Styczeń 2016
Marta Kładź-Kocot, Tadeusz Krajewski

Fantastyka to specyficzna sfera literatury i kultury. Jej odbiór wydaje się radykalnie spolaryzowany. Z jednej strony ma zagorzałych zwolenników: uczestników konwentów, nałogowych czytelników, widzów i graczy. Zaczyna zdobywać sobie środowisko akademickie – pojawia się coraz więcej konferencji naukowych i publikacji dotyczących fantastyki. Z drugiej strony zarówno w popularnym, jak i akademickim odbiorze (nie mówiąc już o szkolnych polonistkach i polonistach!) uporczywie nie może pozbyć się „łatki” kultury infantylnej, eskapistycznej, oderwanej od rzeczywistości. W tym miejscu warto przywołać przepełnioną cierpką ironią anegdotę, opowiedzianą przez Terry’ego Pratchetta w Kiksach klawiatury:

„Przypominam sobie, że kiedyś Salman Rushdie był drugi w konkursie na tekst science fiction organizowany przez Gollancz pod koniec lat siedemdziesiątych. Wyobraźcie sobie tylko: przecież gdyby wygrał – ajatollahowie z Marsa! – nie miałby żadnych kłopotów z Szatańskimi wersetami, ponieważ byłaby to fantastyka, a zatem coś nieistotnego. Pewnie przyjeżdżałby na konwenty”.

Działy:
Bartłomiej Siwiec

Z poetą i eseistą Wojciechem Kassem, kustoszem Muzeum im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu, rozmawia Bartłomiej Siwiec.


Jak tylko jest okazja, chętnie odwiedza pan Bydgoszcz, a już chyba szczególnie chętnie, gdy zaproszenie pochodzi od Galerii Autorskiej Jacka Solińskiego i Janka Kaji…
Po raz pierwszy trafiłem do Galerii Autorskiej przy ul. Chocimskiej w 2004 r., na spotkanie autorskie Ewy i Krzysztofa Kuczkowskich. Przyjechałem z nimi wprost z Gniezna, skąd pochodzi moja żona. To zabawne, Krzysztof urodził się w Gnieźnie i ożenił się z dziewczyną z Sopotu, ja urodzony w Sopocie za żonę wziąłem dziewczynę z Gniezna. Pamiętam, że kiedy znalazłem się w tej piwnicznej izbie zwanej galerią, pomyślałem: mała, ale szybko pozbyłem się tych myśli, wszak sztuka czyni miejsca większymi, niż są. Dwór ziemiański był dla chłopa strefą magiczną z wielu powodów, do jednych z najważniejszych jednak należała muzyka, która dobywała się z salonu i snuła pomiędzy dworskimi zabudowaniami, po parku, nad stawami. Podziwiam galerników Jana Kaję i Jacka Solińskiego za rzadko dziś spotykaną konsekwencję, to dzięki niej ich podziemie jest wciąż na wierzchu i kłuje pod żebra tych, którzy najchętniej zaoraliby wartości artystyczne i etyczne przez tych artystów reprezentowane; także dzięki swojemu uporowi skupili w swoim podziemiu grono wrażliwych ludzi i pięknych artystów, którzy – to jest pewne – nie zmieściliby się jednorazowo pod jego sklepieniem. Atrybutami monarchy były tron, jabłko, berło, atrybutami artystycznej niezależności Kaji i Solińskiego są autonomia i autorstwo. Powiedzieć o przedsięwzięciach kulturowych i artystycznych wypranych z autorstwa i autonomiczności, że są podejrzane, to zachować się co najwyżej poprawnie, one są zwyczajnym kitem.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Styczeń 2016