Luty 2014
Justyna Gongała

Zmęczenie rzeczywistością – stan, którego niewątpliwie doświadcza każdy z nas, szczególnie dziś, w obliczu mnogości kanałów transmisyjnych, za pośrednictwem których dociera ona do nas ze swych najodleglejszych zakątków. Zmęczeni rzeczywistością to także popularny termin ukuty przez Jakuba Banasiaka na określenie postawy polskich artystów młodego pokolenia, których działania charakteryzuje ostentacyjne odrzucenie tematów związanych z szeroko pojętym realizmem, ukierunkowanie na eksplorację własnej wyobraźni, szukanie – wzorem surrealistów – inspiracji w sferach podświadomości, czerpanie z tradycji artystycznej i równoczesne sięganie po współczesne formy wypowiedzi: ilustrację, komiks, stylistykę kiczu i estetykę abstrakcji. Tendencja ta jawi się jako wyraźna opozycja wobec popularnej w latach 90. i wciąż żywej sztuki zaangażowanej w sprawy społeczne i polityczne. Po długim okresie modernistycznych i postmodernistycznych rozważań nad metaartystycznymi problemami sztuki oraz zaangażowania działalności artystycznej w sferę publiczną, młodzi twórcy, zamiast komentować rzeczywistość, starają się stworzyć dla niej alternatywę. Starają się wracać do tego, co leży u źródeł sztuki – pierwiastka kreacyjności, prymatu wyobraźni i niczym nieskrępowanej indywidualnej ekspresji artystycznej. 

Działy:
Tomasz Kaźmierski

Podsumowania ciąg dalszy, wszak to dopiero luty, a dokonywanie podsumowań z jakiejś perspektywy jest chyba słuszniejsze, gdyż z czasem emocje gasną, a zostaje rozsądek. O nowych płytach Variete i Alameda 3 pisałem w styczniowym BIK-u, zatem jeszcze tylko przypomnę, że w Variete doceniam umiejętność „pozostania sobą” i potraktowania współczesności jako budulca. Natomiast płytę Alameda 3 nazwałem albumem totalnym i podtrzymuję to zdanie po kolejnym miesiącu słuchania. W końcu, jeśli podczas odsłuchu płyty kilka razy pojawiają się dreszcze na plecach, to można z pewnością uznać Późne królestwo za coś dobrego, bo, generalnie, dreszcze pojawiają się coraz rzadziej.

Działy:
Szymon Andrzejewski

Z Marcinem Degowskim gitarzystą i organizatorem koncertów rozmawia Szymon Andrzejewski.


W dniu, w którym umówiliśmy się na rozmowę po raz pierwszy urodziła się twoja córeczka, Helenka. Gratulacje. Ważny moment w życiu?
No, zdecydowanie. Przepiękny… Początkowo miałem nadzieję, że urodzi się w moje urodziny czyli jedenastego stycznia, a przyszła na świat ósmego. Tak jak Elvis Presley. To fajnie wróży na przyszłość.

Działy:
Maciej Federowicz

Z Pawłem Sztarbowskim, dramaturgiem Wesela w reżyserii Marcina Libera oraz dyrektorem programowym i kierownikiem literackim Teatru Polskiego w Bydgoszczy, rozmawia Maciej Federowicz.


Zacznijmy od pytania najbardziej oczywistego, ale jednak istotnego. 30 grudnia 2013 r. odbyła się premiera Wesela w reżyserii Marcina Libera. Ty jesteś dramaturgiem tego spektaklu. O czym jest Wesele wg duetu Sztarbowski-Liber?
Z wybitnymi dziełami, a dramat Wyspiańskiego jest takim dziełem z pewnością, jest trochę tak, że strasznie trudno odpowiedzieć w kilku zdaniach, o czym one są, czy też, o czym mogłyby ewentualnie być. Podczas pracy z Marcinem Liberem ważne stało się dla nas, by nie pozostać tylko w polityczno-społecznej warstwie tego dramatu, ale dotrzeć do bólu, leków i tęsknot każdej z postaci. Na użytek tej pracy określiliśmy, że Wesele jest „dramatem rozpaczy”, że każda postać pod wpływem tej weselnej uczty, pod wpływem wypitego alkoholu i spotkań z innymi bohaterami, znajduje się w sytuacji ekstremalnej lub uświadamia sobie bezsens własnego dotychczasowego życia i własnych wyborów. Takimi słabymi, zrozpaczonymi, samotnymi ludźmi bardzo łatwo manipulować. Byle zdarzenie, byle lider, byle symbol jest w stanie stać się dla nich zapowiedzią lepszego życia i obietnicą spełnienia, odmiany. Niewielkiej iskry potrzeba, by ta sympatyczna weselna gromada zamieniła się w ludzkie kłębowisko – fanatyczne i niebezpieczne. Zaczynamy spektakl Korowodem Leszka Aleksandra Moczulskiego (znanym głównie dzięki piosence Marka Grechuty), ze słowami: „Zapatrzeni w tańcu, zapatrzeni w siebie”. Myślę, że to zapatrzenie w siebie „wciąż niepewnych siebie” bohaterów jest jakimś tematem i wyraża niemożność porozumienia i wspólnego bycia. Bo za tym idzie szukanie wspólnego wroga, kozła ofiarnego, którego można by obwinić za własny los, wyżyć się na nim.

Działy:
Michał Tabaczyński

Jest cała sfera pytań koniecznych, których sobie na co dzień nie chcemy zadawać. Nie czujemy potrzeby? Boimy się odpowiedzi? Same pytania budzą w nas lęk? Może tak właśnie być. Można przeżyć całe życie i opierać się stawianiu tych pytań albo – gdy już ktoś je za nas postawi – nie udzielać na nie odpowiedzi. Zmierzam do tego, rzecz najzupełniej oczywista, że po to mamy sztukę, żeby stawiała te pytania i zmuszała do odpowiedzi. Nawet jeśli pytania są ryzykowne, a odpowiedzi – bolesne. Po to właśnie jest kultura i tym się właśnie różni sztuka od rozrywki. Wielka sztuka to nie ta, która błyszczy nazwiskami i upaja się snobizmem, to nie ta, która licytuje się sama ze sobą na hermetyczność, ani ta, która zawsze osiąga wyżyny kunsztu. Ale ta, która zmusza do zadawania wspomnianych pytań i odpowiadania na nie. Dlatego przecież nie zawsze ją lubimy, dlatego czasami ją odrzucamy, a czasami – przeciwnie – cenimy wbrew jej walorom (a często nawet: brakowi tych walorów).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Luty 2014