Czerwiec 2014
Michał Tabaczyński

1.

Cezura numeru dwusetnego (z kwietnia roku 1991) jest mocna, bo zaznaczona już na okładce. Znika dotychczasowa winieta, znika używany schemat kompozycyjny okładki, zamiast tego pojawia się malowany projekt autorstwa Stanisława Stasiulewicza (znam ten styk i nawet temat z jego udostępnionych na ubiegłorocznej wystawie szkicowników). Zmienia się też wnętrze. To już nie skład robiony w metalu, ale znak nowej epoki, która nam wydaje się teraz zupełnie oczywista – skład komputerowy!

Nowa forma, jak każda nowość, wywołuje pewne opory. Pisze nie do końca zadowolony czytelnik (Jerzy Kaszuba): „Moda na przewietrzanie i zmiany dotarła i do Was. To dobrze. Okładka jest inna – gorsza (ale może tańsza). Druk drobny i bardziej niewyraźny, a zdjęcia wyblakłe. Chociaż więc wszystko jest gorsze – to i tak dobrze, że Informator reformuje się. Nadąża za stylem czasów, w których zmiana jest główną wartością. Bo nie po to się zmienia, by było lepiej, lecz by… inaczej. A inaczej jest! Szkoda!”.

Musiała się redakcja, czego nie chce zauważyć ironiczny czytelnik (czule ironiczny, bym powiedział, ale jednak ironiczny), borykać z wyzwaniem nowej technologii. Stąd ten mniejszy druk (skład komputerowy pozwalał na takie cuda, a oszczędność miejsca była na pewno kuszącą perspektywą). Stąd te zabawy ze zdjęciami (nie tyle są – jak zauważał czytelnik – wyblakłe, ile przerobione w sposób, który rzeczywiście sprawia, że niewiele na nich widać). Nowa technologia w tych pionierskich czasach pewnie nie dawała się łatwo ujarzmić, ale dawała nowe możliwości i musiała bardzo ułatwiać pracę.

Działy:
Szymon Andrzejewski

BIK, Pałac Młodzieży i ja. W zacnym wylądowałem towarzystwie. Z tym drugim związałem się bardzo wcześnie poprzez nauczanie mnie języka Szekspira, a w tym pierwszym mnie Państwo czytujecie. Albo nie. Jeśli nie, to nie wiecie, że właśnie o Was piszę. Co rodzi pytanie, po co to robię? Pytanie to z kolei rodzi odpowiedź – bo kocham to robić. Gdy spotykam moich, brzuchatych już w większości, kolegów z podstawówki albo zmęczone już w większości codziennością koleżanki z liceum to słyszę często, że lata te, za które wystawię sobie zaraz rachunek minęły „jak z bicza strzelił”, „w mgnieniu oka”, „zanim się człowiek obejrzał”, „raz dwa”… No, chyba Wam, szanowni znajomi z placówek edukacyjnych! Mnie natomiast zdecydowanie nie! Przypinałem każdą chwilę pinezką emocji do deski czasu (dzięki, Paktofoniko) i zawsze mogłem do niej wrócić. I są na tym kawale drewna kolorowych główek miliony. Podsumowania to nie jest moje hobby, ale co tam… raz nie zawsze. A może się to komuś przyda. Rachunek więc w miesiącu, co mnie na świat wypluł i pokrytego bąblami praży z roku na rok słońcem, co jest bez sumienia.

Działy:
Michał Tabaczyński

XII edycja Bydgoskiego Trójkąta Literackiego będzie poświęcona literaturze niefikcjonalnej, a dokładniej dwóm jej gatunkom: reportażowi i esejowi. Bydgoszcz odwiedzą wybitni reportażyści – Lidia Ostałowska i Wojciech Tochman, wykwintni eseiści – Marek Bieńczyk i Tomasz Różycki, a także rewelacja ostatnich sezonów – Ziemowit Szczerek, który łączy w swoim pisarstwie powagę reportażu, powab literatury pięknej i lekkość „new journalism”.

Działy:
Michał Tabaczyński

Dołączony do poprzedniego BIK-u reprint pierwszego numeru – jak mogę sądzić z tego, co do mnie dotarło – zaskoczył, rozbawił, niektórych rozczulił, innych zadziwił. Dla mnie to była ciekawa podróż w przeszłość. Najoczywiściej nieudana, ale, często o tym piszę, podróże w przeszłość są nieudane z definicji.

W jednej ciekawej, choć niezbyt długiej dyskusji o podróży w przeszłość, brałem nawet udział (na pewnym portalu społecznościowym, rzecz jasna, tam się przecież teraz dyskutuje – także o podróżach w czasie). Dyskusja, mimo iż niezbyt długa, to była wielowątkowa na tyle, że trudno ją streszczać. Dwa obozy dyskutujących się ścierały: jeden twierdził, że program wydarzeń kulturalnych na maj roku 1974 ciekawszy był od obecnego, drugi natomiast dowodził, że od tamtego roku do dziś przebyliśmy całe galaktyki i trudno porównywać dzisiejszy świat do tamtej przaśności (ja byłem w tym drugim).

Monika Grabarek

Z Martą Filipiak artystką i animatorką rozmawiała Monika Grabarek.


Sen jest bardzo ważnym motywem w Twojej twórczości, przewija się niemal w każdym działaniu artystycznym, z którym jesteś związana. Chyba wszyscy pamiętamy spektakularne Sny Mani, które wydarzyły się w Ostromecku kilka lat temu. Teraz ponownie zanurzasz się w marzenia senne, tym razem w Lubostroniu.
Oko, nigdy nie śpi na pewno jest kontynuacją moich wcześniejszych działań, chociaż ten projekt narodził się nieświadomie tak jak sen. Jak widać jest to temat wokół którego krążę, z różnych stron do niego podchodzę i jest on dla mnie ważny, ale nie zaplanowałam tego. Projekt Oko skrystalizował się jesienią zeszłego roku, motywem przewodnim jest sen ujęty w przeróżnych konfiguracjach i aspektach. Hasłem do spotkania jest sen – zarówno jako obszar poszukiwań i inspiracji artystycznych, ale także w swoim symbolicznym wymiarze. Pomysłem Fundacji Kultury Rozruch, która jest organizatorem projektu było nawiązanie do surrealistycznego postulatu etycznego, który podkreśla rolę przypadkowych spotkań. Oko, które nie śpi, zaczerpnęłam z książki, którą napisał Dennis Genpo Roshi Merzel Oko nigdy nie śpi. Jest to czternaście mów Dharmy, które są komentarzem do starochińskiego poematu zen Hsin hsin ming. Jest to bardzo wyjątkowy i ważny dla mnie tekst, postanowiłam, że tak właśnie nazwę działania w Lubostroniu. Nasz plan zakładał, że ta specyficzna tematyka przyciągnie określone osoby, ale również zależało nam, by przyjechali tacy goście, dla których te zagadnienia nie są zupełnie oczywiste i zabrali w tej sprawie głos.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Czerwiec 2014