie obrazują dwóch osób w dialogu, ale jedną wraz z oddziaływaniem tej relacji na nią. Niepełne, ażurowe odbicie jest właśnie przedstawieniem wpływu dialogu tej osoby, czyli stanowi to co zauważa ona dzięki relacji z drugim człowiekiem. Może widzieć siebie w drugim człowieku, dzięki zauważonym podobieństwom albo również widzieć siebie, ale dzięki różnicom albo widzieć drugiego jako innego siebie. Forma podstawowa to człowiek otwarty w dialogu na drugiego. Natomiast forma ażurowa to rodzaj odbicia albo także ślad pozostawiony w drugim, jako efekt naszego wpływu. (…)

Wzrok
Dzięki niemu posiadamy nieodgadnione możliwości: potrafimy za każdym razem odnajdywać coś nowego w tym samym obrazie rzeczywistości. Obrazy rejestrowane przez wzrok przyciągają przedmioty naszych myśli, przywołują wspomnienia i są zalążkiem marzeń. W zależności od chwili to samo widzę inaczej.

Słuch
Ludzkie ucho środkowe wyglądem przypomina mi instrument muzyczny, który może nie potrafi wydobyć z siebie dźwięku, ale za to bez niego dźwięki byłyby tylko teoretycznym zapisem dla wzroku. Dźwięki mają silny wpływ na mnie, jedne pomagają mi się wyciszyć, drugie potrafią mnie pobudzić, przy jeszcze innych ogarnia mnie smutek albo wypełnia radość. Jest to dowód na to, że jestem wtedy w dialogu z kimś lub czymś poprzez narząd słuchu.

Dotyk
Zdaję sobie sprawę, że wykonywane przeze mnie czynności wywierają wpływ, pozostawiają ślad, w drugim człowieku, w przyrodzie, a we mnie samej z całą pewnością. Postrzegam siebie czasem jako formę zmieniająca się pod wpływem dotyku wydarzeń.

Węch i Smak
Zdarza się, że zapomniane wspomnienia zostają przywołane znienacka przez jakiś smak lub zapach. Zmysł węchu i smaku nierozerwalnie uczestniczą w relacji z człowiekiem i przyrodą. Rozszerzają oddziaływanie, wzbogacając dialog o dodatkowe informacje. Niemalże wszystko wytwarza zapach, który dzięki właściwościom cząsteczek zapachowych może na nas wpływać, nawet jeśli nie widzimy jego źródła. Forma rzeźby zmysłu węchu nawiązuje do budowy nozdrza, natomiast zmysłu smaku do wyglądu rzeczywistej lizawki naruszonej przez zwierzęta w lesie oraz do przekroju języka. Do wykonania zmysłu smaku posłużyłam się lizawką dla zwierząt wykonaną z soli.

* * *

Prace rysunkowe stanowią przedłużenie moich przemyśleń dotyczących dialogu. Tworzą cykl trzech prac, z których każda przedstawia kadr ciała ludzkiego, przez który przenikają plamy barwne zamknięte w proste formy geometryczne. Niektóre z tych form przechodzą z jednego rysunku w drugi. Zabieg ten nie tylko ma za zadanie scalać rysunki, ale również obrazować odmienny wpływ tych samych czynników (czyli dialogu z człowiekiem i ze światem) na innych ludzi. Plamy barwne w każdej pracy swoim ciężarem i kształtem stwarzają sytuację, na którą człowiek reaguje. Nasycone emocjami pozy bohaterów tych prac są właśnie tą reakcją, wynikiem dialogu.

