Listopad 2016
Michał Tabaczyński

Przepyszne spotkanie z komikiem, liryczny stand-up (co prawda na siedząco), na wysokim poziomie kabaret – było wszystko, czego oczekuje się od dobrej rozrywki. Nazwisko w tej branży nie jakoś szczególnie popularne i znane, ale dla każdego fana teatru improwizacji takie odkrycia są najcenniejsze. Organizator zakamuflował to zresztą brawurowo: wedle zapowiedzi miało być zwykłe spotkanie autorskie z Antonim Liberą z cyklu Autorzy „Kwartalnika Artystycznego”. Efekt zaskoczenia był.

Działy:
Emilia Walczak

To oczywiście jeden z bardziej znanych cytatów z kultowego filmu Hydrozagadka Andrzeja Kondratiuka. Słynną kwestię wypowiedziała na ekranie drugoplanowa aktorka Wiesława Mazurkiewicz, a jej karykaturalna rola wzorowana była oczywiście na postaci niewidomej kwiaciarki z arcydzieła Charlesa Chaplina pt. Światła wielkiego miasta, od Hydrozagadki starszego o 39 lat. Temu felietonowi na pewno bliżej będzie klimatem do historii o włóczędze Charlie’em, choć i z hydrotechniką będzie miał poniekąd coś wspólnego, albowiem po części dotyczyć będzie Smukały. A w tej oto znajduje się przecież jedna z trzech bydgoskich elektrowni wodnych – ta największa, odbudowana po wojnie w 1951 roku, o dwu turbinach Kaplana, generujących łączną moc aż czterech megawatów (to oczywiście wiedza z Wikipedii, nie oszukujmy się…).

Działy:
Kuba Ignasiak (kig), Michał Tabaczyński (mt), Emilia Walczak (emi)

Wiele żartów wymieniliśmy na temat festiwalu, ale tak naprawdę nie było nam do śmiechu. Bydgoszcz ma kilka świetnych festiwali, ale o żadnym z nich nie mogliśmy przeczytać na pierwszej stronie bulwarówki. A niemal wszystkie na taką uwagę zasługują. Zasługują na to, żeby o nich dyskutowali ludzie, żeby zdjęcia z odbywających się w ich ramach wydarzeń zdobiły pierwsze strony gazet, tygodników opinii, nawet brukowców, żeby mówiły o nich ogólnokrajowe telewizje – marzymy o tym skrycie, ale wiemy, że się nie doczekamy.
Doczekaliśmy się namiastki tego zainteresowania przy okazji Festiwalu Prapremier. I nie tylko tego. Doczekaliśmy się kilku zgłoszeń do prokuratury, doczekaliśmy się wstydliwych zapowiedzi władz samorządowych dotyczących możliwości wprowadzenia cenzury ekonomicznej. W przeciwieństwie do niemal wszystkich składających te zawiadomienia, widzieliśmy nie tylko ten (tak, ten!) spektakl, ale i wszystkie inne przedstawienia.
Widzieliśmy wszystkie przedstawienia i wiemy, że widzieć – a tym bardziej oceniać – ten festiwal przez pryzmat jednej okładki jest rzeczą intelektualnie wstydliwą. Szczęśliwie – nie jest to nasz wstyd. Niech się wstydzą ci, którzy powinni. Niech wstydliwi nazwą nas bezwstydnymi – by odwołać się tą frazą do wielkiego greckiego poety, skoro już Grecja była specjalnym gościem tego festiwalu.
Prapremiery w 2016 roku były przebogate: chwilami ostre i kontrowersyjne, a chwilami – piękne i delikatne. By przekonali się o tym bogactwie ci, którzy go nie doświadczyli (także ci, którzy byli na tyle bezwstydni, by nie powstrzymywało ich to przed zatrudnianiem prokuratury), dzielimy się z Państwem naszymi wrażeniami. Pominęliśmy te spektakle wyprodukowane w Teatrze Polskim w Bydgoszczy, które bydgoska publiczność mogła zobaczyć już wcześniej i o których zdążyliśmy nawet pisać.

Redakcja „BIK”

Działy:
Michał Tabaczyński

Nasze miasto nie ma szczęścia do ogólnopolskiej obecności w mediach. Albo właśnie ma szczęście (zależy od tego, czy uważamy, że powinni mówić o nas dobrze, czy tylko nie przekręcać nazwy lub – ewentualnie – stosować poprawną odmianę). Bądźmy jednak maksymalistami: niechby o nas mówili z innych powodów niż te, które pokazują Bydgoszcz jako obiekt śmieszności. Nie żebyśmy nie mieli poczucia humoru, mamy i bawimy się tymi śmiesznościami, naszymi śmiesznościami potrafimy się cieszyć, ale – powiedzmy sobie szczerze – czy nie kosztuje to nas zbyt wiele wysiłku? Czy nie wolelibyśmy śmiać się z siebie trochę rzadziej? Czy musimy wciąż udowadniać ten najwyższy poziom poczucia humoru (jak się powszechnie twierdzi), który pozwala śmiać się z samych siebie? Jestem wielkim zwolennikiem śmiechu w kulturze, jestem entuzjastą kultury jako zabawy, jestem amatorem absurdu i admiratorem groteski – ale bez przesady. Bez powagi żart traci na ostrości.

Przemysław Nowakowski

Pytanie „czy warto czytać fantastykę?” łączy się z zagadnieniem: „gdzie znajdują się granice wyobraźni?”. Czy fantastyka to tylko znany od lat triumwirat gatunkowy: fantasy, science fiction i horror, czy też jej domena sięga nieco głębiej: do mitologii, metafizyki i fizyki kwantowej? Jeśli bowiem „fantastyczne” jest wszystko, co ma jakikolwiek związek z wyobraźnią, transcendencją lub przyszłością nauki, to owa tematyka powinna być najważniejszym kierunkiem nie tylko współczesnej literatury, ale całej kultury i sztuki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2016