Z Marcinem Sauterem o jego nowym filmie rozmawia Monika Grabarek

Czy ważne były dla Ciebie wspomnienia arabskich bajek które znamy z dzieciństwa kiedy rozpoczynałeś ten film?

To nie jest tak, że wspomnienie było najważniejsze Film potrzebuje tematu na wspomnieniach trudno oprzeć spójną opowieść. Nie wiem może to ważne, ale cały czas te bajki mam pod powiekami. Nad moim łóżkiem w dzieciństwie wisiała makatka z arabskim krajobrazem. Było na niej to co potem znalazło się w filmie na zdjęciach trickowych, palmy, wielbłądy, zamek na pustyni. Potem wyjechałem do arabskiego, tureckiego miasta robić zdjęcia i pomyślałem sobie, że jestem w miejscu w które mam w głowie od bardzo dawna. Wpadłem na pomysł, by połączyć to wyobrażenie o krajach arabskich, z tym jak to jest naprawdę. To wspomnienie pomagało mi podczas zdjęć, bo robiąc film muszę mieć coś bardzo osobistego w temacie. Potrzebne jest mi to żebym widział sens w pracy, nie potrafię opowiadać o rzeczach które są dla mnie obce, nieistotne.

Z Romą Gąsiorowską-Żurawską, aktorką i projektantką, o aktorstwie, modzie i sławie rozmawia Kuba Ignasiak


Pamiętam, jak kilka lat temu umówiliśmy się na wywiad w Węgliszku. Byłaś wtedy na początku swej aktorskiej kariery, z większą ilością ról teatralnych niż filmowych na koncie. Co zmieniło się od tego czasu? Masz już pięć domów i wielką furę?

Nie mam. Mam problem, żeby kupić mieszkanie na kredyt – brakuje mi środków własnych. Choć na pewno zmieniło się zainteresowanie plotkarskimi portalami – jestem pod większym obstrzałem i można wyczytać więcej bzdur na mój temat. Na przykład, że moja gaża w ostatnim filmie przekroczy 200 tysięcy złotych… Bardzo bym chciała, niestety w rzeczywistości wyniosła o jedno zero mniej. Ludzie lubią wydziwiać i sobie umniejszać, wywyższając celebrytów i stawiając ich na miejscu boga po to, żeby móc ich potem opluć z zazdrości. Chyba lepiej się przez to czują… Polskie piekiełko. A tak poważnie – zmieniło się wiele. W wieku trzydziestu lat mam na koncie kilka ról w kultowych filmach, gdzie gram postaci, które mówią głosem pokolenia. Jestem szczęśliwa, bo pokazałam swoje różne twarze, nie dałam się zaszufladkować i zyskałam uznanie w branży, o czym świadczy Zloty Lew dla najlepszej aktorki na festiwalu w Gdyni. Jestem z siebie dumna. (uśmiech) Stawiam poprzeczkę, jak zawsze, coraz wyżej. Nie spoczywam na laurach. Od czerwca buduję swoją modową markę ‚Stara Bardzo’ – sprawdzam siebie w roli projektantki i współtwórczyni sklepu Natinaf. Spełniam kolejne marzenia.

Z Juliuszem Machulskim, reżyserem i producentem filmowym, szefem Studia Filmowego Zebra, o bydgoskim projekcie filmowym, prowincji i bydgoskich przodkach rozmawia Michał Tabaczyński

Przyszło mi do głowy pytanie, niby absurdalne, ale pomyślałem, że odpowiedź na nie mogłaby być negatywna – i aż się boję pytać: był pan w Bydgoszczy?

No tak, byłem, kilka razy.

No, to ile jest kilometrów z Warszawy do Bydgoszczy?

Trzysta? Niecałe?

No, tak, dwieście pięćdziesiąt. Dla nas to oczywiste…

Byłem raz, kiedy moja mama robiła tam przedstawienie. Ale to jeszcze nic, bo później okazało się, że ja mam rodzinę w Bydgoszczy. Historia tej części mojej rodziny jest dość skomplikowana, ale jej korzenie są bydgoskie. Chociaż do Bydgoszczy ona też dotarła w jakimś momencie swoich dziejów, a oryginalnie pochodziła z Kurlandii – musiała stamtąd uciekać za jakieś działania niepodległościowe chyba. Zresztą nazwisko Machulski to jest nazwisko wymyślone – moi przodkowie chcieli zatrzeć po sobie ślady. Z moim ojcem odwiedziliśmy ich – to zacna, mieszczańska rodzina Wolańskich – mieszkali wtedy przy ulicy Cieszkowskiego.

