Wybitni artyści śpiewacy, do jakich niewątpliwie należał Paweł Leoniec, którzy tworzyli żywą historię bydgoskiej sceny operowej, nie mogą być pomijani obecnie, jak i w przyszłości. Niezwykle ciekawa i skomplikowana była droga edukacyjno-zawodowa znakomitego bydgoskiego tenora.

Zaraz po wojnie pracował w randze porucznika w Głównej Komendzie Wojska Polskiego w Szczecinie, a zaczęło się od przypadkowego zaśpiewania mocnym, pięknym głosem Sto lat…

Najpierw Średnia Szkoła Muzyczna w Szczecinie oraz skuteczne konsultacje wokalne u znakomitego dramatycznego śpiewaka Opery Poznańskiej profesora Kazimierza Czarneckiego. Przeniesiony do rezerwy w stopniu kapitana z powodzeniem rozpoczyna karierę artysty śpiewaka. Wyprowadza się ze Szczecina do Lublina, by w roku 1956 zadebiutować w Operetce Lubelskiej w następujących operetkach: Swobodny wiatr I. Dunajewskiego i Rose Marie R. Frimla w roli Jima. Po trzech latach nieobecności wraca do Szczecina, gdzie staje się solistą nowo powstałego Teatru Muzycznego.

Pamiętam, że…

Pamiętam, że pan Jerzy był ekscentrykiem, a nawet więcej pewnie: oryginałem i dziwakiem był, był wielkim dziwakiem, co przydawało mu uroku.
Pamiętam, że miał kłopoty z chodzeniem, pomagałem mu schodzić po krętych schodach Galerii Wspólnej, które były dla niego wyzwaniem z gatunku granicznych.
Pamiętam, że czytałem jego obie Annopolis z poczuciem, że mniej w tym Borgesa – jak się powszechnie twierdziło – a więcej z J.M. Coetzee’ego, szczególnie z jego Czekając na barbarzyńców (zresztą: ta powieść ukazała się między jednym a drugim Annopolis – taki przypadek), ale też z Życiem i czasami Michaela K. i najnowszym Dzieciństwem Jezusa, co świadczy o jakimś głębszym może powinowactwie, jakimś wspólnym nerwie.
Pamiętam, że jego pisarski los był obciążony historią (pan Jerzy był obciążony historią w wielu wymiarach): od doskonałego początku w dobrych wydawnictwach przez wydawnictwa prowincjonalne aż do milczenia. Tak się układały czasy. Fatalnie.
Pamiętam, że jakoś latem rozmawialiśmy przez telefon, bo ostatnio dość często rozmawialiśmy i umawialiśmy się na jakieś spotkanie w miejscu, w którym pan Jerzy grał w brydża. „A pan grywa?” – zapytał. Nie, nie gram, nie umiem. „No, ale może jeszcze kiedyś…” – próbował mnie pocieszyć. Nie, panie Jerzy, już nigdy.

Michał Tabaczyński

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale pożegnanie