Styczeń 2014
Justyna Gongała

Fotografia to szczególne medium, które od początku swojego istnienia odgrywa niebagatelną rolę w kształtowaniu ludzkiego postrzegania – nie tylko w dziedzinie sztuki, ale przede wszystkim w codziennym życiu społecznym, a jej funkcje nieustannie poszerzają się i wraz z dynamicznym rozwojem technologii oraz środków masowego przekazu zyskują na znaczeniu. Funkcje fotografii można by długo wyliczać, kategoryzując je do sfery prywatnej, publicznej, czysto artystycznej, użytkowej itp. Jej fundament stanowi to, że obrazy odczytujemy wyraźniej niż inne formy komunikacji i to, że wciąż, mimo świadomości rozmaitych możliwości ingerencji w materię fotograficzną, obrazy techniczne nadal odbierane bywają bardzo powierzchownie, dosłownie, często bezrefleksyjnie, tym samym spłycają nasze postrzeganie, stając się skutecznym narzędziem manipulacji.

Działy:
Marcin Szymczak

Mógłbym zacząć od tego, jak bardzo boję się ostatnio otworzyć lodówkę, bo szansa, że wyskoczy z niej Kuba Ziołek wydaje się być coraz większa. Mógłbym, ale tego nie zrobię, choć faktycznie od jakiegoś czasu o Kubie mówi się coraz więcej i coraz lepiej. Bardzo zresztą dobrze, bo sobie na to chłopak zasłużył jak mało kto.

Ilość projektów, w które angażuje się Ziołek może budzić podziw, ale i pewne niedowierzanie. Tym bardziej, że nie cierpi na tym ich jakość. Kolejne „ziołkowe” wcielenia pojawiają się zupełnie niespodziewanie, mimo iż echa poprzednich nie zdążyły jeszcze na dobre wybrzmieć. Największym uznaniem cieszyła się dotychczas solówka, firmowana nazwą Stara Rzeka. Album Cień chmury nad ukrytym polem był (i nadal jest) gremialnie wychwalany przez wszelkiej maści dziennikarzy i krytyków. Od masowej „Gazety Wyborczej”, po niszowe blogi, czytane przez trzydziestu sześciu hipsterów gardzących każdą płytą, wytłoczoną w więcej niż dwóch tysiącach egzemplarzy (a i tak ostatecznie liczą się tylko wczesne ep-ki). Nie próbuję sobie nawet wyobrazić, jak potężnym szokiem dla tych „fetyszystów niszowości” musiała być nominacja Kuby Ziołka do Paszportu Polityki, w kategorii Muzyka popularna. Pozostali nominowani to Marcin Masecki (wszechstronny pianista i aranżer, balansujący na styku najróżniejszych gatunków i skory do ich beztroskiego przekraczania) oraz Dawid Podsiadło (finalista programu X Factor, gwiazda popu).

Działy:
Żaneta Dycha

1.

Napis na piasku plaży – taki ślad kolonistów. Dodajmy: napis na piasku plaży zmazany częściowo przez falę – taki to ślad kolonistów. Nietrwały. (Pierwsza i ostatnia strona okładki Piosenek kolonistów tak właśnie wyglądają.)

Ładnie (nie)rozwiązana dwuznaczność, piekielna zagwozdka: o jakich kolonistów chodzi? O dziesiątkowanych chorobami konkwistadorów (okręty, rapiery, śmieszne szyszaki na głowach, szkorbut, szklane paciorki) czy o dziesiątkowanych młodzieńczymi pragnieniami uczestników letnich obozów (okopane namioty, zapach brezentu, wczesna pobudka, podarte koszulki, poranione małe serduszka)? I ci, i ci mogliby śpiewać piosenki. Czy akurat takie? Czemu nie?

W każdym razie: i jedni, i drudzy mogliby zostawić taki ślad na piasku plaży. I w pewnej istotnej perspektywie – byłyby to ślady równie nietrwałe.

Działy:
BIK

To powyższe „Od redakcji” jest znaczące. Znaczące i wiekowe – 40 lat temu zdobiło BIK-owe wstępniaki, więc i w tym jubileuszowym roku, na jego początek, warto je przypomnieć (choć do prawdziwego jubileuszowego numeru jeszcze kilka miesięcy zostało). Czterdzieści lat to słuszny wiek. To, że udaje się utrzymać niszowe pismo przez tyle lat, że trwa ono – choć nie bez zmian – mimo zmian epok, mimo historycznych przełomów, mimo nieustannie zmieniających się koniunktur – świadczy dobrze o Bydgoszczy. To, że BIK się cały czas zmienia (a będę od tego numeru próbował przybliżać Państwu to, jak się pismo zmieniało i jak – widziana przez pryzmat pisma – zmieniała się kulturalna Bydgoszcz), dobrze świadczy o jego twórcach. Te tradycję staram się kontynuować.

Bartłomiej Siwiec

85 lat temu pod koniec 1938 roku prasa endecka dość obszernie informowała o napływie ludności żydowskiej na Pomorze. Straszono, że również Pomorze i Wielkopolska podzieli los innych województw, gdzie odsetek ludności żydowskiej był znaczny. Skąd tak niespodziewany napływ tej ludności? Otóż dwa miesiące wcześniej, pod koniec października, niemieckie władze zdecydowały się wypędzić tych Żydów, którzy zamieszkując w Rzeszy, zachowali polskie paszporty. Żydzi zostali wyrzuceni ze swych domostw (tak jak stali, mogli zabrać jedynie ubranie; od państwa nazistowskiego otrzymali „w prezencie” 10 marek niemieckich) i przewiezieni na granicę. Całą akcją kierował późniejszy szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinhard Heydrich. Władze polskie nie do końca wiedziały jak zareagować i w efekcie tego zamieszania kilkanaście tysięcy ludzi znalazło się w pasie granicznym pomiędzy Niemcami a Polską, a później w prowizorycznych obozach granicznych, z których największym był obóz w Zbąszyniu. Akcja ta została nazwana Polenaktion

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Styczeń 2014