Wrzesień 2013
Michał Tabaczyński

Miasto żyje. Jest żywym organizmem, który rozwija się niezależnie od naszych planów i chęci. Albo ostrożniej: nie do końca zależnie od chęci i nadziei każdego z nas. Wpływ na rozwój miasta mają dopiero procesy społeczne w skali makro. Wpływ na ten rozwój ma też charakter miasta. Nie chcę tu rozwijać żadnej mistycznej koncepcji miasta jako organizmu żyjącego niezależnie od mieszkańców (to jest trochę wizja jak z horroru), mówię raczej o nieusuwalnej komponencie charakteru miasta, która wpływa na jego rozwój: o geografii miasta (to, czy leży na górze, czy leży nad rzeką, czy ma w swoich granicach jeziora, czy geografia sprzyja rozwojowi miasta czy przeciwnie – ogranicza jego terytorialną ekspansję itd.), o architekturze miasta (czy zabytkowa architektura sprzyja rozwojowi starych dzielnic, czy istniejąca architektura sprzyja czy ogranicza rozwój transportu miejskiego itd.), o demografii, o położeniu miasta względem drogowych, wodnych, kolejowych dróg komunikacyjnych, o dostępności energii, o geografii ekonomicznej regionu, o innych jeszcze bardziej subtelnych, ale pewnie także istotnych elementach.

Bydgoszcz też ma swój silny charakter, też rozwija się trochę sama – niebaczna naszych chęci i nadziei, oporna na globalizacyjne trendy, niewrażliwa na miękkie działania planistów. Czasami ta miejska inercja jest błogosławieństwem, bo zabezpiecza ten miejski organizm przed zmianami niepożądanymi, czasami – jest wręcz przeciwnie: miasto samo szkodzi sobie i swoim mieszkańcom. A jak jest w przypadku Bydgoszczy?

Działy:
Tomasz Kaźmierski

Jestem podbudowany niezależną siłą kulturalną mojego miasta. Jak to dobrze, że trochę się w tej dziedzinie w Bydgoszczy zmieniło. Duchamperie, Relokacje, Letnie Pranie Mózgu, Mobilne Muzeum Dzieciństwa, akcje Miejskiego Centrum Kultury: na Wyspie Młyńskiej, blokada filmowa i zapowiadane (numer zamykamy wcześniej) Świat Movie Niemcy. Jednak już teraz odważę się stwierdzić: znów udało się rozruszać latem miasto. Gdy większość instytucji kultury, tych poważnych, z wielkimi gmachami, zamyka swoje podwoje na wakacje – ludzie od projektów ruszają do roboty.

Roboty, którą wcześniej przez kilka miesięcy przygotowywali, planowali, umawiali artystów i szukali miejsc na działania artystyczne. Nie mam pretensji do szefów instytucji „z budynkami”, pewnie gdyby nagle zaczęli organizować koncerty w środku lata – zainteresowanie, spowodowane wieloletnim przyzwyczajeniem, byłoby znikome. Zresztą pracownicy tych instytucji, pracując ciężko w tzw. roku szkolnym, często przez całe weekendy, też pewnie marzą o odpoczynku, ale wiadomo o odpoczynku marzy każdy. Może zatem dobrze, że pojawiła się ta dwutorowość, że, zwłaszcza w czasie kanikuły, kulturę w większym stopniu biorą w ręce animatorzy, fundacje, ci, którzy chcą to robić dla innych.

Działy:
Marcin Szymczak

Z zapracowanym Kubą Ziołkiem o sukcesach, planach i The Doors rozmawiał Marcin Szymczak

 

Zna go chyba każdy, kto interesuje się polską muzyką alternatywną. Jego aktywność jest tak duża, że trudno prędzej czy później nie natknąć się na któryś z jego licznych projektów. Ostatnimi czasy najwięcej szumu narobiła Stara Rzeka, ale Kuba nie zamierza spoczywać na laurach i jesienią usłyszymy sporo nowej muzyki, do której twórczo przyłożył rękę.