Prezentacja prac Bogdana Konopki w Muzeum Okręgowym w Bydgoszczy ma formę wystawy retrospektywnej. Artysta fotografik o międzynarodowej renomie specjalizuje się w unikatowej czarno-białej fotografii. Od lat 90. używa kamer wielkoformatowych wykonując odbitki w technice stykowej. Charakterystyczne dla jego twórczości są portrety miejsc, szczególnie miast, ale również domów, cmentarzy i ludzi. Łączy je sposób opisywania rzeczywistości za pomocą światła i cienia. Sam o swoich poszukiwaniach twórczych i inspiracjach mówi: „Mistrz Leonardo da Vinci pozostawił w swoich zapiskach zdanie, które od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju: ciało odziane cieniem. Światło jest wszakże siłą sprawczą fotografii, ale jednocześnie potrafi ją zniszczyć. Bo fotografia w elementarnym sensie nie oznacza pisania światłem, ale cieniem właśnie – cieniem, który to światło określa. Jest jeszcze jeden cień, który współtworzy fotografie: cień jej autora i jego czasu. Jeśli te cienie są zharmonizowane, może się narodzić to, co Walter Benjamin nazwał aurą. Roland Barthes z kolei operował pojęciem chambre claire, co osobiście tłumaczę jako przeciwieństwo ciemni, czyli – jaśnię. Fotograf przeprowadza swe obrazy przez ciemność ku jaśni. I to tutaj okazuje się czy ciało odziane cieniem udało się przekuć w dzieło sztuki”.

Warto zaznaczyć, że pośród kilkudziesięciu zaprezentowanych w Bydgoszczy prac zostaną pokazane fotografie wielkoformatowe, z których część była ostatni raz eksponowana w Polsce trzynaście lat temu.

Bogdan Konopka urodził się w 1953 roku w Dynowie, absolwent wrocławskiego Technikum Kinematografii – specjalność fotochemia. Twórczością fotograficzną zajmuje się od połowy lat 70. W latach 1980-1985 prowadził pracownię fotografii w IKiEM Politechniki Wrocławskiej. Tam właśnie w roku 1981 w galerii Antresola zadebiutował wystawą pt. Solidarność. W latach 1982-1985 współuczestnik i współtwórca programu Fotografia elementarna realizowanego przy galerii „Foto-Medium-Art” we Wrocławiu. Założyciel i kierownik galerii fotografii „P.S.” we wrocławskim klubie MPiK (1985-1986). Od roku 1985 pracuje jako fotograf niezależny. W 1988 roku wyjechał do Francji, gdzie mieszka i pracuje do dziś. Jest członkiem ZPAF. Stypendysta Pro Helvetia (Szwajcaria 1993), Miasta Paryż (1994), Ambasady Francuskiej w Pekinie (2005), Instytutu Kultury Francuskiej w Rumunii oraz na Białorusi (2000, 2004). Laureat Grand Prix de la Ville de Vevey w Europejskim Konkursie Fotografii (1998). Jest autorem kilkuset wystaw indywidualnych i zbiorowych, prezentowanych na całym świecie, w takich krajach jak: Polska, Francja, Rosja, Słowacja, Litwa, Chiny, Szwajcaria, Włochy, USA, Rumunia, Węgry, Belgia, Czechy, Bułgaria, Niemcy, Tajlandia, Armenia, Hiszpania, Białoruś, Japonia oraz Słowenia. Jego prace znajdują się w licznych prestiżowych kolekcjach, m.in.: Centrum Pompidou w Paryżu, FNAC w Paryżu, Museum Carnavalet w Paryżu, Europejskim Domu Fotografii w Paryżu, Zbiorach Ministra Communaule Française de Belgique w Brukseli, Muzeum Narodowym w Mińsku, Muzeum Sztuki w Łodzi, Muzeum Narodowym we Wrocławiu, Muzeum Regionalnym w Cassel, Muzeum Elizejskim w Lozannie, Muzeum Aparatów Fotograficznych w Vevey (Szwajcaria) oraz Centrum Fotografii w Nicei.

Rozmowa z Wacławem Kuczmą, dyrektorem Galerii Miejskiej bwa

Jaki był ten miniony rok w bwa? Co ciekawego i ważnego się wydarzyło?

