Grudzień 2014
Piotr Siemaszko

Trzydzieści pięć lat temu Jacek Soliński i Jan Kaja zainicjowali działalność Galerii Autorskiej. Mieli do dyspozycji kilka metrów kwadratowych przestrzeni wystawienniczej i bezmiar entuzjazmu. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Po trzydziestu pięciu latach nadal dysponują kilkoma metrami przestrzeni i niewyczerpanym, młodzieńczym potencjałem energii, inwencji i wiary; dziś towarzyszy im jednak coś jeszcze: dojrzałe poczucie sensu, jakie towarzyszy tworzeniu wartości.

Działy:
Małgorzata Maniszewska

Rigoletto Verdiego, którego premiera odbyła się 18 i 19 października, będzie można w bydgoskiej Operze Nova zobaczyć dopiero w drugiej połowie stycznia. Zostało więc sporo czasu, by zarezerwować sobie wieczór na pójście do opery. A warto. Zarówno miłośnicy pięknej muzyki i śpiewu, jak też oczekujący od opery wydarzenia scenicznego, będą z pewnością zadowoleni. Premierowe przedstawienie mogłoby bowiem gościć na każdym europejskim festiwalu, wystawiając jak najlepsze świadectwo artystom, którzy je zrealizowali.

Działy:
Emilia Walczak

To był akurat dzień wyborów samorządowych… Ale nie o wyborach chciałabym tu pisać, będzie zatem o czymś zupełnie innym. Był to więc jeden z tych smutnych, jesienno szarych dni, jakie wszyscy pod tą szerokością geograficzną dobrze i dotkliwie znamy, a ja akurat jechałam tramwajem numer jeden z Wilczaka do centrum. Krajobraz za oknem nie zachwycał: dżdżysta bylejakość i monotonia upstrzona śmieciami – pamiątką po tych wszystkich sążnistych sobotnich melanżach. O, i dach kościoła wymieniają…

W pewnym momencie, na przystanku Nakielska/Stawowa środkowymi schodkami jedynki wspięło się trzech młodych jegomości, ale takich jakby nożem odcinających się od reszty tramwajowego otoczenia: ciuchy mieli trochę niby od Jacka White’a wzięte, a głowy – mogłabym powiedzieć, że od Jamesa Deana, ale do bimby wnieśli tyle koloru i groteskowego w tym tramwajowym kontekście poloru, że skojarzyli mi się raczej z kreskówkowym i pstrokatym Johnnym Bravo. Pierwsza moja myśl – że muszą to być muzycy jakiegoś shoegaze’owego zespołu i właśnie wracają z próby. Tak, zapewne, ale zaraz, zaraz… Tak bez instrumentów całkiem i tak z rana? Do tego z Nakielskiej? Do tej pory widywałam tu tylko zasępionych ludzi podążających z foliówkami z przedstawieniem jakiejś pogniecionej martwej natury w stronę sklepu monopolowego otwartego dwadzieścia cztery ha… Tkwiłam więc chwilę w tej konfuzji, aż do momentu, kiedy z ich ust nie zaczęły wypływać słowa angielskie. I nagle przypomniałam sobie: no przecież – festiwal Camerimage się wczoraj zaczął!

Działy:
Michał Tabaczyński

To nie sam czas, ale kalendarz bywa naszym wrogiem. Wprowadza brutalnie sztuczne cezury, dzieli nam nasze prace i plany na dni, tygodnie, miesiące, pogania nas, wytycza nieprzekraczalne (a niemal zawsze nierealne) terminy. Koniec roku jest okresem niezwykle stresującym. W kulturze też – domyślam się, że to nie tylko moje odczucie – wprowadza pewne chronologiczne zamieszanie, mianowicie: nadkłada na siebie obce sobie kalendarze. A właściwie: zderza je ze sobą. Zderza rok kalendarzowy z sezonem artystycznym. Każe czynić podsumowania (podsumowania, ankiety, bilanse – to chroniczna choroba naszych czasów), nim jeszcze nowy artystyczny sezon zdążył się rozkręcić, a o starym już trochę zapomnieliśmy.

Hanna Strychalska

Rzeczywistość w obrazach Wojciecha Nadratowskiego nie jest tym, czym się wydaje. Ale jaka właściwie jest ta rzeczywistość? Co nam się wydaje? 

Artysta obserwuje naturę. Jest nią zafascynowany, jako czymś wszechobecnym, różnorodnym, żywym, a więc zmiennym. Naturę pojmuje szeroko. To dalekie, bogato ukształtowane pejzaże, fantastyczne ryby, piętrzące się i widziane w nieznanych nam wcześniej perspektywach kamienice oraz niezidentyfikowane fragmenty materii, którą odczuwamy jako organiczną i pulsującą własnym, ukrytym życiem. To może być jedynie strzęp materii albo przeciwnie – ujęcie z wysokości satelity. Czy to ważne? Natura jest tylko inspiracją.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Grudzień 2014