Nadal dużo (zazwyczaj dobrze) mówi się o płycie Starej Rzeki Cień chmury nad ukrytym polem. Niedawno ukazał się album zespołu Hokei Don't go, a jesienią mamy się spodziewać kolejnego wydawnictwa Innercity Ensamble i pełnowymiarowego debiutu Alamedy 3. Sporo tego, a to przecież tylko część projektów, do których twórczo przyłożyłeś rękę.
Skąd potrzeba tak różnorodnej ekspresji i czy nie obawiasz się zarzutów o nadprodukcję, rozmienianie się na drobne, lub o to, że przez ilość cierpi jakość?

Do tego dojdą płyty T’ien Lai i Kapital. Jeśli któreś z tych płyt będą słabe, to stawianie zarzutów o nadprodukcję będzie uzasadnione. Póki co nie czuję, żeby to był problem. Kilka z tych płyt to debiuty zespołów, które przygotowywały materiał na te albumy od 2-3 lat (Alameda 3, Stara Rzeka, Hokei, T’ien Lai). Jest to muzyka w pełni przemyślana i uzasadniona, dopracowywana przez dłuższy okres czasu. Innercity Ensemble i Kapital to bardziej spontaniczne projekty, ale też taki był od samego początku zamysł i założenie. Jest to dla mnie (i dla całej ekipy, jak sądzę) przede wszystkim szkolenie się w improwizacji i nauka kolektywnego grania. Nagrania, które powstają tą metodą mają często posmak świeżości i niepowtarzalności, czego często brakuje bardziej dopracowanym produkcjom. W tym wypadku płyta i jej odbiór to zapis tego, jak improwizacja się powiodła, co należy poprawić, żeby robić lepszą muzykę.
Potrzeba ekspresji wynika chyba z koncepcyjnego ADHD, które mam w bardzo zaawansowanym stadium i chęci urzeczywistnienia wszystkich pomysłów. Jeśli zacznę nagrywać słabe płyty, to będzie to znak, aby się zatrzymać i udać na terapię.

Działy:
Małgorzata Maniszewska

Nie ma chyba wątpliwości o czym pisać zapraszając Bydgoszczan na wrześniowe koncerty. Wrzesień to od ponad pół wieku Bydgoski Festiwal Muzyczny, który użycza niektórych koncertów Toruniowi i innym miastom regionu. Od wielu lat marzy mi się, by ten nasz festiwal znalazł formułę wyróżniającą go pośród licznych krajowych imprez tego typu. Na przykład każdego roku jeden temat i zaproszenie do współpracy opery, teatru, któregoś kina, muzeum, a nawet księgarń. Ożyłoby dzięki temu miasto, a i zainteresowanie poza regionem byłoby większe. Ot, jednego roku, rycerz z La Manchy (W muzyce to nie tylko Richard Strauss, Georg Philipp Telemann, Jules Massenet, Leon Minkus, ale i Mitchell Leigh, Moniuszko, czy Noskowski; by nie wspomnieć o twórcach wszystkich innych sztuk pięknych, które ta postać wymyślona przez Cervantesa zainspirowała, łącznie z reżyserami filmowymi, choćby Pabstem, albo Kozincewem). Tematy można by nie tylko wytrząsać z rękawa, ale i wybierać w ten sposób, by mieściły się w – zawsze dla przedsięwzięć kulturalnych za małym – budżecie... Tak przy okazji jeszcze mała sesja popularnonaukowa dla zainteresowanych… Marzenie jest zapewne i ze względów finansowych i organizacyjnych bardzo trudne, ale przecież nie tak znowu nierealne… Może kiedyś ktoś je zrealizuje…

Monika Grabarek

Spotykamy się w samym środku wakacji, jak wiadomo lato słynie z ogromu filmowych imprez, przeglądów, festiwali… Jesteście ogromnymi pasjonatami X muzy i początkującymi filmowcami. Czy śledzicie te wszystkie wydarzenia?
Rafał Waraczewski: Oczywiście znamy te wszystkie letnie festiwale, ale w tym roku nie bardzo w nich uczestniczyliśmy, nie mieliśmy na to czasu. Ja wziąłem udział tylko w jednych warsztatach filmowych.
Stanisław Cuske: Niestety, w tym roku tak się złożyło, że nie pojechaliśmy na Nowe Horyzonty, ale w zeszłym roku braliśmy udział w tym festiwalu. Właśnie jesteśmy przed wyjazdem na wakacje, będziemy odpoczywać i zbierać energię do pracy, bo zaraz po powrocie zabieramy się za nowy film.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2013