Niewątpliwe najważniejszym wydarzeniem było otwarcie wystawy Nowe tendencje w malarstwie polskim 19 listopada 2011 roku, to jedno z najciekawszych zdarzeń w tej materii w Polsce również z tego powodu, że malarstwo jest ciągle spychane na tor boczny, i to do tego stopnia, że na wrocławskim konkursie malarstwa im. Gepperta pokazuje się video instalacje. To jest jakaś szalona pomyłka. Malarstwo to jest malarstwo i tu albo komuś coś się myli, albo ma się mylić. Ważne jest to, że my tą wystawą przywracamy do pełnego życia właśnie malarstwo, są to wypowiedzi artystyczne wykonane w tej tradycyjnej formie, niekoniecznie na płótnie, bo także na papierze, na desce, na ścianie, na różnym podłożu, ale to jest jednak malarstwo.

Wystawa wieńcząca XV Ogólnopolski Przegląd Amatorskiej Tkaniny Unikatowej odbędzie się już po raz kolejny w Zespole Spichrzy Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego przy ulicy Grodzkiej. Biennale to od 30 lat pojawia się w kalendarzu kulturalnym Bydgoszczy. Wśród nadsyłanych prac, znajdują się tkaniny wykonane tradycyjnymi technikami, jak dywany dwuosnowowe, tradycyjne zarówno w formie i tematyce, prace inspirowane malarstwem wielkich mistrzów, interesujące kompozycje własne, formy przestrzenne, większość bardzo dobrze wykonana pod względem technicznym. Zadaniem konkursu jest zachowanie i pobudzenie rozwoju sztuki tkackiej. Łączy i konfrontuje postawy młodych z doświadczeniem seniorów. Dociera do różnych grup społecznych, włączając środowiska twórców ludowych, i osób niepełnosprawnych, dla których sztuka pełni rolę terapeutyczną, a konkurs daje możliwość integracji. Adresowany jest do artystów indywidualnych, instytucji kultury, placówek oświatowych, warsztatów tkackich, warsztatów terapii zajęciowej, małych lokalnych środowisk, po to aby zainspirować twórcze działania i umożliwić wyjście ze swoją pracą na zewnątrz, poddając ją krytyce i konfrontacji.

Konkursowi patronuje Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

(inf. Katarzyna Wolska)

Jarosław Sankowski ur. 1962 r. w Bydgoszczy. Absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. W 1987 r. otrzymał dyplom z zakresu malarstwa i grafiki w pracowni prof. Jerzego Zabłockiego. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem i grafiką użytkową. Obecnie pracuje na stanowisku adiunkta na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jest autorem kilkunastu wystaw indywidualnych. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków.

„W nawiązaniu do wcześniejszych pokazów prac z cyklu „grawitacja” przygotowałem wystawę malarstwa pod nazwą „reakcja”.

Podręcznik pisany i ilustrowany dla siódmoklasisty stał się polem konfrontacji doświadczenia i wspomnień, wiedzy wyuczonej i praktyki, stał się przestrzenią – pejzażem do studiów z natury.

Od 2007 roku, w ramach założenia artystycznego, powstają prace malarskie, których inspiracją są opracowania graficzne zawarte w podręcznikach, instrukcjach, tablicach, prospektach, a które dotyczą, ogólnie mówiąc, fizyki.

Tworzone są równolegle do cyklu obrazów i rysunków o tematyce architektonicznej, rozpoczętego w 1997 r. Poruszam się wówczas w przestrzeni określonej przez elementy architektoniczne, komponując je w układy nawiązujące do klasyki architektury europejskiej”. (Jarosław Sankowski)

Prezentacja tekstów „Sześć miniatur” do wystawy linorytów Jacka Solińskiego „Celowość”, Wojciecha Banacha, ks. Antoniego Siemianowskiego, Hanny Strychalskiej, Krzysztofa Szymoniaka, Jana Wacha, Michała Tabaczyńskiego.

Teksty przedstawią autorzy oraz Mieczysław Franaszek.

Wystawa stanowić będzie syntezę twórczości graficznych środowisk niemieckich XV i XVI w. na bazie dzieł sztuki znajdujących się w polskich kolekcjach – grafik, obrazów, inkunabułów i starodruków. Wśród rycin prezentowanych na ekspozycji zaprezentowana zostanie twórczość między innymi: Albrechta Dürera, Martina Schongauera, Heinricha Aldegrevera, Albrechta Altdorfera, braci Behamów, Lucasa Cranacha Starszego, Hansa Baldunga Griena, Georga Pencza.

