„Oniryczne Lśnienie” – ta czarowno-urocza nazwa skrywa tajemnicę twórczości fuksującego w materii wystawienniczej artysty i doskonale oddaje to, czego można doświadczyć, obcując z jego malarstwem. To podróż emocji wypływających spod pędzla, nie tylko w formie samej wystawy, ale i widowiska intermedialnego, łączącego w sobie elementy pantomimy, muzyki wykonywanej na żywo, słowa czytanego oraz pokazu multimedialnego. Podczas oglądania obrazów można odnieść wrażenie odkrywania nieznanych rejonów, podglądania niezwykłych rytuałów czy intymnych sytuacji, rozgrywających się na oczach odbiorcy.

Więcej szczegółów na wortalu kultura: www.kultura.byd.pl.

Zapraszamy na wystawę Hanny Kalinowskiej-Cikorskiej, która po 26 latach od debiutu w Bydgoszczy, czerpiąc z bogatego dorobku oraz prezentując nowe prace, pokaże szerokie spektrum swojej twórczości.

Hanna Kalinowska-Cikorska posługuje się olejem, akrylem, gwaszem, pastelami, rysunkiem, fotografią i technikami mieszanymi.

Jerzy Rochowiak pisząc o wystawie w Dworze Artusa w Toruniu (2007 r.) nazwał ją „Krajobrazem człowieczym”. Rzeczywiście ekspresja formy i barwy obrazów Hanny Kalinowskiej-Cikorskiej podpowiada wyobraźni odbiorcy raczej pejzaż niż ciało człowieka, jednak filozofia autorki i tytuły jej prac – cykli, jak we wszystkich znaczących dziełach w historii sztuki, przybliżają ich sens i znaczenia. Znajdowanie swoistej formy dla wyrazistego pokazania nastroju i emocji to przecież podstawa kreacji.

Ewa Urbańska w artykule „Czuć malarstwo na czubkach palców” napisała: „…Nawet jeśli nie można dostrzec w pracach „Wygnanie z raju” człowieka i samotności człowieczej, o której p. Kalinowska mówi, że tkwi podskórnie w jej twórczości, to i tak widzowi pozostaje bardzo wiele – silne oddziaływanie splątanej faktury malarskiej, przenikanie laserunków, spośród których wyłania się fragment postaci, niekiedy ledwie odczytywany, hermafrodyczny…”

Z licznych prezentacji w Polsce (Bydgoszcz, Kraków, Warszawa, Sopot, Lubostroń, Toruń), Francji, Holandii, Danii i Niemczech Autorka wyróżnia dwie: pierwszą pt „Zdarzenie” – w Małym Salonie Sztuki Towarzystwa Przyjaciół Sztuki i BWA w 1988 roku oraz wystawę z konkursem pn. „Światowe Malarstwo Kobiet” w Paryżu w Grand Palais w 1994 roku, gdzie zakwalifikowała się jako jedyna Polka, co było wielkim sukcesem, zaowocowało wieloma propozycjami i świadczy o randze artystki.

Hanna Kalinowska-Cikorska dyplom uzyskała w 1988 roku w pracowni Jacka Waltosia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu.

do tekstów: Wojciecha Banacha, Przemysława Dakowicza, Krzysztofa Derdowskiego, Wojciecha Gawłowskiego, Adriana Glenia, Jarosława Jakubowskiego, Grzegorza Kalinowskiego, ks. Franciszka Kameckiego, Wojciecha Kassa, Macieja Krzyżana, Ewy Kuczkowskiej, Krzysztofa Kuczkowskiego, Wojciecha Kudyby, Artura Nowaczewskiego, Tadeusza Nowaka, Jerzego Pluty, Piotra Siemaszki, Marka Kazimierza Siwca, ks. Jana Sochonia, Janusza Stycznia, Krzysztofa Szymoniaka, Jana Wacha i Wiesława Trzeciakowskiego;

czytanie tekstów autorzy i Mieczysław Franaszek; gościnnie wystąpi Jerzy Zegarliński.


 

Na progu czasu

Każdy anioł jako forma bytu istnieje w postaci niematerialnej, łączy w swojej unikalnej osobie wszechświat jakości.

- Jean Miguel Garrigues OP -


 

Skoro aniołowie objawiają się w doczesności, oznacza to, że jako duchy czyste wnikają w rzeczywistość widzialną – ziemską. Są mediatorami podróżującymi między światem ducha i światem materii, działają jak drogowskazy przenikające intuicję i wyobraźnię. Jako Posłańcy Niebiescy stają się łącznikami dwóch przestrzeni czasowych tej „tu i teraz” oraz wieczności.

