Ostatnio miałem przyjemność obserwować, jak młodzi szachiści świetnie sobie radzą na turnieju zorganizowanym w Miejskim Centrum Kultury. Gdy się im przyglądałem, nurtowało mnie pytanie: jaką drogą pójdą ci młodzi adepci królewskiej gry? Czy niebawem rozstaną się z szachami, czy może będą im wierni choćby i nawet do końca życia? A w życiu bywa bardzo różnie. 

O nieznanych piosenkach Derwida

W czasie wnikliwych poszukiwań w fonotece Polskiego Radia w Warszawie dokonałem ciekawego odkrycia. Stare katalogi (fiszkowe) wykazały istnienie piosenek Derwida, które nie zostały zamieszczone w żadnym oficjalnym katalogu. Na podstawie tego doszedłem do wniosku, że kilka piosenek nie zostało wydanych, a wykonanie ich i nagranie dokonane zostało na podstawie materiałów rękopiśmiennych.Dlatego też myślę, że zasadne będzie zamieszczenie poniżej kolejnego spisu piosenek Derwida, uzupełniającego już istniejący. Niestety, nie znalazłem informacji na temat ich powstania, dlatego też podam je według informacji o ich zakatalogowaniu w księdze nagrań.

Niektórzy historycy twierdzą, że na początku września 1939 r. Bydgoszcz nie była prawie w ogóle bombardowana. Inaczej twierdziła moja babcia, Zofia. W tamtych tragicznych dniach mieszkała blisko dworca kolejowego. Była wtedy atrakcyjną kobietą, młodą matką. Bardzo często uśmiechała się. 1 bądź 2 dnia września obudziły ją wybuchy bomb lotniczych. Intuicyjnie pobiegła w stronę dworca i ujrzała przysypanych gruzami ludzi, rannych wzywających pomocy. Jej bliscy później mówili, że Zofia od tamtej pory zmieniła się. To nie była już ta sama czarująca pani. Myślami była gdzie indziej. A przecież to był dopiero początek koszmaru, który trwał ponad pięć lat. 

Z okazji jubileuszu 90-lecia Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy warto przypomnieć sylwetki byłych dyrektorów i niektórych długoletnich pracowników tej instytucji, których działalność odcisnęła piętno na rozwoju tej placówki Kontynuujemy prezentację.


Czesław Potemski (22 VII 1932 – 12 V 1986) był wieloletnim kierownikiem Działu Archeologii w bydgoskim muzeum, a także jego dyrektorem w latach 1982-1985).

Dwoistość istoty ludzkiej jest dowiedziona naukowo. Ponieważ ciało fluidalne może działać poza ciałem fizycznem, jest więc wiele prawdopodobne, że ciało to oddziela się w chwili śmierci i żyje dalej [Hector Durville, Paryż 1890].

Po wakacyjnej przerwie Kawiarenka Belle Èpoque, zaprasza w podróż do tajemniczego świata wirujących stolików, seansów spirytystycznych, medium oraz duchów, temat w sam raz na długie jesienne wieczory.

Projekcja filmu dokumentalnego z okazji XX Dni Austrii.

Stałem przed lustrem dłużej niż zwykle. Ogarnęło mnie złe przeczucie. Tak ten czas szybko leci. Strasznie szybko. Tradycyjnie pędzelek, krem do golenia marki Wars, żyletki Polsilver, potem woda kolońska. Dzień zaczyna się tak, jak setki innych. Piątek, 11 czerwca 1976 roku. W sobotę rozpalimy grilla. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze, cholera, musi być dobrze. Zaciąłem się.

Mam 33 lata. Troje dzieci, dobrą żonę. Niedawno zmieniłem pracę. Dobrze mi się teraz pracuje w przepompowni ścieków na Osowej Górze. Mam blisko do pracy. Dużo kumpli. Po pracy można „zrobić” jakąś flaszkę. Dzisiaj jednak to nie wchodzi w rachubę. Czeka na mnie jeszcze fucha. Od tygodnia wymieniam znajomemu instalację elektryczną. Właśnie dzisiaj zamierzam zakończyć robotę. Skasować. A może właśnie dlatego wypiję, choć jednego kielicha, zdezynfekuję się? Tak na uspokojenie. Wciąż mam złe przeczucie. Ten wiek chrystusowy tak na mnie dziwnie działa. W radiu właśnie powiedzieli, że dziś imieniny obchodzą: Anastazy, Barnaba i Paula. Nikogo nie znam o takim imieniu. Potem czas na przysłowia: „Gdy czerwiec wodą i chłodem szafuje, to zwykle rok cały popsuje”. Nie sprawdza się. Jest ciepło. Weekend zapowiadał się jeszcze pogodniej, raczej bez opadów. Wieje jedynie lekki wiaterek. To nawet dobrze. Grill się ładnie jutro rozpali.