Obiekty prezentowane będą w szerszym kontekście uwarunkowań kulturowych epoki. Podstawowy zrąb ekspozycji stanowić będzie grafika niemiecka przełomu XV i XVI stulecia oraz XVI w. Główną myślą przewodnią scenariusza jest prezentacja historii grafiki w pierwszych dwóch wiekach jej istnienia, ukazanie na przykładzie najprężniej działającego w tym okresie środowiska niemieckiego procesu ewolucji techniczno-formalnej grafiki i jej emancypacji w samodzielną dziedzinę sztuki w XVI w. Rozszerzeniem tego zagadnienia i uatrakcyjnieniem z punktu widzenia wystawienniczego, będzie prezentacja rekonstrukcji warsztatu artysty grafika i malarza dokonana na bazie tekstów źródłowych, głównie traktatów, wspomnień i listów Albrechta Dürera. Prezentacja aranżacji ówczesnego miejsca pracy artysty, kopii narzędzi, którymi się posługiwał, rekonstrukcje matryc drzeworytniczych i miedzianych pozostawionych w różnym stadium wykonania pozwolą zrozumieć zagadnienia techniczne i materiałoznawcze związane z grafiką, ukażą punkt widzenia na dzieło artysty pracującego nie bezpośrednio nad odbitką, lecz nad jej negatywem – matrycą. Niektóre z narzędzi proponowanych w traktacie przez Albrechta Dürera, a rekonstruowane na potrzeby ekspozycji, dokumentują nowe dążenie we współczesnej mu sztuce do realistycznego odwzorowania otaczającej rzeczywistości.

Dla pełnego zobrazowania roli grafiki w sztuce europejskiej XVI w. przedstawione zostaną mechanizmy rozchodzenia się nowych motywów, rozwiązań kompozycyjnych, ikonograficznych i formalnych za pomocą dzieł graficznych, w tym wypadku wytworów środowisk niemieckich XVI w. Poprzez zestawienie ze sobą grafik i obrazów różnych twórców ukazany zostanie proces cytowania fragmentów, czy kopiowania całości działa w twórczości artystów niemieckich. Poboczną kwestią pozostanie pytanie o status kopii w XVI-wiecznej sztuce.

Poprzez pryzmat prezentowanych na wystawie dzieł sztuki rozpatrywane będą kwestie związane z ich szerokim kontekstem kulturowym, między innymi zależność rozwoju grafiki w XVI-wiecznych Niemczech od silnego rozwój mieszczaństwa w tym czasie, które było głównym odbiorcą tego typu dzieł. Zaakcentowane zostanie rodzenie się nowej ikonografii, w tym warstwy treściowej odpowiadającej potrzebom rodzącej się Reformacji.

W kontekście kultury humanistycznej XVI-wiecznej Europy poruszony zostanie w warstwie prezentacji multimedialnych problem kondycji ówczesnego artysty, jego procesu kształcenia, pojmowania przez niego definicji sztuki i dzieła sztuki. Tu punktem wyjścia dla rozważań będą teksty źródłowe autorstwa Albrechta Dürera.

(Barbara Dygdała-Kłosińska)

Otwarcie wystawy linorytów i obrazów Jacka Solińskiego pt. „Celowość”.

