Marzec 2012
Zdzisław Pruss

Siła tradycji
Bez względu na wszelkie inne okoliczności sama już lokalizacja Miejskiego Centrum Kultury obliguje tę placówkę do wysokich lotów. Tu przecież, przy ul. Marcinkowskiego, działał słynny przed laty Klub Mozaika, tu rozwijało skrzydła kino Orzeł, tu też bawiła się bydgoska bohema i finansjera w głośnym na całą Polskę północną nocnym lokalu Zodiak. Czy zadziała owa magia miejsca, czyli genius loci? To, że samo otwarcie MCK trwało 3 dni każe przypuszczać, że wiara i nadzieja jest duża. A co będzie z miłością tych co kulturę i sztukę kochają? Czas pokaże i frekwencja unaoczni.

Adam Gajewski

Staje się już tradycją, że 8 marca w ratuszu odbywa się mini konferencja historyczna z cyklu „Kobiety, o których powinniśmy pamiętać”. Jedną z przywołanych tam dotąd postaci była Halina Stabrowskia – Dama Orderu Virtuti Militarii.

Współczesne „odkrycie” Haliny Stabrowskiej zawdzięczamy w wielkiej mierze dwóm dziennikarkom: red. Krystynie Słomkowskiej-Zielińskiej oraz red. Hannie Sowińskiej. Ta pierwsza, zbierajac materiały do biografii wojenej bohaterki, próbowała pytać o Stabrowską bydgoszczan – nikt nie znał tejże postaci, nie umiał o niej nic powiedzieć! Sowińska na łamach Gazety Pomorskiej zabrała się zatem za wypełnianie informacyjnej pustki.

Działy:
Szymon Andrzejewski

Smaki
Za ojca miałem księcia krasnoludów. Mógłby ramię w ramię z tym siepaczem ze stron powieści szanownego pana J.R.R. iść w sukurs gwałconym niewiastom i okradanym z życiowej krwawicy chłopom, farmerom czy heminom ( w zależności od tego gdzie by go nieistniejący bogowie geografii raczyli rzucić w przypływie radosnego zapomnienia). Był tak samo jak Gimli przysadzisty fizycznie i tak samo jak on lotny werbalnie. Ripostował słowami niczym pośmierdujący stęchłym piwskiem przyjaciel elfów toporem i nie dawał sobie pluć w długie włosy ani w przysłowiową kaszę. Przed sobą nosił natomiast zasobnik stworzony ze smakującego kiedyś niedorzecznie inaczej niż wszystkie inne piwa Kejdżeja i niezliczonych przedstawicieli społeczności gdaczącej, kwakliwej oraz indyczącej się przy najmniejszej sposobności. Złożony z przestrzeni po tych właśnie nacjach, bo mu po drugim zawale konował zakazał spożywania społeczności kopytnych w sposób parzysty lub nie, i tych narodów, co niczym Robin-W-Kapturze pomykają rączo po Borach Tucholskich. Ze względu na różne rzeczy o tych chrumkających nie wspomnę więcej niż zdaniem jednym. Świnie Pomścimy!. O zawartości zasobnika owego będzie dzisiaj ma historia.

Działy:
Marcin Szymczak

Fundacja Nowa Sztuka Wet Music z coraz większym rozmachem atakuje odbiorców wartościowymi działaniami na różnych polach artystycznej ekspresji. 23 i 24 marca, w Pianoli, czeka nas pierwsza odsłona If You Say So Festiwal. Co kryje się za tą ironiczną nazwą i dlaczego warto te dwa marcowe dni spędzić właśnie w Pianoli? Na te i inne pytania odpowiedzieli pomysłodawcy i twórcy festiwalu: Artur Maćkowiak i Kuba Ziołek.


Skąd pomysł na If You Say So Festiwal i jaka idea przyświeca temu przedsięwzięciu?
Kuba Ziołek: Jak wszystkie najlepsze pomysły, tak i ten był dziełem przypadku. Udało się nam zgromadzić kilku ciekawych wykonawców, którzy zechcieli zagrać u nas w tym samym okresie. Do tego dokooptowaliśmy kilka składów, które wydały się nam zbliżone klimatycznie czy ideowo i pasowały do całości. W końcu wyłoniła się sama idea festiwalu, która chyba drzemała w nas od jakiegoś czasu, a teraz na skutek zbiegu okoliczności nabrała realnych kształtów.
Artur Maćkowiak: Tak jak powiedział Kuba, od jakiegoś czasu mieliśmy ochotę zrobić coś takiego. Najpierw pojawiła się nazwa i zarys pomysłu czy idei, a gdy dostaliśmy propozycje zorganizowania koncertów kilku zespołom które cenimy, postanowiliśmy nadać temu formę festiwalu. Festiwalu, który ma takie trochę anty-festiwalowe założenia i powstał w opozycji do tych dużych imprez. Na pewno nie zamierzamy się z nikim ścigać i niczego nie musimy nikomu udowadniać.

Działy:
Wiesław Kowalski

Z Anną Grabką, tancerką, baletmistrzynią i pedagogiem, rozmawia Wiesław Kowalski.


„Mistrzyni od i do klasyki” – tak zapowiadano pani przyjazd do Bydgoszczy. Czy to znaczy, że z tancerzami Opery Nova będzie Pani pracowała tylko nad techniką tańca klasycznego?
Tym razem tak się złożyło, że Pani Madejska-Jaświn, kierownik bydgoskiego baletu, zaproponowała mi współpracę z solistami pracującymi nad wznowieniem Śpiącej królewny. A jak wiadomo ten utwór Czajkowskiego jest tradycyjną pozycją z repertuaru tańca klasycznego. Ze względu na kolejne projekty, w których uczestniczę, mogę bydgoskim tancerzom poświęcić jedynie tydzień. Dlatego będę starała się ten czas optymalnie wykorzystać, by pomóc artystom w doskonaleniu ich umiejętności warsztatowych. Kontynuować tę pracę będą następni goście, którzy przyjadą już po mnie.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2012