SPOZA UKŁADU (4): 1991

 |  Tomasz Kaźmierski

Jakiś czas temu Michał zwany Brombą na swojej tablicy na portalu znanym i lubianym zrobił ciekawy wpis. Wynikało z niego, że w 1991 roku ukazało się kilka ważnych płyt. Postanowiłem się zatem przyjrzeć temu zjawisku, ponieważ dla osób urodzonych w latach 70., były to często albumy pokoleniowe, wręcz okazy pomnikowe dla pewnych nurtów, przełomowe dla grup, które je wydały lub, w zależności od wieku, w którym te osoby się znajdowały, tzw.: „najlepsze płyty z całego świata”. Muszę dodać, że mimo próby całościowego spojrzenia na zaprezentowane albumy, nie wyzbędę się upodobań i ograniczeń ilościowych. Niech to będzie zatem, krótki przewodnik po płytach, których warto posłuchać.

Czy SZTUKA ma płeć? (4)

 |  Katarzyna Gębarowska

Kobiece spojrzenie, przez stulecia marginalizowane w sztuce, zdawało się w ogóle nie istnieć. Męskie było symbolem władzy seksualnej i społecznej. Poważane – jako spojrzenie i artysty, i odbiorcy dzieła. To mężczyzna tworzył, dzieląc się swoim punktem widzenia, ale też był najznamienitszym krytykiem, którego percepcję miało zaspokoić dzieło. Kobieta była tylko inspiracją – przedmiotem sztuki. Jędrne pośladki, uwypuklone piersi czy też kuszące usta są przecież tym, co „jedyni słuszni” widzowie, mężczyźni, chcieliby podziwiać – najtrafniejszym tematem okraszonych sukcesem prac w każdej dziedzinie sztuki. Malarstwo, rzeźba, fotografia, a wreszcie i film – zdominowane zostały więc przez nagość, wyzwalającą podniecenie i samego twórcy, i odbiorców dzieła.

Przeglądu kwietniowych wydarzeń muzycznych nie zacznę wedle porządku chronologicznego, bo wręcz wypada zacząć od przedstawienia inaugurującego Bydgoski Festiwal Operowy. W ostatnią sobotę i niedzielę miesiąca zobaczymy premierowe przedstawienie Halki Moniuszki, planowane już w minionym sezonie, ale wtedy zaniechane z racji budżetowych cięć. Przyznam, że w pierwszym odruchu pomyślałam, iż taki początek to nie jest najlepszy pomysł. Przecież Halkę znają wszyscy i dlatego, że to opera narodowa i dlatego, że przez lata skłaniała nas do jej częstego oglądania i słuchania Maria Fołtyn (dziś jako Halka na pomniku w Radomiu), i ponieważ w bydgoskiej operze była już inscenizowana chyba trzykrotnie. Również dlatego, że w polskich teatrach operowych króluje wciąż repertuar XIX-wieczny, a mamy już wiek XXI…

Tadeusz Nowakowski jest jedną z tych postaci, której szczególnie w Bydgoszczy nie trzeba nikomu przedstawiać. W marcu mija 17 lat, od czasu kiedy Taddy nas opuścił i udał się w swoją ostatnią podróż. A podróż w jego barwnym życiu była czymś bardzo naturalnym. Oto stoi przed nami szczupły młodzian, urodzony w Olsztynie, wychowany w Bydgoszczy. Studia polonistyczne rozpoczęte w Warszawie przerwała mu wojna. Na początku okupacji znalazł się wraz z matką we Włocławku. Tu go aresztowało Gestapo. Potem był w obozach w Inowrocławiu, Bautzen i Zwickau. Cudem wywinął się śmierci. Wiosną 1945 roku został uwolniony przez aliantów i przez ponad rok przebywał w obozie dipisów w Haaren an der Ems, by ostatecznie przez Włochy wyjechać do Wielkiej Brytanii. W 1952 roku ponownie wylądował w Niemczech, tym razem w Monachium. Wraz z Janem Nowakiem Jeziorańskim położył podwaliny pod Rozgłośnię Polską Radia Wolna Europa.

Gdyby nie to, że rozumiem, to nie rozumiałbym: gołębi, powodów powstania Nissana Sunny, ronda Grunwaldzkiego, wojen, złośliwości, much, szpinaku, polskiej ekstraklasy, religii, smakowej wody mineralnej, wiking-metalu, nart, mściwości, napędu na przód, oglądania trailerów, lodów czosnkowych, strachu, twórczości Patrycji Markowskiej, lokowania produktów, telewizji śniadaniowej, pogodynek, fanatyzmu, jajek na miękko, noszenia skarpet do sandałów, fryzury na „pożyczkę”… i tak dalej, i tak dalej. Jest jednak pewien aspekt tego, co niektórzy nazywają rzeczywistością, który zdumiewa mnie. O nim właśnie w miesiącu, co pogodę miesza niczym wiedźmy z Makbeta.