Rozważając tę duchową obecność należałoby „wypatrywać” ich wokół siebie. Co to znaczy zobaczyć kogoś pełniej ze zrozumieniem? Czy doświadczenie to wiąże się ze szczególnym rodzajem skupienia? Jesteśmy przechodniami w podarowanym nam czasie, ale czy umiemy w nim odnajdować realność? Żyjemy w tak wielu rzeczywistościach, że często nie widzimy się nawzajem, gubimy rozeznanie, tracimy kontakt z innymi. Poszukując oparcia i ukojenia wyjaśniamy sobie upływ czasu w różnych perspektywach. Teorie z wielu dziedzin nauk przybliżają istotę tego fenomenu, ale czy to wystarcza? Czy pomaga w zgłębieniu sensu przemijania? Znalezienie odpowiedzi zależy od indywidualnych potrzeb każdego, kto poszukuje wyjaśnienia. Słowa pomagają okiełznać związane z tym wątpliwości czy niepokój, ale w efekcie zatrzymujemy się na progu wyobraźni i wówczas potrzebujemy czegoś więcej. Święty Augustyna zastanawiając się nad istotą czasu pisze: Jeżeli nikt mnie nie pyta, wiem, jeżeli chcę pytającemu wyjaśnić, nie wiem.

Nie potrafię wyjaśnić, czym jest czas? Spróbowałem natomiast (zgodnie ze swoimi przekonaniami) zastanowić się nad tymi, którzy go pielęgnują. Przyjmując, że aniołowie wsłuchują się w ludzkie myśli, postanowiłem dać temu wyraz. Świadomość naszego współistnienia z nimi w czasie jest motywem sprawczym. Dlatego też wizualizacja Posłańców Niebieskich, jako przewodników działających w doczesności, stała się dla mnie „programem” plastycznych medytacji. W 1996 roku rozpocząłem realizację cyklu malarskiego „Opiekunowie czasu”, który miał składać się z 366 wizerunków aniołów. Nie wiedziałem, kiedy zakończę pracę nad całością cyklu. To moje zatrudnienie polegające na „opisywaniu” duchów czystych stało się długim doświadczeniem i równocześnie analizą własnej intuicji. Systematycznie przyglądałem się znamionom wytworów swojej wyobraźni i osobom, którym dedykowałem poszczególne prace. „Aniołowie ostatnich dni” to zbiór obrazów wieńczący cykl. Każdy konterfekt przyporządkowałem jednemu dniowi kalendarzowego roku. W ten sposób wypełniłem określoną miarę czasu nadając jej znaczenie symboliczne, otwarte na całą doczesność. „Powtarzalność” dni roku określa puls czasu zmierzającego ku wieczności, a więc w konsekwencji ma stawać się przejściem do rzeczywistości poza czasem. Zbliżanie się do tej granicy zwiastuje zmianę, przełom, pozazmysłową konfrontację, rozdarcie i dramat. Rozważając moment przejścia, weryfikujemy poglądy, porządkujemy swoje wnętrze. Wielu z nas przygotowując się do tej drogi, często wypatruje przewodnika, mentora, zwiastuna ukojenia, Kogoś, kto będzie oparciem, tłumaczem, który niezawodnie stawi się w „punkcie granicznym”. Siła sugestii wyzwala potrzebę uzmysłowienia sobie takiej obecności. Obrazy z mojego anielskiego cyklu są więc refleksją skupioną wokół tęsknoty. Posługując się znakiem – umowną figurą wyprowadzoną z abstrakcji i różnorakich struktur materii – zarysowałem wyobrażenia bytów przeczuwanych. Postaci Posłańców Niebieskich mają działać jak natchnienia, czyli dobroczynne sygnały na przejściu dla przechodniów, dla tych, którzy wierzą i dla tych, którzy tylko się przyglądają. Zgadzam z Anselmem Grünem twierdzącym, że dostrzeganie istnienia anioła we własnym życiu oznacza rezygnację z chorobliwej koncentracji na histerii zranień i urazów, klęsk i porażek. Dobrze jeśli mamy świadomość obecności kogoś, kto zawsze nam towarzyszy i wspiera niezależnie od nastawienia czy postępowania. Wędrowiec dwóch światów. On uwrażliwia, wskazując drogę ku temu, co wzniosłe i piękne. Niezłomny opiekun jest łącznikiem, między rozpoznaniem i przeczuciem, między tym, co sensualne, a tym, co duchowe.