Definiowanie samotności

Każdy rok kończy się dla mnie i jednocześnie zaczyna w dniu otwarcia wystawy urodzinowej. Roczny cykl pracy (od jesieni do jesieni) wyznacza mój rytm aktywności. Tak pracuję od dwudziestu pięciu lat, przygotowując w dniu 24 października w Galerii Autorskiej ekspozycję swoich linorytów. To równocześnie osobisty remanent twórczych dokonań. Ideą przewodnią moich dążeń artystycznych są poszukiwania uniwersalnego zapisu, otwartego na „duchowy dialog”. Przyglądając się kolejnym odsłonom moich dokonań, mam wrażenie, że każda z nich to przystanek w czasie długiej podróży. Czas zaś to dla mnie ruchoma przestrzeń, w której zatrzymuję się od czasu do czasu. Przygotowując ekspozycję prac otwieram przejścia dla podróżnych. Tak właśnie widzę po latach te kolejne etapy. Nastrój wernisaży ma w sobie coś szczególnego, co charakteryzuje atmosferę dworca. Goście, czyli podróżnicy-przechodnie, tak jak na stacji kolejowej, przez chwilę przystają, przyglądają się, rozmawiają i w końcu odchodzą. Może kiedyś powrócą? Wielu z nich to moi przyjaciele. Umawiamy się w tym moim cyklu w prywatnej „poczekalni”, by dokonywać konfrontacji upływu czasu z naszym „stawaniem się”. Spotkania budują kronikę wzajemności. Z roku na rok teraźniejszość modelowana przez rozmaite okoliczności jest inna. Płynność towarzysząca temu zjawisku zaciera ślady zmian. Czy można to uchwycić – nadać temu fenomenowi czytelny wyraz. Zajmowanie się grafiką, w moim wypadku, jest wciąż ponawianą próbą zapisu teraźniejszości, która staje się przeszłością. Mam wrażenie, jakbym ustawicznie wychylał się z przestrzeni nieogarnionej chwili ku przestrzeni równie nieogarnionej stałości. Powtarzanie tej czynności jest spełnianiem czasu, czyli nieustannym dążeniem do „czegoś”. Uwięziony w chwilowości spisuję swój „linorytniczy dziennik”. Wszystkie prace układają się w konfigurację będącą opisem przejściowości, tymczasowości. Zastanawiam się skąd ta systematyczność? Czyżbym tak bardzo uwierzył w czarno-biały świat linorytniczej syntezy? Odpowiedzi, które znajduję, zmieniają się, jak pory roku, a ja wciąż „podpisuję” swoją październikową listę obecności. Po każdej skończonej ekspozycji zaczynam pracę, jakby od początku, ale jednocześnie mam wrażenie ciągłości drogi. Poruszam się w tym samym kierunku z przekonaniem, że twórczość pozwala, ujmując to poetycko, „przeżywać różne stany grawitacji”, „nadając na wielu częstotliwościach”. Przekaz, który umożliwia przeżywanie łączności z innymi, działa również jak przejście do sąsiedniego świata. Dzięki temu mogę dowolnie rozmieszczać akcenty w przestrzeni „połączonej” – miedzy życiem a zamyśleniami-postojami. Ta osobliwa podróż jest doświadczaniem czegoś odrębnego, co można nazwać właściwością „bycia”.

Z naiwną wiarą dziecka, przez moment, spełniam się w wymyślonych strukturach i obrazach. Może podejmuję wysiłek właśnie dla takich chwil „uniesień”. W rowkach, które żłobię szukam harmonii i uspokojenia, by w konsekwencji określić rytm znajdowania, efekt płynności, falowania – transu. Ślady rozmyślań stają się moim „kodem kreskowym”, zapisem odczuwania. Zajmując się linorytem, czyli dziś już „archaiczną” techniką wypukło-druku, mozolnie poruszam się między bielą i czernią. Powoli i w skupieniu żłobię struktury, z których powstają kompozycje. Chociaż to długie monotonne chwile – często zwykłej mechanicznej pracy – jednak znajduję w nich głębszy sens. Mówiąc dosłownie i metaforycznie „wydobywam z czerni biel”, i odnajduję w tej czynności równowagę. Traktuję ją również jako antidotum na „aktualność” świata, z którą tracę kontakt. W ten sposób odreagowuję swoją nieprzystawalność do „postępu”. Operując rylcem, mam wrażenie, jakbym żył w jakiejś bliżej nieokreślonej przeszłości i rzeźbił na tabliczkach znaki, opisujące moje poczucie realności. Świadomość, że ten alfabet odczyta jeszcze tylko kilka osób, w zupełności mi wystarcza. Tak oto postrzegam wędrówkę grafika-rytnika w świecie współczesnym, w czasoprzestrzeni rozpadu i rozproszenia.