8 marca to tradycyjnie data, wokół której podejmowane są próby zdefiniowania kobiecości i podmiotu „kobiety“. Oblicze Międzynarodowego Dnia Kobiet zmienia się. Wszechobecne jeszcze kilkanaście lat temu goździki i nylonowe rajstopy zastąpiły „manify” i pytania – jak na nowo zdefiniować kobiecość? Jakim językiem ją opisać? A może przede wszystkim czy możemy dziś jeszcze mówić o czymś takim jak uniwersalny podmiot pt. „kobiety“?

Na początku i pod koniec marca w Filharmonii Pomorskiej odbędą się dwa na pewno godne uwagi koncerty z udziałem Capelli Bydgostiensis. Pierwszy z muzyką bliższą nam w czasie, drugi związany z okresem Wielkiego Postu i wypełniony kompozycjami XVIII i XIX w.
Chronologicznie pierwszy koncert, zatytułowany Różne oblicza wirtuozerii, przewidziany na środę 6 marca, poprowadzi stale współpracujący z zespołem José Maria Florêncio, a wyeksponowane zostaną podczas niego harfa i instrumenty perkusyjne oraz grający na nich soliści.

Na rynku wydawniczym pojawiła się niezwykle ciekawa pozycja – ciekawa zwłaszcza dla miłośników muzyki, zwłaszcza dla bydgoszczan, a najbardziej zainteresowani nią powinni być bydgoszczanie, dla których muzyka jest ważna. By było dziwniej, z powstaniem tej książki ani samorząd naszego województwa, ani samorząd bydgoski nie miał, w sposób bezpośredni, nic wspólnego. Siły sprawcze to Stowarzyszenie „A KuKu Sztuka” oraz samorządy: Gdyni, Sopotu i Gdańska. Co jeszcze bardziej zadziwiające, tej książki nie można kupić. Można ją otrzymać. Oto szczegóły: na portalu społecznościowym pojawił się wpis, z którego się dowiedziałem, że takie dzieło się właśnie ukazało i że wystarczy napisać pod wskazany adres, by zamówić egzemplarz, można ewentualnie pokryć koszty przesyłki. Jednak gdy poprosiłem o numer konta, przyszła wiadomość zwrotna z prośbą o adres i dwa dni później książkę miałem już w domu. Wróciłem z nią z poczty. Usiadłem w butach i kurtce, no i zacząłem kartkować, czytając coraz dłuższe fragmenty.

Logika czy masakra

 |  Bartłomiej Siwiec

Mój przyjaciel, najlepszy szachista rodem z Bydgoszczy, mistrz międzynarodowy Krzysztof Żołnierowicz, zwykł mawiać, że logika jest najważniejsza. W szachach rzeczywiście to podstawa. Trudno sobie nawet wyobrazić, żeby szachista, który popełnia mnóstwo błędów logicznych, mógł osiągnąć w turnieju choćby najmniejszy sukces. Żołnierowicz zwrócił mi też uwagę, że równie nieprzyjemne są błędy popełniane z niewiedzy. Przyznałem mistrzowi międzynarodowemu rację, gdyż sam ilekroć obserwuję w parku grę amatorów, to natychmiast zaczynam się denerwować, gdy widzę jak proste błędy popełniają i to całymi seriami. W takiej sytuacji słynne powiedzenie, iż „w szachach przegrywa ten, kto popełni o jeden błąd więcej” nabiera szczególnego znaczenia.

Słowo „paw” ma w naszym języku co najmniej dwa znaczenia i polska rzeczywistość już dawno odsunęła to ornitologiczne na drugi plan. Kolorowe zestawienie powierzchniowo podgrzanego amalgamatu przyjętych wcześniej posiłków wydostających się na światło dzienne pod zdumiewająco wysokim czasami ciśnieniem już dawno temu wysforowało się, nomen omen, do przodu w tym leksykalnym wyścigu i prymatu swego szybko nie odda. Taki klimat i pić trzeba. Jednak picie to czasami faktycznie pomaga w radzeniu sobie z tym co spotykać musimy na naszych ulicach jeśli chodzi o kreatywność twórców reklam, szyldów, haseł, obwieszczeń i innego tego typu badziewia namawiającego nas do wejścia i wydania zadrukowanych kawałków celulozy. Chciałbym się skupić, w miesiącu co wymusza na nas ubieranie się na warzywo łzy wyciskające, na rozmyślaniach nad kilkoma z nich, bo wszystkich przemyśleć się nie da na jednej stronie gościnnego BIKu. A po co mi był na początku paw? Dowiecie się Państwo pod koniec.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale felieton