Jakże zbieżna (w tym ujęciu) wydaje się misja Anioła Stróża z działalnością artysty. Z pewnością w minionych epokach pozostawało to bardziej czytelne. Jeżeli tak bywało (ufam, że wciąż się zdarza), fakt ten jasno dowodzi, iż dobroczynne intencje artysty mają swój szlachetny rodowód – rodzą się z Ducha: Wiatr wieje tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża (J 3, 8).

Niezachwiane przekonanie, że twórca wciąż może zbliżać te dwie rzeczywistości ośmieliło mnie (po raz kolejny), by połączyć moje obrazy z utworami zaprzyjaźnionych artystów. Zwróciłem się do nich (do wielu już nie po raz pierwszy) z prośbą o utwory poetyckie, by partnerowały moim anielskim konterfektom. Bogactwo odczuć pozwala uzmysłowić sobie, że każda wyobraźnia „widzi” i kreuje inaczej, ale istnieje też pokrewieństwo intencji. Dzięki niemu się spotykamy. Dla mnie wielokondygnacyjność odczuwania i stylistyczna różnorodność nie dzieli, ale skupia i określa spektrum wrażliwości, stając się ustawicznym dążeniem do pełni. Mieści się w tym ujęciu całości jedność widziana w nieograniczoności. Powtarzany temat przynosi wciąż nowe tchnienie, inne spojrzenie, pozwala wyobraźni być w stałym twórczym ruchu. Spotykając się z drugą osobą, dzięki różnicom, można odkryć siebie. Ten rodzaj poczucia bliskości jest identyfikacją i odkrywaniem wzajemności. Jest również drogą formacji duchowej. Obraz i słowo tworzą związek, który nasuwa analogię człowieka z jego Aniołem Stróżem. Może oddziaływanie tej wzajemności czyni bliskimi sobie to, co widzialne i niewidzialne.

Tytuł podcyklu „Aniołowie ostatnich dni” odnosi się przede wszystkim do dni wieńczących rok (powtarzalnej miary czasu). W tym ujęciu tli się również wątek eschatologiczny. Temat schyłkowości czasu, który wciąż powtarza się w dziejach ludzkości, postrzegam jako stały motyw w osobistym rachunku sumienia. Koniec świata w jakiejś sferze życia następuje codziennie, choćby poprzez obecność śmierci. Jednocześnie jest wyrazem lęku, nadziei, ale też i tajemnicy. Ta prosta skala odczuć stanowi ciągłość – triadę istnienia, która powtarza się, jak rytm wychyleń wahadła. Stały ruch obrazuje upływu czasu i chybotliwość zmieniających się nastrojów. Życie przebiega między niepewnością i ufnością, jest balansowaniem wokół pionu. Ufam, że ktoś tego pilnuje. Tak wyobrażam sobie obecność strażnika stałości. Kiedy wahadło zatrzyma się, wszystko będzie jasne. Pozostanie kierunek – tylko wertykalny.

2 czerwca w Galerii BRDA, działającej pod patronatem Galerii Miejskiej bwa otwarta zostanie wystawa malarstwa Olgi Szczechowskiej pt. „Leśne ciało”.


„Inspirację do stworzenia obrazów czerpię z natury oraz zjawisk w niej zachodzących. Punktem wyjścia jest wnikliwa obserwacja procesów zachodzących w przyrodzie. Fascynuje mnie istnienie obok siebie i wzajemne przenikanie się skrajnych form: organicznych, miękkich, krystalicznych, ostrych. Za pomocą znanych mi środków wyrazu artystycznego chciałabym zatrzymać ten proces i przedstawić go na płaszczyźnie obrazu. Nie jest moim celem wierne odtwarzanie procesów zachodzących w naturze, lecz stworzenie cyklu prac, który opowiadałby o autonomicznym świecie, który mógłby stanowić alternatywę dla naszej rzeczywistości. Obserwacja zachodzących zjawisk w przyrodzie byłaby jedynie punktem wyjścia i inspiracją. Chciałam stworzyć autonomiczny świat, rządzący się swoimi prawami”. (Olga Szczechowska)


 

Olga Szczechowska – ur. 1987 w Radomiu, absolwentka malarstwa i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Uczestniczka kolektywnego i eksperymentatorskiego działania o nazwie PRZEprojekt. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu. Zajmuje się malarstwem, ilustracją, jest autorką instalacji i obiektów także w przestrzeni miejskiej. W twórczości interesuje ją balansowanie między tym co racjonalne i irracjonalne, szukanie związków między tym co organiczne i nieorganiczne.

