Czy istnieje spór toruńsko-bydgoski?

Tak, istnieje spór bydgosko-toruński. Albo może: toruńsko-bydgoski. Jeżeli ktoś myśli, że to nieistotna poprawka, to bardzo się myli. Ostatnio zauważyłam, że to jest różnica podstawowa. Po pierwsze, wskazuje na to, które miasto jest istotniejsze (bydgosko-toruński to w pewnej optyce zupełnie co innego niż toruńsko-bydgoski – punkt widzenia bowiem zależy od punktu – jak by to ująć – mieszkania). Po drugie, może wskazywać też, kto jest za coś odpowiedzialny, ewentualnie – kto jest czemuś winny. A wiadomo, że winni są zawsze inni, a nie my.

Moim głównym zarzutem wobec raportu o kulturze Torunia (BIK wrzesień 2012) była jego nieobywatelskość. Co się pod tym terminem kryło? To mianowicie, że raport, choć był przygotowany przez zewnętrzny podmiot – w tym wypadku: Małopolski Instytut Samorządu Terytorialnego i Administracji – nie działał na rzecz społeczności. Działał za to na rzecz władz Torunia (rozumiem, że władze samorządowe są społeczności lokalnej reprezentantem, stąd działanie na rzecz władz jest w jakimś sensie działaniem na rzecz społeczności lokalnej – tłumaczenie to pokrętne, ale…). Działał tak, by władzom Torunia raport i strategia przysporzyła jak najmniej kłopotów (choćby na poziomie konsultacji). Nie twierdzę, że to źle. Prawem władz jest takie układanie strategii działania, by powodowało ono – z ich punktu widzenia – jak najmniej kłopotów dla funkcjonowania miasta. Twierdzę tylko, że to wbrew misji Małopolskiego Instytutu.

Choćby dlatego twierdzę, że w strategii kultury, którą określić można jako politykę kulturalną, bardziej chodzi o „politykę” niż o „kulturalną”. Jakie są tej polityki założenia? O tym po kolei.

Rocznica Bydgoskiego Kongresu Kultury jest równie dobrym czasem podsumowania dotychczasowych działań jak każdy inny termin. Zwyczajowo jednak jest to termin idealny, a skoro tak, przypomnijmy sobie tamten czas.

Kongres odbył się w dniach 28-30 września; podczas trzech dni w Bydgoszczy odbyło się kilka sesji wykładowych, kilkadziesiąt spotkań roboczych w tzw. stolikach, kilkadziesiąt wydarzeń artystycznych. Nawet jeżeli sam kongres mógłby ktoś uznać za wydarzenie nieistotne, jego organizacja (koordynacja wszystkich wydarzeń, logistyka całego przedsięwzięcia – nazwy te brzmią abstrakcyjnie, ale trzeba sobie uświadomić, że za każdym wydarzeniem stała praca wielu osób, ich zaangażowanie, ich poświęcenie) była sukcesem. 

Z Mariuszem 'Emasem' Bracikowskim i Bartoszem 'Bartassem' Dębickim – wokalistą i gitarzystą formacji Upside Down o premierze ich najnowszej płyty zatytułowanej Aperitif rozmawia Kuba Ignasiak.


Spotkaliśmy się dokładnie miesiąc przed tegoroczną, X edycją Muszla Fest, która odbędzie się 8 września br., na której odbędzie się również oficjalna premiera waszej najnowszej płyty. Na jakim etapie prac związanych z jej wydaniem jesteście?
Mariusz Bracikowski (Emas):
Płyta jest ukończona.
Bartosz Dębicki (Bartass): Płyta jest zmiksowana, zmasterowana, okładka jest gotowa – idzie do druku, dosłownie po weekendzie.

Dotychczas w naszej dyskusji na temat wad i zalet współpracy bydgosko-toruńskiej udział wzięli m.in. Tomasz Cebo, współwłaściciel klubu NRD, Grzegorz Giedrys, dziennikarz kulturalny toruńskiej „Gazety Wyborczej” czy artyści Zbigniew Zieliński i Elżbieta Jabłońska. Przyszedł czas, aby głos zabrał ponownie reprezentant bydgoskiego dziennikarstwa. W tym numerze o opinię poprosiliśmy zastępcę redaktora naczelnego bydgoskiej „Gazety Wyborczej” Andrzeja Tyczyno.

