Czy istnieje spór toruńsko-bydgoski?

Tak, istnieje spór bydgosko-toruński. Albo może: toruńsko-bydgoski. Jeżeli ktoś myśli, że to nieistotna poprawka, to bardzo się myli. Ostatnio zauważyłam, że to jest różnica podstawowa. Po pierwsze, wskazuje na to, które miasto jest istotniejsze (bydgosko-toruński to w pewnej optyce zupełnie co innego niż toruńsko-bydgoski – punkt widzenia bowiem zależy od punktu – jak by to ująć – mieszkania). Po drugie, może wskazywać też, kto jest za coś odpowiedzialny, ewentualnie – kto jest czemuś winny. A wiadomo, że winni są zawsze inni, a nie my.

Moim głównym zarzutem wobec raportu o kulturze Torunia (BIK wrzesień 2012) była jego nieobywatelskość. Co się pod tym terminem kryło? To mianowicie, że raport, choć był przygotowany przez zewnętrzny podmiot – w tym wypadku: Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji – nie działał na rzecz społeczności. Działał za to na rzecz władz Torunia (rozumiem, że władze samorządowe są społeczności lokalnej reprezentantem, stąd działanie na rzecz władz jest w jakimś sensie działaniem na rzecz społeczności lokalnej – tłumaczenie to pokrętne, ale…). Działał tak, by władzom Torunia raport i strategia przysporzyła jak najmniej kłopotów (choćby na poziomie konsultacji). Nie twierdzę, że to źle. Prawem władz jest takie układanie strategii działania, by powodowało ono – z ich punktu widzenia – jak najmniej kłopotów dla funkcjonowania miasta. Twierdzę tylko, że to wbrew misji Małopolskiego Instytutu.

Choćby dlatego twierdzę, że w strategii kultury, którą określić można jako politykę kulturalną, bardziej chodzi o „politykę” niż o „kulturalną”. Jakie są tej polityki założenia? O tym po kolei.

Dotychczas w naszej dyskusji na temat wad i zalet współpracy bydgosko-toruńskiej udział wzięli m.in. Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej „Gazety Wyborczej” czy artyści Zbigniew Zieliński i Elżbieta Jabłońska. Przyszedł czas, aby głos zabrał ponownie reprezentant bydgoskiego dziennikarstwa. W tym numerze o opinię poprosiliśmy zastępcę redaktora naczelnego bydgoskiej „Gazety Wyborczej” Andrzeja Tyczyno.

Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie związane z Toruniem?
Złe. Pojechałem z kolegami z liceum na mecz żużlowy do Torunia.

1. Po co się robi raporty?
Raporty robi się po to, by mieć skuteczną diagnozę sytuacji, czyż nie? Skuteczna diagnoza sytuacji jest niezbędnym etapem tworzenia planów, strategii, reform, programów naprawczych i tak dalej, co tam komu jest akurat potrzebne. Diagnoza jednak jest skuteczna tylko wówczas, gdy pokazuje rzetelny obraz. Bo tylko dzięki rzetelnemu obrazowi, jaki z niej wynika, można stworzyć rozsądne i efektywne plany, strategie, reformy, programy naprawcze i tak dalej, co tam jest akurat komu potrzebne. No właśnie, a co jest potrzebne Toruniowi, że zdecydował się zlecić sporządzenie raportu o stanie kultury w mieście?
Na to pytanie odpowiem na końcu; wiem, po co powinien powstać taki raport i domyślam się, po co akurat Toruń zlecił przeprowadzenie tej diagnozy. Domyślam się nie na podstawie mojego widzimisię, ale właśnie na podstawie raportu (i szerokiego kontekstu). Najpierw więc o raporcie.

