Maj 2013
Katarzyna Gębarowska

„Mamo, mamo, a gdzie Dorotka?” – niecierpliwiła się moja siedmioletnia córka, oglądając w kinie długo wyczekiwaną, nową ekranizację naszej ulubionej książki Czarnoksiężnik z Krainy Oz. Dopiero po dobrej godzinie pokazu filmu Oz Wielki i Potężny (reż. Sam Raimi, 2013), ku memu niedowierzaniu, a jej rozczarowaniu, zrozumiałyśmy, że Dorotki w tym filmie nie będzie. Cudna, mądra, prosta, a przede wszystkim odważna dziewczynka z Kansas, która uratowała świat przed złem, została przez twórców tego filmu unicestwiona, wymazana. Podobny los spotkał jej nietypowych przyjaciół: Stracha na Wróble, który pragnął mieć rozum; Blaszanego Drwala, który pragnął mieć serce; oraz Tchórzliwego Lwa, który pragnął być odważny. To dzięki ich pomocy dziewczynka zdołała pokonać Złą Czarownicę z Zachodu i ocalić Szmaragdowy Gród, w tym Wielkiego Oza, który okazał się przecież być zwykłym szarlatanem. Jednak w nowej ekranizacji tej kultowej powieści amerykańskiego pisarza L. Frank Bauma, to wielkiemu Czarnoksiężnikowi z Oz przypisuje się wszelkie zasługi walki ze złem. Role kobiece obsadzone są stereotypowo: albo zła wiedźma, albo dobra wróżka, albo… delikatna porcelanowa laleczka.

Monika Grabarek

Z fotografikiem Wojciechem Woźniakiem rozmawia Monika Grabarek.


Na początku naszej rozmowy, chciałabym cię zapytać, czym dla ciebie jest fotografia, dlaczego posługujesz się właśnie tą formą wyrazu artystycznego?
Fotografia jest dla mnie narzędziem komunikacji, tak mogę w skrócie powiedzieć. Chodzi mi o tę fotografię z dziedziny artystycznej, jako artysta wypowiadam się właśnie w taki sposób i to jest taki mój rodzaj rozmowy – dialogu z drugim człowiekiem. Jeżeli ktoś odbiera w moich pracach to, co chciałem w nich zawrzeć, to jest to dla mnie bardzo krzepiące i właśnie o to mi chodzi.

Działy:
Tomasz Kaźmierski

Kilka lat temu podczas koncertu w naszej rozgłośni spotkały się dwa zespoły. Próbę w studiu muzycznym miała grupa hip-hopowa, a udzielić wywiadu do studia emisyjnego przyszli członkowie formacji wykonującej rocka progresywnego. Każdy robił swoje, a po wywiadzie prog-rockowcy zajrzeli do studia, w którym próbowali hip-hopowcy i po chwili wyszli. Jeden z nich na pytanie: Kto tam gra?, odpowiedział machając ręką: Aaa… to jakiś hip-hop. W zasadzie nieważne jest, że teraz ten zespół hip-hopowy odnosi sukcesy grając z tzw. żywym składem na międzynarodowym festiwalu Hip-Hop Kemp w Czechach i sprzedaje w trudnych czasach tysiące płyt, a wywiady z mc i autorem tekstów ukazują się w artystycznym czasopiśmie „Lampa”. Jak nietrudno się domyślić koledzy z zespołu prog-rockowego cieszą się, że wystąpią w Gniewkowie, a ich profil na FB lubi czterysta osób (w tym członkowie grupy).

Działy:
Michał Tabaczyński

Elfriede Jelinek, o której tak teraz w Bydgoszczy głośno za sprawą naszego teatru (albo może na odwrót: to o Bydgoszczy i naszym teatrze jest głośno za sprawą Jelinek – możliwe są też i inne kombinacje), pisała w jednym ze swoich fenomenalnych i wyjątkowo niewdzięcznych w lekturze, niewygodnych i uwierających esejów: „No tak, w czasie burzy nie jest chyba źle mieć schronienie. Jeśli ucieka się z domu, gdzie ryczy telewizor, można przecież równie dobrze schronić się w teatrze. W domu telewizor przedstawia nam, co jest, względnie – co telewizor uważa za to. Przejął ziemską władzę, by bez końca o tym mówić. Teatr mówi to o wiele krócej. Idzie się tam i też wychodzi stamtąd najczęściej żywym. W teatrze każdy wydany jest na swój własny, bardzo specyficzny deszcz” (przeł. Artur Pełka).

W czasie burzy rzeczywiście warto się schronić. Burza właśnie trwa. Jesteśmy wystawieni na nią stale, każdy jest nieustannie – jak wyżej – wydany na pastwę swojego własnego deszczu. Nawet jeśli to tylko wiosenny deszczyk po uciążliwie długiej zimie. W czasie burzy warto się schronić, a doskonałe schronienie daje nam kultura (tak, można powiedzieć: teatr, mając przecież na myśli kulturę – taka synekdocha jest tu możliwa, jest uzasadniona i pożądana; teatr ze swojej natury wymusza korespondencje różnych sztuk, jest znaczącym systemem międzyludzkiej komunikacji itd.). Jeśli kulturę warto traktować poważnie, to przede wszystkim właśnie dlatego: to doskonały, uniwersalny parasol przed kwaśnym deszczem medialnej współczesności. A w ekstremalnych przypadkach także zbawienny piorunochron dający poczucie bezpieczeństwa w czasie burzy.

Bartłomiej Siwiec

14 maja 1983 roku na Komisariacie MO w Warszawie został w bestialski sposób zamordowany niespełna 19-letni wówczas Grzegorz Przemyk. Od tamtego wydarzenia minęło 30 lat. Wiadomo również, że nigdy nie będzie już prowadzona sprawa przeciwko jego zabójcom. W lipcu 2010 roku Sąd Najwyższy ostatecznie uznał, że sprawa uległa przedawnieniu. Milicjanci i ich mocodawcy mogą spać spokojnie.

Bydgoszczanka Marta Fortowska od co najmniej dwóch lat interesuje się teatrem. Mimo młodego wieku udało jej się już zadebiutować. Otóż w marcu br. na deskach MCK wystawiono jej pierwszą sztukę, przygotowaną przez amatorską trupę, Mięso. Jeszcze bardziej jednak interesuje ją Przemyk. Często też myśli o tamtej tragicznej sprawie. Nie może zrozumieć, że kiedyś można było tak po prostu – jakby nigdy nic – ciosami pałki, pozbawić kogoś życia. Pół roku temu zapisała się do Szkoły Pisania zorganizowanej w bydgoskim Teatrze Polskim przez znanego dramatopisarza, Artura Pałygę. Od tamtej pory jeszcze bardziej zgłębia historię zamordowanego nastolatka – wchodzi w sam środek dramatu. Rysuje postać Grzesia z chlebakiem, który odziedziczył po Edwardzie Stachurze. Szkicuje milicjanta, zabójcę chłopca, który wprowadza się wraz z żoną do nowego mieszkania. Przypomina, że gdy chowano ciało do trumny, nad nią stała zbolała matka, poetka, Barbara Sadowska, podtrzymywana przez księdza Jerzego Popiełuszkę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Maj 2013