Styczeń 2014
Monika Grabarek

Z Marcinem Zdrojewskim uczniem bydgoskiego plastyka rozmawia Monika Grabarek.

Twoje działania artystyczne wychodzą daleko poza ramy programu szkolnego. Gdzie był ich początek?
Wszystko zaczęło się od mojej zajawki kulturą hiphopową. Już w podstawówce zacząłem jeździć na deskorolce i zwracałem uwagę na to, co się dzieje na ulicy. Potrafiłem rozszyfrować niektóre ksywki na murach, zapamiętywałem ich styl, ale wtedy jeszcze nic swojego nie rysowałem. Obserwowałem starszych kolegów, to jak się ubierają, dopiero pod koniec szkoły podstawowej zaczęła kiełkować jakaś świadomość, pojawiły się pierwsze szkice liter, napisów i okazało się, że to zaczyna być takie moje. Ale o malowaniu jeszcze wtedy w ogóle nie myślałem, to była dla mnie zupełna abstrakcja. Wróciłem do deskorolki i na początku gimnazjum każdy piątek spędzałem w skateshopie Front na Dworcowej, spotykałem tam ludzi o takich samych zainteresowaniach i od tego się wszystko zaczęło. Moją przygodę z malowaniem liczę od mojej jednej z pierwszych prac, to były najpierw same litery. Potem zaczęły się pojawiać inne rzeczy w miarę jak nabywałem nowych umiejętności.

Działy:
Tomasz Kaźmierski

1.

Czekałem i się doczekałem. Jest nowa płyta bohaterów mojego starszego szczeniactwa czyli lat 15+. Mimo metalowego zakucia zawsze Variete na mnie działało. W ich muzyce było to, co w metalu czyli mrok. Było też coś, czego w metalu raczej nie było – świetne teksty. Grzegorz Kaźmierczak zawsze zabierał mnie w przerwaną podróż. Podczas piosenki pozwalał się przygotować do wyjazdu, spakować, usiąść w pociągu, który za chwilę ruszał. Kiedy już zdawało się, że jadę w dobrym kierunku i pojawiało się poczucie bezpieczeństwa, wtedy Grzegorz zawiązywał temat i znikał. Zostawiał mnie samego z tą niepewnością – w trakcie.

Działy:
Monika Grabarek

Ludzie związani z Mózgiem dzielą się na tych, którzy pamiętaj widok na park zaraz po wyjściu z klubu i na tych, dla których ów widok to prehistoria… Oni pamiętają już raczej tylko wielką ścianę Drukarni. Ci pierwsi to z całą pewnością Dorota Podlaska i Marcin Płocharczyk, do tych drugich z racji wieku zalicza się Marcin Zdrojewski... A jednak właśnie ta ściana ich połączyła we wspólnym działaniu. Oto rozmowa o tym, jak wielka szarość zamieniła się w dzieło sztuki.

Działy:
Michał Tabaczyński

Fake, czyli (udawany?) ból świata

Możemy się cieszyć, bo nieczęsto się nam to przydarza. Nieczęsto możemy się cieszyć z sukcesów bydgoszczan tak nieoczekiwanych, a tak miłych. Rozstrzygnięty niedawno I Konkurs Literacki im. Henryka Berezy „Czytane w maszynopisie” taką nam radość przynosi. Bardzo szacowne jury (w osobach Nataszy Goerke, Bohdana Zadury i Artura Daniela Liskowackiego) w swoim werdykcie nagrodziło bydgoszczankę, Emilię Plateaux (o prawdziwym nazwisku jakże dobrze pasującym w kontekście takich rywalizacji: Walczak!). Trzeba dodać, że przyznano trzy równorzędne wyróżnienia, ale w towarzystwie dwóch panów statecznych (którzy dwa pozostałe wyróżnienia zdobyli) Emilia Plateaux – dziewczęca w swoim pisarstwie i wielce obiecująca – dla mnie jest tego konkursu zwyciężczynią.

Działy:
Dominika Kiss-Orska

Z Łukaszem Urbaniakiem, laureatem ogólnopolskiego konkursu kompozytorskiego, edycji z 2013 roku, organizowanego w Poznaniu z okazji 1050 rocznicy Chrztu Polski rozmawia Dominika Kiss-Orska.


Co to za konkurs?
Był to konkurs kompozytorski Opus 966 dla młodych polskich kompozytorów. Został zorganizowany w Poznaniu przez Stowarzyszenie Miłośników Sztuki Vis Artis z okazji zbliżającej się 1050 rocznicy Chrztu Polski. Należało skomponować utwór nawiązujący do Chrztu Polski i tradycji muzyki chrześcijańskiej, składający się z 966 znaków muzycznych. Patronat objęli nad nim: Prezydent Miasta Poznania oraz Arcybiskup Metropolita Poznański.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Styczeń 2014