Wrzesień 2013
Bartłomiej Siwiec

Stałem przed lustrem dłużej niż zwykle. Ogarnęło mnie złe przeczucie. Tak ten czas szybko leci. Strasznie szybko. Tradycyjnie pędzelek, krem do golenia marki Wars, żyletki Polsilver, potem woda kolońska. Dzień zaczyna się tak, jak setki innych. Piątek, 11 czerwca 1976 roku. W sobotę rozpalimy grilla. Wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze, cholera, musi być dobrze. Zaciąłem się.

Mam 33 lata. Troje dzieci, dobrą żonę. Niedawno zmieniłem pracę. Dobrze mi się teraz pracuje w przepompowni ścieków na Osowej Górze. Mam blisko do pracy. Dużo kumpli. Po pracy można „zrobić” jakąś flaszkę. Dzisiaj jednak to nie wchodzi w rachubę. Czeka na mnie jeszcze fucha. Od tygodnia wymieniam znajomemu instalację elektryczną. Właśnie dzisiaj zamierzam zakończyć robotę. Skasować. A może właśnie dlatego wypiję, choć jednego kielicha, zdezynfekuję się? Tak na uspokojenie. Wciąż mam złe przeczucie. Ten wiek chrystusowy tak na mnie dziwnie działa. W radiu właśnie powiedzieli, że dziś imieniny obchodzą: Anastazy, Barnaba i Paula. Nikogo nie znam o takim imieniu. Potem czas na przysłowia: „Gdy czerwiec wodą i chłodem szafuje, to zwykle rok cały popsuje”. Nie sprawdza się. Jest ciepło. Weekend zapowiadał się jeszcze pogodniej, raczej bez opadów. Wieje jedynie lekki wiaterek. To nawet dobrze. Grill się ładnie jutro rozpali.

Monika Grabarek

Jesteś zadowolona z akcji w Bydgoszczy?
Paulina Braun: Oczywiście, że tak! Jasne, że byłoby jeszcze lepiej gdyby jeszcze więcej ludzi wzięło udział w projekcie i odwiedziło się w swoich domach, ale jestem przekonana, że mimo wszystko było to bardzo mocne wydarzenie w tej dzielnicy. Sąsiedzi naprawdę zaangażowali się w sytuację. To, co się wydarzyło podczas odwiedzin, imprezy u pana Franka i potem sprawiło, że na pewno wrócę tu, spotkam się z nimi wszystkimi, przywiozę im w prezencie dokumentacje z całej akcji. To nie jest tak, że skończył się projekt, zrobiłam swoje i nic mnie więcej nie obchodzi. Los tych ludzi nie będzie mi już obojętny, będę chciała wiedzieć, co u nich, jak potoczyły się losy dwóch bezdomnych panów, którzy wzięli udział w akcji. Przyjadę jesienią, niech przyjdą refleksje, wszyscy nabierzemy do projektu dystansu i wtedy zobaczymy, co z tego wszystkiego zostało.

Szymon Andrzejewski

przez rude okulary (10)

Szanowny, miłościwie i sprawnie panujący nam Nadredaktor Supernaczelny, gdy oświadczyłem mu, że tekst o szkole (co w miesiącu dziewiątym – rodzącym w bólach kolejnych podatników byłoby posunięciem naturalnym) mi nie idzie, powiedział, że „nie musi być śmiesznie”. „Wiem, ale mogłoby.” – odpowiedziałem i udałem się trasą wyznaczoną przez zakładanie i zdejmowanie kaszkietu (uczulenie na słońce, gdyby ktoś tu zajrzał po raz pierwszy), przystankiem na wyjęcie pliku celulozy ze ściany, sałatką ziemniaczaną na rogu, gdzie kurczęciem piekielnym pachnie oraz wzniesieniem, co już niejednego pod wpływem brunatnym lub przezroczystym pokonało. Trasą, która mnie wiedzie do domu, co się znajduje w jedynej dzielnicy, która określenie „drobne” traktuje dosłownie. Trzy godziny przed mikrofonem spędzone na komentowaniu rzeczywistości pozostawiło jednak niejaki niesmak w ustach, więc wyposażony w sok marchwiowy zasiadłem już w domostwie przed komputerotelewizorem i zacząłem ogarnianie tego, co rzeczywistość mi przyniosła. Zastanawiając się jednocześnie, jak nie zawieść czytelników (kilku nawet wiernych) oraz wspomnianego już RedNacza. Powiedzieć mu prawdę po raz drugi dzisiaj, stwierdziwszy, że wena wrześniowa na niewidzialnym koniu bryka? Czy może, prawdę powiedziawszy, skupić się na doniesieniach z zewnątrz, co niezbyt są nagle różowe? Prawdę mówiąc nie wiedziałem… Aż tu nagle zorientowałem się, iż „Siedzę na koniu!”

Hanna Strychalska

6 czerwca 2013 roku, w Galerii Autorskiej Jana Kaji i Jacka Solińskiego, odbyło się 700. zdarzenie artystyczne. W czasie spotkania „Aniołowie teologów”, Jacek Soliński zaprezentował kilkanaście nowych obrazów z wizerunkami aniołów. Autorami tekstów, towarzyszących tym przedstawieniom, i równocześnie odbiorcami malarskich dedykacji, tym razem byli ważni, a często zaprzyjaźnieni z artystą, kapłani. Osobisty i refleksyjny ton ich wypowiedzi, mających zazwyczaj formę wiersza, niekiedy pogłębionego rozważania teologicznego, podkreślony jeszcze został poprzez interpretację Mieczysława Franaszka. Angelologiczne treści, w łączności z obrazami, działającymi intensywnością barw i światła, wprowadziły uczestników spotkania w atmosferę medytacji i tajemnicy.

Działy:
Zdzisław Pruss

Belcanto w Kantorku
To, że Bydgoszcz jest miastem muzycznym znalazło swoje kolejne potwierdzenie w Galerii Kantorek. Tam bowiem, gdzie królowały dotychczas wyłącznie sztuki plastyczne, odbył się Festiwal Pieśni Chóralnej. A stało się to na wernisażu malarstwa Janusza Macieja Kochanowskiego, któremu z okazji 75. rocznicy urodzin odśpiewano okolicznościowe pieśni toastowe. Wśród licznego grona chórzystów wyróżniał się wysokogórski tenor Aleksandra Dętkosia, liryczny mezzosopran Cecylii Janeczek-Matuszewskiej i głęboki alt (o blusowym zabarwieniu) Elżbiety Kantorek.

Dobre strony emigracji
Z powodu remontu starego gmachu „Starej ochronki” przy Pl. Kościeleckichdyr. WOKiS Maciej Puto i jego ludzie przebywają na przymusowym uchodźctwie. Miejscem ich czasowego zesłania jest ul. Zamojskiego. Czy jest to dobre miejsce? W okresie sierpniowych upałów wśród WOKiS-owców przeważał pogląd, że jest lepsze – bo z Zamojskiego jest, bądź co bądź, bliżej do nadbałtyckich plaż – niż z Pl. Kościeleckich.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Wrzesień 2013