Zasłużeni pracownicy

 |  Oprac. Ewa Sekuła-Tauer

Z okazji jubileuszu 90-lecia Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy warto przypomnieć sylwetki byłych dyrektorów i niektórych długoletnich pracowników tej instytucji.


Albina Bartoszyńska-Potemska była jednym z pierwszych historyków sztuki pracującym w bydgoskim muzeum, całe swoje zawodowe życie poświęciła tej pracy.

Urodziła się 8 grudnia 1927 roku w Bydgoszczy. Okres wojny spędziła w Bydgoszczy, pracując od 14. roku życia jako pomoc domowa w niemieckiej rodzinie. Po wyzwoleniu w 1945 roku pracowała społecznie w utworzonym w Bydgoszczy „Punkcie Sanitarnym”.

Piosenki a inna twórczość z lat 1957-1965

By lepiej zrozumieć rozterki kompozytora tworzącego muzykę taneczną w celach zarobkowych, warto przyjrzeć się jego twórczości oficjalnej z tego okresu. To, co uderza natychmiast, to fakt, iż walczyki, foxtroty i tanga pisał Lutosławski dokładnie w okresie, w którym kształtował się jego unikatowy, osobisty język muzyczny, pierwszy, z którego był naprawdę zadowolony. Daty powstania najważniejszych dla tej przemiany dzieł mówią same za siebie: Pięć pieśni do słów Kazimiery Iłłakowiczówny – 1957, Muzyka Żałobna – 1954-1958, Gry weneckie – 1960-1961, Trzy poematy Henri Michaux – 1961-1963, Kwartet smyczkowy 1964, Paroles tissées – 1965. Zastosował w nich techniki, nad którymi pracował właściwie od początku swej drogi twórczej, mając głębokie przekonanie, iż jest mocno „spóźniony” względem kalendarza, rzeczywistości, innych autorów. Był kompozytorem po czterdziestce, wojna, socrealizm oraz kłopoty materialne nie pozwoliły mu – w jego mniemaniu – na naturalny rozwój warsztatu w czasie, gdy dzieje się to u innych twórców. W zestawieniu z piosenkami dla radia, epokowe znaczenie tych pierwszych dojrzałych kompozycji zdaje się porażać kontrastem i nic dziwnego, iż Lutosławskiemu niezręcznie było rozmawiać o Derwidzie.

Idąc ostatnio ulicą, na jednym z murków spostrzegłem, naniesiony czerwoną farbą napis JUDE. Obok ktoś namalował szubienicę. W pętli umieścił gwiazdę Dawida. Przypomniały mi się wówczas słowa Marka Edelmana, który tego typu zachowań raczej nie łączył z antysemityzmem, ale ze zwykłą ludzką głupotą, przypisując je smarkaczom, a nie ideologicznym fanatykom, którzy swoje natchnienie czerpią z Mein kampf. Zresztą w edelmanowskiej Łodzi rzeczywiście skala problemu prawie zawsze była znaczna, z naszym miastem – nieporównywalna. Przed wojną ludność żydowska stanowiła niewielki odsetek mieszkańców Bydgoszczy, w porywach dochodząc do 2000 dusz. Niemniej narodowcy nieraz brali ludność żydowską na cel. Związani z prawicą bydgoscy sklepikarze solidaryzując się z mordercą Gabriela Narutowicza, Eligiuszem Niewiadomskim, w czasie procesu wystawiali jego fotografię w sklepowych futrynach. Morderca, który oddał śmiertelne strzały w stronę prezydenta wybranego również głosami żydowskich posłów, był dla nich bohaterem.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale historia