Grand Torino”, Clint Eastwood (2008)

„O rodzimych akcentach w kinie zagranicznym mówi się najczęściej w kontekście antypolonizmów, że nasz rodak na ekranie to albo gbur, albo prymityw, albo bandzior. I faktycznie, podobnych przykładów można znaleźć bez liku. Ale, pochłonięci małostkowym wytykaniem palcami wpadek niegodziwego Hollywood, stawiającego często przed Polakami krzywe zwierciadło, zdajemy się zapominać o tuzinach filmów, które narodową dumę mile łechcą.”

Bartosz Czartoryski – My name is Kowalski – Polacy w kinie zachodnim („Zwierciadło”, kwiecień 2011)

Powyższa myśl stała się pretekstem do zorganizowania kolejnego przeglądu w ramach Kinoteki – wspólnego projektu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz Never seen in Bydgoszcz. Kowalski movie to pierwsza część cyklu poświęconego wątkowi postaci Polaka/Polki w kinie amerykańskim.

Temat okazał się niezwykle barwny – z dziesiątek filmów, w których postać Polaka pojawia się w pierwszym, drugim lub dalszym planie wybraliśmy do październikowego programu cztery, które – niczym w pigułce – przedstawiają typy bohaterów polskich w kinie amerykańskim, stanowiąc zarazem swoistą panoramę jego historii. Z premedytacją pominęliśmy filmy wojenne (z „Wyborem Zofii” na czele) – to bardzo obszerny wątek, któremu trzeba by poświęcić oddzielny przegląd.

I tak startujemy od „Tramwaju zwanego pożądaniem” Elia Kazana ze Stanleyem Kowalskim, granym przez Marlona Brando, następnie „Pół żartem pół serio” – dzika komedia z Marilyn Monroe, która wciela się w postać Sugar Kowalczyk, nieco mniej znany „Burzliwy poniedziałek” i „Grand Torino” Clinta Eastwooda w roli Walta Kowalskiego.

Burzliwy poniedziałek”, reż. Mike Figgis (1988)

„O rodzimych akcentach w kinie zagranicznym mówi się najczęściej w kontekście antypolonizmów, że nasz rodak na ekranie to albo gbur, albo prymityw, albo bandzior. I faktycznie, podobnych przykładów można znaleźć bez liku. Ale, pochłonięci małostkowym wytykaniem palcami wpadek niegodziwego Hollywood, stawiającego często przed Polakami krzywe zwierciadło, zdajemy się zapominać o tuzinach filmów, które narodową dumę mile łechcą.”

Bartosz Czartoryski – My name is Kowalski – Polacy w kinie zachodnim („Zwierciadło”, kwiecień 2011)

Powyższa myśl stała się pretekstem do zorganizowania kolejnego przeglądu w ramach Kinoteki – wspólnego projektu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz Never seen in Bydgoszcz. Kowalski movie to pierwsza część cyklu poświęconego wątkowi postaci Polaka/Polki w kinie amerykańskim.

Temat okazał się niezwykle barwny – z dziesiątek filmów, w których postać Polaka pojawia się w pierwszym, drugim lub dalszym planie wybraliśmy do październikowego programu cztery, które – niczym w pigułce – przedstawiają typy bohaterów polskich w kinie amerykańskim, stanowiąc zarazem swoistą panoramę jego historii. Z premedytacją pominęliśmy filmy wojenne (z „Wyborem Zofii” na czele) – to bardzo obszerny wątek, któremu trzeba by poświęcić oddzielny przegląd.

I tak startujemy od „Tramwaju zwanego pożądaniem” Elia Kazana ze Stanleyem Kowalskim, granym przez Marlona Brando, następnie „Pół żartem pół serio” – dzika komedia z Marilyn Monroe, która wciela się w postać Sugar Kowalczyk, nieco mniej znany „Burzliwy poniedziałek” i „Grand Torino” Clinta Eastwooda w roli Walta Kowalskiego.

Pół żartem pól serio”, reż. Billy Wilder (1959)

„O rodzimych akcentach w kinie zagranicznym mówi się najczęściej w kontekście antypolonizmów, że nasz rodak na ekranie to albo gbur, albo prymityw, albo bandzior. I faktycznie, podobnych przykładów można znaleźć bez liku. Ale, pochłonięci małostkowym wytykaniem palcami wpadek niegodziwego Hollywood, stawiającego często przed Polakami krzywe zwierciadło, zdajemy się zapominać o tuzinach filmów, które narodową dumę mile łechcą.”

Bartosz Czartoryski – My name is Kowalski – Polacy w kinie zachodnim („Zwierciadło”, kwiecień 2011)

Powyższa myśl stała się pretekstem do zorganizowania kolejnego przeglądu w ramach Kinoteki – wspólnego projektu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz Never seen in Bydgoszcz. Kowalski movie to pierwsza część cyklu poświęconego wątkowi postaci Polaka/Polki w kinie amerykańskim.

