Lipiec / Sierpień 2013
Katarzyna Gębarowska

W artykule Matki, artystki, negocjatorki… zawartym w katalogu towarzyszącym wystawie „Sztuka Matek” Izabela Kowalczyk próbuje zmierzyć się z zaczepnym pytaniem „Jakie to ma znaczenie, że artystka jest też matką?”. W swojej argumentacji udowadnia, że kluczowe! A wiele artystek świadomych niemożności połączenia ze sobą tych dwóch sfer nadal rezygnuje z macierzyństwa. Kowalczyk cytuje Olgę Boznańską (1865-1940) uważającą małżeństwo za „okrucieństwo fizyczne zadawane kobietom, a do tych, które były w ciąży czuła wstręt”. Zagłębiając się w biografiach artystek, trudno jednak jej się dziwić. Anna Magdalena Wilcken na przykład, zanim wyszła za mąż za starszego o 16 lat Johanna Sebastiana Bacha, była śpiewaczką-sopranistką na dworze księcia Leopolda von Anhalt-Köthen i jako „słowik z Turyngii” miała przed sobą świetlaną karierę. Niestety wszystko legło w gruzach, gdy wyszła za Bacha krótko po śmierci jego pierwszej żony. Musiała przejąć opiekę nad czworgiem jego osieroconych i urodziła mu jeszcze trzynaścioro (!) dzieci. W dodatku po śmierci męża, w wyniku rodzinnych konfliktów popadła w skrajne ubóstwo. Zmarła w nędzy, pochowana w nieoznakowanym grobie dla ubogich. Podobnie okrutną, choć już bardziej współczesną historię, przytacza Kowalczyk, pisząc o Katarzynie Kobro (1898-1951), kobiecie, która zrewolucjonizowała myślenie o rzeźbie. Zapłaciła ona wysoką cenę za upragnione macierzyństwo. Podczas gdy jej mąż Władysław Strzemiński poświęcał się sztuce, dopracowując ideę unizmu, ona rozpaczliwie usiłowała zapewnić byt córce. Było tak ciężko, że nawet swoje drewniane rzeźby porąbała na opał. Zaś gdy artyści ostatecznie się rozstali, rozpocząwszy walkę o prawa do córki, Strzemiński odsunął Kobro od Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Łodzi oraz innych miejsc, w których posiadał wpływy.

Działy:
Żaneta Dycha

Imagenta jest zaskoczeniem. Dlaczego? Dlatego, że Bydgoszcz, którą – słuszna to brawura czy nie – nazywa się (czy też: my sami nazywamy) miastem muzyki, nie z taką akurat muzyką jest kojarzona. Klasyka – oczywiście, klasyka z kilku powodów odpowiada za ten obraz, bo szkoła muzyczna, akademia, filharmonia, nawet opera, bo jeszcze Paderewski, Blechacz. Jazz, jass, eksperyment – oczywiście, bo cała plejada świetnych bydgoskich eksperymentatorów, doskonali perkusiści, Przybielski, Mózg i chłeptanie ciekłego helu. A nawet rockowa i indie rockowa alternatywa – jasne, bo przecież Variete, George’e i 3moony. Legion innych. A jak nie legion nawet, to wystarczająco wiele i wystarczająco ważnych grup, żeby dowodnie świadczyć o miejscu Bydgoszczy w muzycznej ekstraklasie.

Działy:
Tomasz Kaźmierski

Podczas tych wakacji, jest kilka imprez muzycznych na które warto zwrócić uwagę. Są wśród nich duże komercyjne festiwale, średnie imprezy ambitne i pojedyncze koncerty. Łączy je jeden wspólny mianownik – są stosunkowo drogie, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś chciałby się wybrać na więcej niż jedno tego typu wydarzenie. Wiem, wiem, na Zachodzie jest jeszcze drożej, ale tam za pensję kupimy więcej droższych biletów niż u nas tańszych. Trzeba zatem wybierać. Oto kilka moich propozycji.

Działy:
Michał Tabaczyński

Zima była taka długa. Wiało, padało, temperatura powoli, powoli, ślimaczo po prostu wspinała się na kolejne, i tak mało nas zadowalające, stopnie ciepłoty. Wciąż nam było mało i słusznie. Początek kwietnia był przecież jeszcze najzupełniej zimowy. Zresztą, co tam początek! Cały kwiecień był zimowy nieznośnie. Zaczęliśmy już się bać, czy Majowie nie pomylili się nieznacznie i czy zima w kwietniu to nie jest preludium do końca świata. Właściwie – to był koniec świata. Wiele razy słyszałem, jak ludzie mówili: no nie, co za pogoda, no koniec świata po prostu. A jak wiało nieprzyjemnie – mroźny wicher przewiewał na wylot. A te ubrania zimowe noszone w kwietniu! Skandal! Wytrzymaliśmy to wszystko, jasne, że wytrzymaliśmy, ale ledwo.

Małgorzata Maniszewska

Na koncerty przygotowane przez Filharmonię Pomorską w Bydgoszczy melomani będą musieli czekać do połowy sierpnia. Wówczas na nieszawskim promie na Wiśle (w razie niepogody w tamtejszym parafialnym kościele), w święta Wojska Polskiego i Matki Boskiej Zielnej, sopranistka Ewelina Szybilska i tenor Łukasz Gaj zaśpiewają arie i duety z oper i operetek, zaś Capella Bydgostiensis zagra popularne polki Straussa. Na wakacje jednak wyjeżdżamy. Na urlop albo w poszukiwaniu wrażeń. Tych związanych ze słuchaniem muzyki tzw. poważnej jest, wbrew pozorom, zatrzęsienie. Skrupulatny poszukiwacz doliczy się ponad pięćdziesięciu imprez i festiwali w różnych zakątkach Polski. Pośród tych wydarzeń jednak ponad połowa to festiwale organowe, cykle recitali w kościołach z dobrymi lub po prostu lepszymi organami, nie jest więc aż tak różnorodnie, jakby się chciało. Modę na organy latem zapoczątkowały pół wieku temu zabytkowe świątynie w Gdańsku Oliwie, Leżajsku i Kamieniu Pomorskim. Dysponowały też wysokiej klasy instrumentami. Z całej masy różnych muzycznych przedsięwzięć wybrałam więc co ciekawsze koncerty, bo może ktoś z czytelników będzie w pobliżu w odpowiednim czasie albo nawet zechce się wybrać. Oto owoce poszukiwań.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec / Sierpień 2013