Jakie jest twoje pierwsze wspomnienie związane z Toruniem?
Złe. Pojechałem z kolegami z liceum na mecz żużlowy do Torunia.

1. Po co się robi raporty?
Raporty robi się po to, by mieć skuteczną diagnozę sytuacji, czyż nie? Skuteczna diagnoza sytuacji jest niezbędnym etapem tworzenia planów, strategii, reform, programów naprawczych i tak dalej, co tam komu jest akurat potrzebne. Diagnoza jednak jest skuteczna tylko wówczas, gdy pokazuje rzetelny obraz. Bo tylko dzięki rzetelnemu obrazowi, jaki z niej wynika, można stworzyć rozsądne i efektywne plany, strategie, reformy, programy naprawcze i tak dalej, co tam jest akurat komu potrzebne. No właśnie, a co jest potrzebne Toruniowi, że zdecydował się zlecić sporządzenie raportu o stanie kultury w mieście?
Na to pytanie odpowiem na końcu; wiem, po co powinien powstać taki raport i domyślam się, po co akurat Toruń zlecił przeprowadzenie tej diagnozy. Domyślam się nie na podstawie mojego widzimisię, ale właśnie na podstawie raportu (i szerokiego kontekstu). Najpierw więc o raporcie.

1. Dwa miasta, dwie filozofie, czyli odmienne systemy funkcjonowania kultury

Już o tym pisałam, ale nie zaszkodzi przypomnieć. Oba miasta, Bydgoszcz i Toruń, różnią się nie tylko strukturą publiczności, profilem propozycji kulturalnych (także tych masowych), geografią kulturalną (która istotnie wpływa na dostępność kultury) czy stanem instytucji kulturalnych (także – a może przede wszystkim – rozumianych nie jako elementy miejskiej infrastruktury, ale metaforycznie, jako ważne elementy systemu kultury). Różnią się także filozofią zarządzania kulturą i aktywnością obywatelską w tym obszarze.

per spec TV

Ten, kto mieszka najbliżej szkoły, ten zawsze się do niej spóźnia. Pamiętacie taką zależność? Ja pamiętam ją bardzo dobrze, bo bliżej niż ja do podstawówki (pięćdziesiąta siódma na Kapach) miał tylko kolega Adam i to o jakieś niecałe dwadzieścia metrów. Kolega Adam miał więc metrów sto, a ja ze sto dwadzieścia. On się nie spóźniał i ja też jakoś nie. Nie pierwsza to zasada przyjęta przez resztę społeczności ziemskiej, którą udało mi się złamać, naruszyć, nagiąć lub zdecydować, że nie będzie mi ona spędzać snu z powiek i po prostu o niej zapomnieć. Punktualnie o 6.00 podnosiłem się z łóżka i w trzydzieści sekund później (według słów mego, na bank nieświętej pamięci, ojca) byłem w stanie pilotować śmigłowiec. Nie żebym chciał. Wychodziłem na balkon gdzie otoczenie witało mnie czystą zielenią Kapuścisk (chociaż w jednym przypadku dość intensywną różowością, bo się panu w Zachemie kurki pomyliły) i oddychałem głęboko, łącząc błękit oczu z błękitem perspektywy dnia, co nadszedł ze świeżością ogórka i serka białego. W chwili, gdy to piszę, moje urodziny, a zarazem pierwszy dzień lata, oddalone są o dni zaledwie trzy. BIK letni będzie jeden, więc dobry to moment, żeby cykl o użytkowaniu Bydgoszczy zakończyć. O perspektywach naszego grodu nad rzekami dwiema zatem w miesiącu, który do ciszy mnie wiecznej przybliżył po raz kolejny.

Przykładem praktyk polegających na nadaniu miejskiej przestrzeni nowego znaczenia jest akcja Teren budowy, którą od trzech lat prowadzi w Chełmnie Fundacja Form i Kształtów. O wyzwaniach stojących przed mieszkańcami i animatorami, o lokalnych potencjałach i pokonywaniu przeszkód, wreszcie o zaletach partycypacji i możliwościach przeniesienia takich akcji na poziom regionu opowiada mi prezeska fundacji, Iza Rutkowska.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Artykuły w dziale Bydgoszcz