Temat okazał się niezwykle barwny – z dziesiątek filmów, w których postać Polaka pojawia się w pierwszym, drugim lub dalszym planie wybraliśmy do październikowego programu cztery, które – niczym w pigułce – przedstawiają typy bohaterów polskich w kinie amerykańskim, stanowiąc zarazem swoistą panoramę jego historii. Z premedytacją pominęliśmy filmy wojenne (z „Wyborem Zofii” na czele) – to bardzo obszerny wątek, któremu trzeba by poświęcić oddzielny przegląd.

I tak startujemy od „Tramwaju zwanego pożądaniem” Elia Kazana ze Stanleyem Kowalskim, granym przez Marlona Brando, następnie „Pół żartem pół serio” – dzika komedia z Marilyn Monroe, która wciela się w postać Sugar Kowalczyk, nieco mniej znany „Burzliwy poniedziałek” i „Grand Torino” Clinta Eastwooda w roli Walta Kowalskiego.

Tramwaj zwany pożądaniem”, reż. Elia Kazan (1951)

„O rodzimych akcentach w kinie zagranicznym mówi się najczęściej w kontekście antypolonizmów, że nasz rodak na ekranie to albo gbur, albo prymityw, albo bandzior. I faktycznie, podobnych przykładów można znaleźć bez liku. Ale, pochłonięci małostkowym wytykaniem palcami wpadek niegodziwego Hollywood, stawiającego często przed Polakami krzywe zwierciadło, zdajemy się zapominać o tuzinach filmów, które narodową dumę mile łechcą.”

Bartosz Czartoryski – My name is Kowalski – Polacy w kinie zachodnim („Zwierciadło”, kwiecień 2011)

Powyższa myśl stała się pretekstem do zorganizowania kolejnego przeglądu w ramach Kinoteki – wspólnego projektu Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej oraz Never seen in Bydgoszcz. Kowalski movie to pierwsza część cyklu poświęconego wątkowi postaci Polaka/Polki w kinie amerykańskim.

Temat okazał się niezwykle barwny – z dziesiątek filmów, w których postać Polaka pojawia się w pierwszym, drugim lub dalszym planie wybraliśmy do październikowego programu cztery, które – niczym w pigułce – przedstawiają typy bohaterów polskich w kinie amerykańskim, stanowiąc zarazem swoistą panoramę jego historii. Z premedytacją pominęliśmy filmy wojenne (z „Wyborem Zofii” na czele) – to bardzo obszerny wątek, któremu trzeba by poświęcić oddzielny przegląd.

I tak startujemy od „Tramwaju zwanego pożądaniem” Elia Kazana ze Stanleyem Kowalskim, granym przez Marlona Brando, następnie „Pół żartem pół serio” – dzika komedia z Marilyn Monroe, która wciela się w postać Sugar Kowalczyk, nieco mniej znany „Burzliwy poniedziałek” i „Grand Torino” Clinta Eastwooda w roli Walta Kowalskiego.

Reżyser filmowy, scenarzysta, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej oraz Wydziału Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej w Łodzi. Wyreżyserował ponad 30 filmów fabularnych, m.in. „Czarną suknię”, „Zazdrość i medycynę”, „Zaklęte rewiry”, „Sprawę Gorgonowej”, „Lekcję martwego języka”, „Królową Bonę”, „C.K. Dezerterów”, „Siedlisko”, „Złoto dezerterów”. Pisał scenariusze do swoich filmów. Realizował filmy telewizyjne, seriale i spektakle Teatru TV. Autor książek: „Exhibicjonista”, „Po sezonie”, „Złoto dezerterów”, „Retrospektywka”, „Ostatni klaps”, „Mała matura” (wydaw. „Marginesy”), na podstawie której powstał film „Mała matura 1947”. Spotkanie poprowadzi Hanna Grudzińska – właścicielka wydawnictwa „Marginesy”.

Reżyser filmowy, scenarzysta, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej oraz Wydziału Reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej i Teatralnej w Łodzi. Wyreżyserował ponad 30 filmów fabularnych, m.in. „Czarną suknię”, „Zazdrość i medycynę”, „Zaklęte rewiry”, „Sprawę Gorgonowej”, „Lekcję martwego języka”, „Królową Bonę”, „C.K. Dezerterów”, „Siedlisko”, „Złoto dezerterów”. Pisał scenariusze do swoich filmów. Realizował filmy telewizyjne, seriale i spektakle Teatru TV. Autor książek: „Exhibicjonista”, „Po sezonie”, „Złoto dezerterów”, „Retrospektywka”, „Ostatni klaps”, „Mała matura” (wydaw. „Marginesy”), na podstawie której powstał film „Mała matura 1947”. Spotkanie poprowadzi Hanna Grudzińska – właścicielka wydawnictwa „Marginesy”.

Strona 31 z 31

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale film