Artykuły w dziale Bydgoszcz

Zaparzenie dobrej kawy wymaga wiedzy oraz odpowiedniego sprzętu i, co najważniejsze, surowca. O tym, że jest pełnoprawnym rzemiosłem, przekonują bariści z bydgoskiego PO CO.

– Czarną – odpowiadają bez wahania Mateusz i Michał z PO CO, kiedy pytam ich, jaką kawę polecają. Z tym że „czarna kawa” z ich kawiarni może zaskoczyć. Szczególnie jeśli będzie pierwszym kontaktem z kawą speciality. W niczym nie przypomina ona gorzkiego i brudnego smaku, który kojarzy się ze zwykłą, „sklepową” kawą. Zamiast tego, w zależności od miejsca pochodzenia, gatunku kawy oraz metody parzenia, można wyczuć nuty czekoladowe lub orzechowe, a nawet owocowe, kwiatowe i cytrusowe.

Koniec stresu

Wszystko wskazuje na to, że towarzyszące festiwalowi Camerimage Złote Żaby mają już dość Bydgoszczy, a zniechęciła je do naszego miasta nie tyle odległa perspektywa czwartego operowego kręgu, co zbyt bliskie i budzące żabi niepokój sąsiedztwo bydgoskiego Bocianowa. Znany z wrażliwości Marek Żydowicz poszedł żabom na łapę i postanowił przenieść je niedaleko, bo o żabi skok – do Torunia, gdzie zostaną na pewno przywitane przez miejscowych notabli radosnym a zwycięskim rechotem.

Wybitni artyści śpiewacy, do jakich niewątpliwie należał Paweł Leoniec, którzy tworzyli żywą historię bydgoskiej sceny operowej, nie mogą być pomijani obecnie, jak i w przyszłości. Niezwykle ciekawa i skomplikowana była droga edukacyjno-zawodowa znakomitego bydgoskiego tenora.

Zaraz po wojnie pracował w randze porucznika w Głównej Komendzie Wojska Polskiego w Szczecinie, a zaczęło się od przypadkowego zaśpiewania mocnym, pięknym głosem Sto lat…

Najpierw Średnia Szkoła Muzyczna w Szczecinie oraz skuteczne konsultacje wokalne u znakomitego dramatycznego śpiewaka Opery Poznańskiej profesora Kazimierza Czarneckiego. Przeniesiony do rezerwy w stopniu kapitana z powodzeniem rozpoczyna karierę artysty śpiewaka. Wyprowadza się ze Szczecina do Lublina, by w roku 1956 zadebiutować w Operetce Lubelskiej w następujących operetkach: Swobodny wiatr I. Dunajewskiego i Rose Marie R. Frimla w roli Jima. Po trzech latach nieobecności wraca do Szczecina, gdzie staje się solistą nowo powstałego Teatru Muzycznego.

Na wszelki wypadek

Urszula Guźlecka – znana dotąd przede wszystkim jako osobowość telewizyjna – postanowiła przelewać swoje emocje nie tylko na ekran, ale także na papier. Najpierw były to bajeczki dla Juleczki (wnuczki), a teraz sentymentalny wizerunek Ireny Santor w Solec Kujawski wpisany. W bydgoskim ośrodku TVP pojawiają się pełne niepokoju pogłoski, że ambitna Ula tak się rozpisała, że tylko patrzeć, jak wyda pamiętniki. Co przezorniejsi zaczynają już mówić do Uli… Uleńka.

Czym dziś zajmuje się stolarz? Żeby się tego dowiedzieć, odwiedzam Turbo Workshop – warsztat, w którym z drewna może powstać niemal wszystko: od zabawek, przez dekoracje, aż po elementy pociągów metra.


Ulica Podolska, samo serce bydgoskiego Śródmieścia. Warsztat na parterze budynku z czerwonej cegły. Przeszklone drzwi i witryna, przysłonięte szarym papierem. W środku najbardziej rzucają się w oczy litery z precyzją wycięte z drewnianych płyt. – To dla mnie akt buntu wobec szyldów nadrukowanych na tworzywach sztucznych. Drewnianymi literami chcę udowodnić, że reklama może być naturalna i bliższa człowiekowi – mówi Dominik Syska, właściciel Turbo Workshop, czyli nowoczesnego warsztatu stolarskiego.

Bydgoszcz w Warsztacie, cz. 3

Browar Osowa Góra to kontynuator piwowarskich tradycji Bydgoszczy. Miasta, które przed wiekami słynęło z piwa w całym kraju, by potem całkowicie zniknąć z browarniczej mapy Polski. I wrócić na nią w wielkim stylu.

Dla piwowara domowego odbiorcy to przede wszystkim rodzina i przyjaciele. W pewnym momencie przychodzi ciekawość, jak na jego piwa zareagowałoby szersze grono. Na ciekawości zwykle się kończy, bo tylko nieliczni potrafią ze swojego hobby uczynić sposób na życie i marzenia o własnym rzemieślniczym browarze przekuć w rzeczywistość. Jednym z tych nielicznych jest pan Piotr Andres – właściciel Browaru Osowa Góra.

Bydgoszcz to kiszka. Znaczy – nie w sensie, że lipa, ale w sensie, że się ciągnie. Nie „nuży”, broń cię panie wszelkiego istnienia, tylko trwa geograficznie z dosadną rozciągłością. Z Osowej Góry do Fordonu to trwa przez bite 20 kilometrów. No, czasami bite, a czasami niebite, bo magistrat jeszcze nie wszędzie dostrzegł konieczność ubicia nawierzchniowego, które pozwala nie babrać się w błocie w czasie deszczu i nie zrywać zawieszenia w czasie każdym. Albo zauważył, ale musiałaby mu Republika wyśpiewać trochę eciepecie w celu inwestycji poprawiających nastrój narodu. Lokalnego narodu. Najważniejszego narodu. Bydgoszczan oraz tych, którzy nie stąd, ale już teraz tak, więc też ich ta nazwa obejmuje. Niezależnie, skąd są i na jak długo zagościli, zagoszczą, zostaną. Inwestycje to w ogóle sprawa dość śliska (żeby przy klimacie metafor pogodowych pozostać) i niekiedy włodarzy wyprowadza na manowce, z których potem trudno wrócić, bo by trzeba burzyć, a to jak wiadomo, choć prostsze niż budowanie, nikomu się (teoretycznie, oczywiście) nie podoba i z reguły nie służy. Inwestycje są różne, ale z reguły wiążą się z miejscami, a i o pierwszych, i o drugich jakoś ostatnio głośniej w kontekście wzrostu. Niechże o nim więc będzie w miesiącu, co nam życie upiększa.

Ważna wymiana

Jak nam donoszą, nowo powołany dyrektor Teatru Polskiego Łukasz Gajdzis zamierza nawiązać ścisłą współpracę z teatrem wrocławskim, by przy okazji wymiany co ciekawszych spektakli konsultować z dyr. Cezarym Morawskim co skuteczniejsze metody ujarzmiania niepokornych aktorów. Sądząc po panujących w bydgoskim zespole nastrojach – ta współpraca może potrwać kilka dobrych (?) lat.

Ważna wymiana

Jak nam donoszą, nowo powołany dyrektor Teatru Polskiego Łukasz Gajdzis zamierza nawiązać ścisłą współpracę z teatrem wrocławskim, by przy okazji wymiany co ciekawszych spektakli konsultować z dyr. Cezarym Morawskim co skuteczniejsze metody ujarzmiania niepokornych aktorów. Sądząc po panujących w bydgoskim zespole nastrojach – ta współpraca może potrwać kilka dobrych (?) lat.

Plac Weyssenhoffa, wraz z przylegającymi do niego alejami: Mickiewicza i Ossolińskich, to chyba jedyne miejsce w Bydgoszczy, gdzie naprawdę można poczuć klimat wielkiego miasta. Przepiękne, zabytkowe budynki Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, imponujące secesyjne kamienice oraz funkcjonalistyczne wille z lat 30. XX wieku znajdują się tutaj zaledwie kilka kroków od siebie. Zawsze podczas spaceru w tej okolicy z dumą czuję, że ten fragment miasta niczym nie ustępuje podobnym miejscom w Paryżu, Berlinie czy Warszawie. Przylegający do Alei Mickiewicza park im. Jana Kochanowskiego, znajdująca się nieopodal dzielnica muzyczna, bazylika pw. św. Wincentego à Paulo i oczywiście Teatr Polski sprawiają, że jest to zdecydowanie moja ulubiona część miasta.

Strona 1 z 14

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Artykuły w dziale Bydgoszcz