Sonia Zengel, w 1974 uzyskała dyplom na Politechnice Poznańskiej, w latach 1980-1984 studiowała malarstwo u prof. Kazimierza Śramkiewicza z PWSSP w Gdańsku. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, publicystyką kulturalną i pracą pedagogiczną. Jest autorką 37 wystaw indywidualnych. Uczestniczyła w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w Polsce i zagranicą. Odbyła wiele podróży artystycznych m.in. w 2002 podróż artystyczno-duchową Kair-Syria-Jerozolima. Jest członkiem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. W 2002 została nagrodzona Medalem Prezydenta Miasta za szczególne zasługi dla Bydgoszczy, a w 2013 Medalem za Twórczy Wkład w Kulturę Chrześcijańską.


 

Malarstwo artystki jest tak w swoim niepohamowaniu śmiałe, jak tylko żywioł nim być może. (…) Zengel ryzykuje, a bez ryzyka nie ma dobrej sztuki. (…)

Jerzy Madeyski


 

(…) najbardziej cenię w malarstwie Soni Zengel motywy związane z pejzażem i martwą naturą. Tu żywiołowe predyspozycje artystki znajdują jakby najwłaściwsze ujście. Kompozycje zatrzymane gdzieś na granicy abstrakcyjnego układu form (…) wydają się mieć najwięcej siły, swobody i polotu. Dodatkową ich zaletą jest także, obecna we wszystkich podejmowanych przez Sonię Zengel tematach, wielowarstwowa mięsistość materii malarskiej kształtowana impulsywnymi, szerokimi pociągnięciami pędzla. (…)

Stanisław Tabisz

Spotkanie z cyklu „W bibliotece o sztuce”, podczas którego odbędzie się otwarcie wystawy malarstwa Wojciecha Nadratowskiego. Twórczość artysty przedstawi Jacek Soliński

Wojciech Nadratowski ur. 1957 r. w Wąbrzeźnie. W 1977 r. ukończył PLSP w Bydgoszczy. Uprawia malarstwo i rysunek. Zajmuje się grafiką wydawniczą; ma na swoim koncie pokaźną liczbę opracowań graficznych, przede wszystkim do literatury pięknej i poezji. Od czasu powstania Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego w 1979 roku uczestniczy w jej działaniach. W pierwszej połowie lat 80. zajmował się działaniami konceptualnymi pod auspicjami złożonego przez siebie Biura Strat Bezpowrotnych. Jest autorem kilkunastu indywidualnych wystaw malarstwa. Uczestniczył w wielu wystawach zbiorowych.


 

W pamięci przechowuję obraz pejzażu, który jest przestrzenią otwartą i wolną, nieprzesłoniętą architekturą miasta. Był on wypełniony perspektywą po horyzont, powietrzem i zapachem ziemi. Pejzaż, który widzę dzisiaj, odczytuję jako złożoność przestrzeni i czasu. W drodze, w czasie podróży, wiodąc wzrokiem po krawędzi widnokręgu nie znajduję jego końca. Rozpościera się przede mną scena, na której toczy się spektakl przyrody z wplecionymi weń wątkami obecności człowieka. Unoszony przez nurt czasu obserwuję, jak kolejnymi odsłonami tego zachwycającego i wielobarwnego przedstawienia rządzi kosmiczny chronometr. Mając poczucie obecności w obszarze takiej prezentacji, z wyrazem podziwu przechadzam się po jej dróżkach. Wiem, że warto zejść z wydeptanej ścieżki na stronę baczniejszej uwagi. Zerwać z wygodą i rutyną na rzecz wyczulonego widzenia. Zetknąć się z tą organiczną i tajemniczą częścią pejzażu z naturą.

Mimo bogactwa i rozmaitości wypływających z tego rodzaju doświadczeń w głębi mojej świadomości poprzez nawarstwienia powstaje jakby uniwersalna wizja krajobrazu. Widziany w rzeczywistości, wypełniony treścią widnokrąg na płaszczyźnie obrazu przechodzi w niekończącą się giętką linię, zyskując nowe znaczenia, własne życie.

