Lipiec/Sierpień 2015
Małgorzata Szymańska

Niedawno spostrzegłam, że mało rzeczy daję do naprawy. Nieczęsto jakiś przedmiot wydaje mi się godny oddania w ręce specjalisty i tym samym uzyskania drugiego żywota. Zawsze pojawia się myśl: po co tracić czas, prościej kupić… Mam poczucie, że dookoła jest coraz mniej wartościowych przedmiotów, brak im jakości, bo nie wykonał ich prawdziwy rzemieślnik. Pamiętam stare skórzane buty mojego dziadka. To były buty! Dziadek przechodził w nich niejedną zimę i zawsze powtarza, że rzeczy wyprodukowane dawniej mają znacznie dłuższy termin użytkowania. Idąc tropem tęsknoty za tym, co dobrej jakości i treści, z potrzeby bycia tu i teraz, najsolidniej i najrealniej, zrodził się niniejszy tekst…

Działy:
Pomysł i opracowanie: Emilia Walczak

Poprosiliśmy dziesięć osób w różny sposób związanych z bydgoską kulturą o wzięcie udziału w naszej wakacyjnej minisondzie. Wszystkim im zadaliśmy następujących pięć nieskomplikowanych pytań, dotyczących najciekawszych ich zdaniem letnich wydarzeń kulturalno-rozrywkowych, wartych odwiedzenia miejsc i książkowo-muzycznych wydawnictw, które dobrze smakują akurat w kanikułę:

  1. Jakie atrakcje turystyczne Bydgoszczy i okolic szczególnie poleciłby Pan / poleciłaby Pani na wakacje?
  2. Co z letnich wydarzeń kulturalnych w regionie, ale też w kraju (a może także za granicą?), jest w Pana/Pani kalendarzu? (festiwale, koncerty itp.)
  3. Jaka książka towarzyszyć będzie Panu/Pani w wakacyjnych wojażach?
  4. Jaka muzyka będzie grała w Pana/Pani słuchawkach?
  5. Kogo z ludzi kultury chciałby Pan / chciałaby Pani spotkać na swoim wakacyjnym szlaku i dlaczego?
Szymon Andrzejewski

Jem. Znaczy piszę głównie, oczywiście, w tym momencie, ale również jem. Polską. Pieczoną. I bułkę. I małosolnego. Nad Brdą się ta konsumpcja odbywa, a jako że słońce zdecydowało się dzisiaj nie operować na moim i tak już promieniowaniem udręczonym ciele, to mogę normalnie na czaszce ogolonej czuć bryzę. A bryza zawsze apetyt wzmacnia. Nie tylko na jedzenie zresztą. Spożywam więc z doskoku, bo jednak głównie piszę. A piszę jakby nieco zły i poirytowany może trochę, bo pięknie pisze się o czymś, czego się doznało, a znacznie gorzej o czymś, czego zmysły piszącego nie dostały do obróbki wtapianiem się. Gdy będziecie to czytać, to już będziecie wiedzieć. A ja pisząc, i delikatnie besztając w myślach konieczność oddawania tekstu na dwa tygodnie przed jego ukazaniem się w druku, nie wiem. Nie wiem, czy oni dobrze zagrali. Czy ona dobrze zaśpiewała. Czy to było magiczne. Czy opolskie raczej w proweniencji? Choć tego drugiego nie podejrzewam, bo i klasa, i umiejętności gwiazd Festiwalu Drums Fusion o kilka półek wyżej siedzą niż „klasa” i „umiejętności” większości występujących na tamtym festiwalu kiczu i żenady. Natomiast tak naprawdę to jeszcze nie wiem. I jak tak sobie nie wiem, to drżę cały w podnieconym oczekiwaniu tych dwóch miesięcy, co mnie znowu zaczerwienią. Jednakże nie kuszą mnie plaże Egiptu czy trakty bieszczadzkie. Kusi mnie to, co od zawsze stanowi kwintesencję moich uniesień upalnych. O lecie w mieście więc w miesiącu, co mi się rozpoczął, zanim się rozpoczął.

Działy:
BIK

Może chyba tak być, że na lato zostawię Państwa z wierszem. Pasuje, bo wiersz o lecie, na dodatek napisany przez jednego z najbardziej niesamowitych poetów współczesnych, Tadeusza Nowaka. Taki w pierwszym tomie swoich Psalmów poeta umieścił wiersz, Psalm o lesie, a tak idą dwie jego pierwsze strofy:

Bartłomiej Siwiec

Druga połowa lat osiemdziesiątych. Staram się znaleźć klamrę czasową tamtego okresu. Symboliczna jest data 26 kwietnia 1986 roku, kojarzona bardzo jednoznacznie: Czarnobyl. A jaka data zamyka ten okres? Może czas rozmów w Magdalence, czyli marzec 1989 roku, a może wybory kontraktowe z 4 czerwca 1989 roku, a może powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego, a więc początek września tegoż roku? Zresztą, to wszystko z punktu widzenia obserwatora życia społecznego wsio rawno. Koniec Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej był żałosny. Pamiętam zatłoczone ikarusy z podziurawionymi siedzeniami, zdemolowane wiaty przystanków, pobryzgane mury, zdewastowane klatki schodowe, zrujnowane kamienice, straszące szpetotą i szarością bloki. Najgorsze były jednak kolejki i stojący w nich ludzie. Mieli bardzo smutne twarze, często puszczały im nerwy. A powody awantur przecież były bardzo błahe. Czasami kością niezgody był kawałek mięsa lub kilo parówek, albo choćby kawałek kaszanki.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2015