Marzec 2018
Szymon Andrzejewski

W marcu jak w… garnuszku w miarę, bo po obfitym końcu roku ilościowo wydawnictwa raczej zmalały. Na szczęście nie zmalały jakościowo. Surferzy znad Brdy atakują falami, a wspiera ich zestaw lamp księżycowych. Zapraszam do słuchania.


Art Of IllusionCold War Of Solipsism
(styczeń 2018, wyd. 12 Sounds Productions)

„Wolność kocham i rozumiem…” – śpiewali kiedyś Chłopcy Z Placu Broni. Ja rozumiem rock progresywny. Nie za bardzo mi za to po drodze z art rockiem. Tam, gdzie progrock dochodzi do granicy patetyczności i muzycznych żabotów i staje przed nią, i nie rusza się o krok – tam właśnie formacje spod znaku Dream Theater przebiegają przez nią na pełnej prędkości, dopinając ozdobne guziki aksamitnego płaszcza. I nie, żebym wchodził tu na nieznane mi terytorium. Jestem dozgonnym fanem Rush, a ich Clockwork Angels uważam za szczytowe osiągnięcie w ciężkim graniu okraszonym wysokim wokalem oraz bogactwem technicznych ozdobników. Tyle słowem wstępu. Teraz do roboty.

Działy:
Monika Grabarek

[ВЕРСІЯ УКРАЇНСЬКИЙ НИЖЧЕ]


Z Michałem „Śledziem” Śledzińskim rozmawia Monika Grabarek.


Co czujesz, kiedy na spotkaniu autorskim słyszysz, że jesteś najwybitniejszym twórcą polskiego komiksu? Przed chwilą właśnie tak zostałeś przedstawiony w kinie Orzeł [28 stycznia odbyło się tam spotkanie ze Śledzińskim oraz Grzegorzem Kasdepkem, w ramach pokazu animowanego serialu Kacperiada we współreżyserii „Śledzia” właśnie – dop. red.]. Jesteś zaledwie w okolicy czterdziestki.
To chyba dlatego, że bardzo wcześnie zacząłem. Mając 17 lat, już miałem pierwsze publikacje w wysokim nakładzie. To było pismo o grach, mało tego, dostawałem za to bardzo przyzwoite pieniądze, jak na kieszeń nastolatka. W tym chyba tkwi cała tajemnica: wcześnie zacząć, mieć do tego dryg, umieć opowiadać historie. Gdyby nie miłość do opowiadania historii, nie byłoby tych komiksów. Wcześniej robiłem mnóstwo rzeczy. Były słuchowiska radiowe, teatrzyki cieni, ale wybrałem komiks.

Działy:
Emilia Walczak

Podobno najtrudniej jest zacząć, powiedzieć to pierwsze słowo, dokonać wiążącego wyznania. Tak, nie jest łatwo, przyznaję, lecz czy zaraz najtrudniej? Istnieje wszak również całkiem liczna grupa zwolenników tezy, iż najtrudniej jest jednak skończyć, powiedzieć „do widzenia” i odciąć się od tego, co było, jednym zdecydowanym ciachnięciem (skoro już narzędzie – bynajmniej nie Ockhamowskiej – brzytwy wniósł nam tu naczelny na „BIK-owe” łamy). I oni również mogą mieć rację. Tak czy tak – miejmy to już za sobą – niechaj więc w końcu zacznę: dzień dobry!

Michał Tabaczyński

Mija miesiąc, a moja łagodność nie mija (nie, jeszcze nie słucham płyt z serii „Kraina łagodności”, jeszcze tak źle nie jest, ale już blisko). Mój stan zdaje się krytycznie nieodwołalny: jeszcze chwila i zacznę wklejać obrazki z kotkami na moim wallu. Ratunku!

Jeśli spodziewali się Państwo jakichś radykalnych wygibasów, które miałyby uratować „BIK” przed moim łagodnieniem w formie ostrej i w jego terminalnym stadium, to jeszcze takiej desperacji – mimo stanu – nie przejawiam. Rozwiązanie mam pod ręką i z niego zamierzam skorzystać: rozwiązanie jest zresztą Państwu znane. Nazywa się Emilia Walczak – która od teraz będzie moją zastępczynią, redaktorką prowadząca i będzie się z Państwem witała w tym miejscu w kolejnych numerach.

Martyna Neweluk

Gdyby w latach 20. XX wieku przeprowadzić ankietę uliczną w jednym z polskich miast i zapytać w niej: „Z czym kojarzy ci się Bydgoszcz?”, odpowiedzi zapewne byłoby sporo. Ktoś przypomniałby sobie Planty nad Kanałem i okoliczne restauracje, ktoś inny, że słyszał o niezłym teatrze, inny pływał tu na barkach, wożąc towary z Gdańska („bo sklepów kolonialnych to u was zatrzęsienie”). Byliby i tacy, którzy pochwaliliby przemysł: „bo rozwinięty”, „bo wiele dużych fabryk”, „bo robią u was doskonałe mydła”!

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Marzec 2018