- Wojciech Nadratowski -

Obrazy mają moc. Mogą podniecać lub stawać się źródłem duchowych uniesień. Wzbudzają lęk lub współczucie, by innym razem podnieść na duchu i poderwać do działania. Obrazy mają moc sprawczą. To prawda odwieczna i niepodważalna, zyskująca szczególne potwierdzenie dziś, w czasach zdominowanych przez komunikację wizualną. I o ile współcześnie często trudno nam uwierzyć w działanie magicznych czy religijnych przedstawień, o tyle nikt nie zaprzeczy, że choć raz kupił coś opanowany reklamową perswazją.

W czasie spotkania autor przedstawi prezentację o projektowaniu designu na paralotnie i tworzeniu obrazów. 

Włodzimierz Bykowski, ur. w 1967 r. w Bydgoszczy, grafik, designer, malarz, regionalista. Na przełomie lat 80. i 90. rysownik komiksów, od 1991 r. zajmował się reklamą i wystrojami wnętrz, a od 1995 r. tworzeniem plakatów, książek, wydawnictw reklamowych, opakowań. Zaprojektował kilkadziesiąt znanych na świecie znaków towarowych oraz innych logotypów. Od 1999 r. opublikował ponad 20 przewodników z zakresu turystyki pieszej, rowerowej i kajakowej – wszystkie ilustruje własnymi zdjęciami. Tworzy rozbudowane cykle malarskie na wybrany temat. W 2013 r. debiutował opowiadaniem „Różowe robaki”.

W czasie spotkania autor przedstawi prezentację o projektowaniu designu na paralotnie i tworzeniu obrazów.

Włodzimierz Bykowski, ur. w 1967 r. w Bydgoszczy, grafik, designer, malarz, regionalista. Na przełomie lat 80. i 90. rysownik komiksów, od 1991 r. zajmował się reklamą i wystrojami wnętrz, a od 1995 r. tworzeniem plakatów, książek, wydawnictw reklamowych, opakowań. Zaprojektował kilkadziesiąt znanych na świecie znaków towarowych oraz innych logotypów. Od 1999 r. opublikował ponad 20 przewodników z zakresu turystyki pieszej, rowerowej i kajakowej – wszystkie ilustruje własnymi zdjęciami. Tworzy rozbudowane cykle malarskie na wybrany temat. W 2013 r. debiutował opowiadaniem „Różowe robaki”.

Ewa Raczyńska-Mąkowska ukończyła studia na Wydziale Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, uzyskując w roku 1987 dyplom pod kierunkiem prof. dr. hab. Jerzego Z. Łozińskiego, a następnie Urbanistykę na Politechnice Warszawskiej.

Przez wiele lat pracowała w służbach konserwatorskich, będąc od 1991 do 1999 Miejskim Konserwatorem Zabytków w Bydgoszczy, a później prowadziła własne studio projektowe.

Obecnie działa w kilku zawodowych stowarzyszeniach. Jest także członkiem Rady do Spraw Estetyki Bydgoszczy przy Prezydencie Miasta.

Malarstwo, obok muzyki, fotografii, designu i współczesnej architektury, jest jej pasją, którą dzieli się, prezentując swoje poszukiwania na kolejnych wystawach.


Jestem w swych działaniach dość eklektyczna, co stanowi o specyfice mojej twórczości. Postanowiłam tym razem pokazać kilka wybranych prac powstałych w ostatnich latach, czasem bardzo różniących się od siebie – co szczególnie widać w zestawieniu malarstwa z fotografią.

Ewa Raczyńska-Mąkowska


 

Malarstwo Ewy Raczyńskiej-Mąkowskiej to zaproszenie do świata intymnego, kreowanego w przestrzeni wyznaczonej błyskiem artystycznej intuicji i medium, na którym powstaje jej zapis. Jest to spotkanie z przestrzenią obrazu, którego porządek określa wyrafinowana a jednocześnie odważna kompozycja barwna wsparta wyraźnie zaznaczonymi kierunkami. Na płaszczyźnie dominuje zrównoważona rytmika kulisowych odsłon, które wciągają Widza niezależnie od tematu podejmowanego przez Autorkę. Dotyczy to zarówno patrzenia na rodzimy krajobraz, pochylenia się nad fragmentem miasta, detalem architektury jak i szerokich pejzaży z dalekich i bliskich podróży.

Beata Romanowicz

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale malarstwo