1. Dwa miasta, dwie filozofie, czyli odmienne systemy funkcjonowania kultury

Już o tym pisałam, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Oba miasta, Bydgoszcz i Toruń, różnią się nie tylko strukturą publiczności, profilem propozycji kulturalnych (także tych masowych), geografią kulturalną (która istotnie wpływa na dostępność kultury) czy stanem instytucji kulturalnych (także – a może przede wszystkim – rozumianych nie jako elementy miejskiej infrastruktury, ale metaforycznie, jako ważne elementy systemu kultury). Różnią się także filozofią zarządzania kulturą i aktywnością obywatelską w tym obszarze.

Kolejny odcinek naszego cyklu opisującego problemy współpracy bydgosko-toruńskiej, jej zalety i wady, jej istniejące już formy, a wszystko to przedstawiamy własnymi słowami ludzi, którzy trud takiej współpracy podejmują, stąd powyższe kwestie znają bardzo dobrze – takim wstępem zaczęliśmy poprzedni odcinek cyklu Bydgoszcz–Toruń i teraz możemy go bez zmian powtórzyć. Oto głos Marty Stawowskiej-Watras, krytyczki sztuki, współpracowniczki BiK-u.

1.
Współczesny świat jest zdumiewająco bogaty. To nie jest refleksja z zakresu ekonomii, ale – no, powiedzmy – antropologii kulturowej. To bogactwo świata nie jest bowiem ekonomiczne (chociaż, mimo wszystko, obca jest nam bieda, której doświadczyły pokolenia naszych dziadków), to jest w głównej mierze bogactwo potencjału kulturalnego czy kulturotwórczego. Dzięki takiemu a nie innemu systemowi edukacji (nie myślę tu o szkolnym, który w przypadku edukacji artystycznej nie spełnia swojej roli) i rozwojowi nowoczesnych technologii, ale też ich względnej dostępności, mamy do czynienia z działalnością artystyczną, której skala nie była chyba dotąd znana ani może nawet podejrzewana.

Kolejny odcinek naszego cyklu opisującego problemy współpracy bydgosko-toruńskiej, jej zalety i wady, jej istniejące już formy, a wszystko to przedstawiamy własnymi słowami ludzi, którzy trud takiej współpracy podejmują, stąd powyższe kwestie znają bardzo dobrze.

Nic na siłę

 |  Magda Wichrowska

Dotychczas w naszej dyskusji udział wzięli: Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej Gazety Wyborczej, Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Waldemar Lewandowski, zastępca redaktora naczelnego Gazety Pomorskiej i Olga A. Marcinkiewicz, była szefowa biura ESK Toruń 2016, a obecnie ekspertka przy Komisji Kultury EU, artyści Zbigniew Zieliński i Elżbieta Jabłońska. W tym numerze swój głos w dyskusji prezentuje Magda Wichrowska.


Niedawno, gdy recenzowałam film Anki i Wielhelma Sasnal Z daleka widok jest piękny, w głowie zaświtała mi myśl, że my, Polacy, mamy nieustannie problem z sąsiadami. Niezależnie od tego, na jakim poziomie odczytamy film reżyserskiego duetu – czy jako gorzkie rozliczenie z historią sąsiedztwa Polaków i Żydów, czy jako uniwersalną przypowieść o zawiści i braku poszanowania własności oraz godności drugiego, konkluzja jest jedna. Sąsiad to nasz wróg. Sąsiad to Inny. Możemy go ewentualnie zlustrować i skrytykować.

Dotychczas w naszej dyskusji udział wzięli: Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej Gazety Wyborczej, Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Waldemar Lewandowski, zastępca redaktora naczelnego Gazety Pomorskiej i Olga A. Marcinkiewicz, była szefowa biura ESK Toruń 2016, a obecnie ekspertka przy Komisji Kultury EU. W poprzednim numerze prezentowaliśmy oryginalny „głos” (obraz?) w tej dyskusji – Zbigniew Zieliński pokazał, czym jest dzisiejsza Bydgoszcz, jak ją widzi, co w niej widzi, co w niej ceni. W tym numerze o opinię poprosiliśmy znaną i cenioną artystkę sztuk wizualnych, Elżbietę Jabłońską.
Strona 1 z 2

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale Toruń