Listopad 2015
Kazimierz Kummer

Przy rzece rosła trawa – Tymotka. Niedaleko rosła druga trawa, z którą Tymotka zaprzyjaźniła się. Był to Śmiałek.
Tymotka nigdy nie pomyślała o tym, że Śmiałek mógłby do niej podejść. Rozumiała nieodwracalność ich położenia. Byli doskonałymi przyjaciółmi.
Na drzewie często siadał Wróbel i śpiewał najpiękniej ze wszystkich ptaków.
Tymotka zakochała się w nim.
Wspinała się i pyszniła w wietrze. Serce jej kurczyło się z bólu. Wiedziała, że Wróbel nigdy nie zakocha się w trawie. Wtedy właśnie zauważył ją.

Działy:
Kuba Ignasiak, Michał Tabaczyński, Emilia Walczak

Muszę przyznać, że tegoroczny Festiwal Prapremier (2–10.10.2015) był dla mnie sporym zaskoczeniem. Co prawda już rok temu, podczas konferencji prasowej nowy duet dyrektorski Wodziński/Frąckowiak zapowiadał odświeżenie jego, nieco już przykurzonej zdaniem wielu, formuły, ale nie przypuszczałem, że uda im się osiągnąć to w tak dużym stopniu, tak szybko. Udało im się i chwała im za to. Po pierwsze, festiwal stał się międzynarodowy – w tym roku poza przedstawicielami polskich scen gościliśmy teatry z Niemiec, Chorwacji, Wielkiej Brytanii, Libanu, Holandii i Szwajcarii. Po drugie, na deskach TPB (i Opery Nova dwukrotnie oraz synagogi w Starym Fordonie) tchnęło świeżością, dzięki wpuszczeniu na nie przeróżnych, często dalekich od klasycznych, form teatralnych, jak taniec, ruch czy performance. Po trzecie wreszcie, niemal cały tegoroczny program zbudowany był w oparciu o wydarzenia bieżące i, co widać w mediach (również tych społecznościowych), palące. Dominowały więc wojny, kolonializm, kwestie związane z emigrantami czy też bardziej popularnym ostatnimi czasy słowem „uchodźcy”. Pewną przeciwwagą do tego „ciężaru” tematycznego były koncerty w Mózgu, który wyrósł na pełnoprawny klub festiwalowy, stworzenie centrum festiwalowego vis-à-vis teatru oraz dosłowne wyjście tego ostatniego, jako instytucji, na ulicę, co tylko spotęgowało festiwalową atmosferę w mieście. Były też debaty, konferencje, dyskusje… Najważniejsze jednak były spektakle (po dwa dziennie, co wbrew pozorom nie było aż tak wyczerpujące), skupmy się więc na nich. (kig)

Działy:
Tomasz Kaźmierski

Z organizatorem 11 edycji Mózg Festivalu, Sławomirem Janickim rozmawia Tomasz Kaźmierski, Polskie Radio PiK, „Muzyka Spoza Układu”.


W tym roku chyba po raz pierwszy tak bardzo rozbudowany Mózg Festival?
Faktycznie, nie dosyć, że odbywa się w Warszawie i w Bydgoszczy, to w Bydgoszczy ma dwie odsłony. Za nami już mocne październikowe otwarcie, a przed nami ciekawe trzy dni.

Działy:
Hanna Strychalska

W dniach od 7 maja do 3 czerwca 2015 r. w Galerii Miejskiej bwa w Bydgoszczy prezentowano wystawę malarstwa Ryszarda Wieteckiego. Okazją był jubileusz 50-lecia pracy twórczej artysty – malarza i rysownika, zajmującego się także grafiką użytkową. Ekspozycja miała charakter monograficzny. Przypomniano więc najpierw o grupie przyjaciół, wywodzącej się z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, z malarskiej pracowni profesora Stanisława Borysowskiego, która postanowiła od czasu do czasu wspólnie prezentować swoje obrazy. Tę nieformalną grupę artystyczną, działającą w latach 1966–1976, współtworzył Ryszard Wietecki wraz z nieżyjącymi już – Jerzym Gurdą i Leonem Romanowem. Wyeksponowano po jednym obrazie każdego z malarzy, odnosząc się do ich wystaw indywidualnych, które łącznie stworzyły dużą i oryginalną ekspozycję malarstwa abstrakcyjnego, pokazaną w 1967 r. w bydgoskim BWA. Nie mogło też zabraknąć konceptualnych obiektów oraz druków o charakterze prowokacyjnych manifestów, kolportowanych w całym kraju, z okresu działalności „Niezależnej Galerii Nieistniejącej NIE” oraz jej kolejnych odsłon – Galerii „NIECH” i „Półoficjalnej Witryny Niezależnych”, co sygnowali Ryszard Wietecki i Leon Romanow, w latach 1970–1972. Od lat 90. po chwilę obecną malarz realizuje cykl prac pod wspólnym tytułem Znaleziska z przeszłości. Są to obrazy na płótnie, w technice akrylu, rysunki na papierze, przypominające miniaturę wykonaną ołówkiem, a także duże printy, w których wykorzystana jest fotografia i technika druku cyfrowego.

Działy:
Michał Tabaczyński

Zdecydowanie zbyt często – o wiele częściej, niżbym chciał – przychodzi mi pisać w „BIK-u” nekrologi. Niefortunnie: nie chciałbym wcale, ale rozumiem nieuniknioność, godzę się na nią. Jednak najsmutniejsza jest przedwczesność takich pożegnań. I tak jest w tym przypadku.

Michał Jagodziński był – takie miałem odczucie – bardzo niedocenianą postacią w życiu kulturalnym Bydgoszczy. Szczególnie w kontekście swoich zasług, swojego formatu. A był człowiekiem dużego formatu, łączącym w sobie inteligencję i łagodność, błyskotliwość i dobroć. To moje ulubione połączenie w zestawie możliwych ludzkich charakterów.

Moja przygoda z radiem była dość krótka – nie na tyle jednak incydentalna, by stwierdzenie, że i moim szefem przez chwilę był Michał Jagodziński, można było uznać za uzurpację. I moim szefem był Michał Jagodziński. Miałem tę przyjemność i teraz – taki to paradoks – jest mi tym bardziej smutno.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Listopad 2015