Jacek Soliński

Otwarcie wystawy obrazów Jana Kaji pt. „W pobliżu”,

wprowadzenie Krzysztof Szymoniak

Jan Kaja – mistyk sztalugowy (fragment)

Janka znam długo. Pierwsze moje z nim spotkanie w roku 1980 było też pierwszym moim spotkaniem z jego obrazami. Stało się to w najstarszej siedzibie Galerii Autorskiej, przy ulicy Dworcowej 98 i w mieszkaniu przy ulicy Chocimskiej 5. I choć z latami obrazy Janka ewoluowały w zakresie formy i treści, nigdy nie otarły się nawet o komercję czy tak zwaną mieszczańską użyteczność landszaftu. Tak było zawsze i tak jest dzisiaj. Owszem, można mówić o utylitarnej funkcji tego malarstwa, ale utylitaryzm ów Artysta w pełni świadomie kieruje w stronę ściśle określonych treści, te zaś – co nie może dziwić – w dużej mierze determinują sferę przekazu, percepcję i kontekst ekspozycyjny.

Zacznijmy jednak od przełomu lat 70. i 80. XX wieku. Jan Kaja – mimo że interesował się grafiką, rysunkiem i fotografią – od początku był oddany wyłącznie malarstwu sztalugowemu. Pierwsze cykle olejnych obrazów (które rozpinał na nie zawsze prostokątnych blejtramach) można było oglądać w Galerii przy ulicy Dworcowej. Zaludniały je postaci „zdeformowane” ręką surrealisty, tak wyraziste w swej odrębności, że właściwie niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek innym. Owe symboliczno-mroczne i tajemnicze byty malarskie, kierujące uwagę widza, między innymi, ku „izmom autorskim” (generowanym i realizowanym przez jednego tylko artystę) (…). Obrazy, o których mowa, rzucały się w oczy niemal od razu, zaciekawiały, dyskretnie prowokowały do pytań o meandry życia i zagadki duszy właściciela mieszkania. Meandry i zagadki niewolne – jak sądzę – od pytań granicznych, na które wtedy nie było jeszcze wyjaśniającej wiele (wszystko?) odpowiedzi.

Ta odpowiedź pojawiła się, czy może raczej zaczęła się wykluwać, wydobywać na wierzch spod sterty ograniczających Jana Kaję skorup i półprawd egzystencjalnych (także w sferze artystycznej dykcji), w latach 1985-1987, kiedy powstał pierwszy, zawieszony potem w kruchcie, obraz o tematyce ściśle religijnej – wielkopostne „Ukrzyżowanie”. Był to, jeżeli się nie mylę, początek długo i cierpliwie eksploatowanego cyklu opisującego „Mękę Pańską”. Najpierw jednak – jeżeli dobrze pamiętam – zaczęły się pojawiać obrazy, w których dominowały dwa motywy: silne, umięśnione, opresyjnie nagie i boleśnie pozginane torsy mężczyzn oraz drewniane struktury ograniczające przestrzeń świata, czyli zbudowane z żywicznych desek różnego rodzaju skrzynie, płoty, szopy, komory i klatki, dosyć jednak dalekie od dosłowności. Wszystkie one bardziej były metaforą lub symbolem niż realną wizją zamknięcia, a potem wydobywania się poza te bariery, dążenia ku światłu prawdy. I znowu – patrząc na te obrazy, kontemplując ich wyciszoną surowość, zastanawiałem się, ile w nich jest Autora, a ile nas wszystkich, każdego z nas, którzy dajemy się niekiedy żywcem pogrzebać w skrzyniach złudzeń, fałszu i ślepoty? Na marginesie tylko dodam, że podobne motywy przewijają się w obrazach Jana Kaji przez wszystkie kolejne lata. Najnowsze z nich pochodzą z roku 2010 („Prześwit” i „Przebudzenie”), tyle tylko, że wpisują się one w inny już nieco kontekst, jako że skala doświadczeń egzystencjalnych i metafizycznych Artysty znacznie się przez minione ćwierćwiecze poszerzyła. (…)

Krzysztof Szymoniak

Strona 19 z 19

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale wystawa