Luty 2016
Bartłomiej Siwiec

Nie wiem, czy Państwo też tego doświadczaliście, ale ja doświadczałem wiele razy. Otóż dziesiątki razy słyszałem narzekania bydgoszczan na Toruń, na to, że tamci mają świetny uniwersytet, a nasz jest taki – delikatnie mówiąc – przeciętny, na to, że oni mają ten wymarzony kierunek studiów, a władze naszej uczelni dopiero o nim myślą, na to, że książka wydana w niewielkim nakładzie w ich bibliotece uniwersyteckiej jest dostępna, a w naszej nie figuruje. Najbardziej sfrustrowani szli dalej i mówili tak: w 1945 roku grupa naukowców z Wilna z fantastycznego uniwersytetu Stefana Batorego przez pomyłkę wysiadła z pociągu o jeden przystanek za wcześnie. To, że Toruń ma tę wspaniałą placówkę, to jest przypadek, jakieś nieszczęśliwe zrządzenie losu, przecież oni wszyscy powinni wysiąść w Bydgoszczy. Każdy przecież wie, że w 1945 roku Bydgoszcz była miastem większym, została stolicą województwa i że to nam się już wtedy taka placówka należała. 

Działy:
Szymon Andrzejewski

Na dywanie w moim pokoju leżą okruszki. Widzę je bardzo dokładnie i chociaż nie jestem ich w stanie policzyć to z dokładnością kilku lat i miesięcy wiem jakie sytuacje je tam pozostawiły. Okruszki mają różne kształty, kolory i wielkości. Gapię się na nie w pozycji siedzącej, bo taką od pewnego czasu preferuje mój organizm. Jak się siedzi to mniej rzeczy umyka, ponieważ prędkość z jaką te rzeczy się poruszają nie jest dublowana przez nasz własny pęd. Niezależnie od wektora pędu tego i absolutnie bez związku z osiąganymi kilometrami na godzinę. Jak się siedzi to smużenie mijającego świata jest bardziej ogarnialne i można więcej zrozumieć. Pewnie dlatego ci co są z nas najmądrzejsi siedzą raczej, a nie pędzą bezustannie zmieniając kierunek lub trzymając się kurczowo jednego i z kołaczącym sercem trwają, wczepiając się w nadzieję, że nie wybiegną poza krawędź znanego im uniwersum. Wybiegłem poza nią kilka razy i nie spotkałem tam niczego co sprawiłoby, że poczułbym się szczęśliwszy. No może na chwilę. O siedzeniu więc, w miesiącu co meteorologicznie będzie taki jaki być powinien albo zupełnie inny.

Działy:
Natalia Nazaruk

Bydgoszcz to niezaprzeczalnie piękne miasto, z ciekawą historią i szerokimi perspektywami rozwoju. Każdy, kto mnie zna, wie, jak wiele radości daje mi pisanie o Bydgoszczy, mówienie o niej, oprowadzanie po ciekawych w mojej opinii zakątkach, argumentowanie, dlaczego warto polubić to miasto. Jednak miłość ślepa to miłość niedojrzała – warto jest więc dostrzegać też wady, niedoskonałości tego, co się kocha, choćby po to, by móc próbować w mniejszym lub większym stopniu to zmienić na lepsze. Bydgoszcz przecież także ma swoje słabości, a wiele z nich powtarza się we wszystkich mniejszych i większych miastach Polski. Bardzo często są to efekty próby „pokolorowania” (dosłownie i w przenośni) otaczającej nas przestrzeni po latach PRL-owskiej szarości, ale nie brakuje też koszmarków typowych dla współczesności. Najbardziej bolesne dla zwykłego mieszkańca każdego miasta są brzydactwa estetyczne, które często bardzo łatwo byłoby usunąć lub poprawić, a jednak nieraz stają się one stałym elementem naszej codzienności. W gronie urbanistów i miłośników architektury mówi się o „gargamelach”, makabryłach, pastelozie i wielu innych, których potocznych nazw nie wypada przywoływać w tak szanowanym piśmie. Chciałabym jednak wypunktować tutaj kilka z tych bydgoskich elementów estetycznej hańby.

BIK

Fantastyczna perspektywa

Tak już nader wszechstronny twórca – bo i poeta, i prozaik, i dramatopisarz – Jarosław Jakubowski może wzbogacić jakże już bogatą paletę uprawianych przez siebie literackich gatunków. Jako rzecznik prasowy wojewody realizującego przedwyborcze obietnice PIS-u, bydgoski literat ma wszelkie warunki, by zebrać materiały do wystartowania w konkurencji… political fiction.

Działy:
Marta Kładź-Kocot

Pamiętam tamten dzień, kiedy przywieziono ją, krwawy strzępek, do szpitala Wydziału Wewnętrznego. Natychmiast została podłączona do aparatury i dostała zastrzyk ze steonalu, żeby ochronić mózg. Stwierdzono tylko niewielki obrzęk. Funkcyjny pielęgniarz powiedział mi, że w jadący tunelem kravu kapsułowy samochód Neiris uderzył sunący z przeciwka korkociągowymi turbulencjami pojazd konserwatora. Siedzący w środku chłopak, początkujący pracownik, nie był w stanie zapanować nad kierownicą. Jedno tunelowe skrzyżowanie wcześniej oberwał się zaczep rury prowadzącej do kanału pneumatyzatora. Rura zaczęła się wić i chaotycznie siać we wszystkie strony sprężonym powietrzem, które wprawiało niewielki pojazd w nieopanowane turbulencje. W ten sposób doszło do zderzenia. Pracownik kravu zginął na miejscu. Z Neiris pozostał krwawy strzęp. Zwykły wypadek.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2016