Lipiec/Sierpień 2011
Michał Tabaczyński

Sezon ogórkowy brzmi jak hasło z historycznego słownika języka polskiego. Nawet nie wiem, czy ktoś tak jeszcze mówi (oczywiście poza kręgiem hodowców ogórków). Nie wiem, czy zdradzam tajemnicę, ale: sezon ogórkowy nie istnieje!

Istnieją, owszem, wakacje, podczas których nikt nie zmusza nas do ograniczenia kulturalnej aktywności. To prawda, że niektóre instytucje kultury na czas największych upałów zamrażają swoją działalność, ale pójść w ich ślady znaczy pójść na łatwiznę. Wakacje to czas, kiedy możemy nadrabiać zaległości. Wakacje to czas dobrowolności, która jest koniecznym warunkiem uczestnictwa w kulturze.

Dominika Kiss-Orska

Gdy Jakub Żulczyk wysiadł z pociągu na dworcu głównym w Bydgoszczy, wysłał do przyjaciela smsa o treści „Bydgoszcz to piekło”. Piekło poprzedził epitetem, którego w kulturalnym magazynie nie wypada cytować. Na Starym Rynku zamówił bezcenną golonkę, z ogródka obserwował festyn wojewódzki, który dział się na starówce. Pani zaprosiła dzieci na scenę i zapytała, spod jakiego są znaku zodiaku. Jedna z dziewczynek odpowiedziała, że jest panną,  na co pani, rechocząc, ostrzegła: „Uważaj, by ci tak nie zostało do końca życia”. Dziewczynka się zawstydziła.

Po oficjalnym wieczorku z pisarzem, zabraliśmy go na spacer po mieście. Żulczyk zachwycił się młynem Rothera na Wyspie Młyńskiej, zabudową przy Młynówce. Dostrzegł piękno w odrapanych kamienicach Starego Miasta i w napisie „Savoy”. Wyjeżdżał zaciekawiony naszym miastem. I nawet trochę zauroczony.

Nie piekło, najwyżej lokalne piekiełko.

Michał Tabaczyński

Tryb organizacji bydgoskich festiwali budzi wiele wątpliwości. O wiele więcej niż ich jakość. I piszę to pamiętając o Bydgoszcz Hit Festivalu. Piszę to z całą odpowiedzialnością, bo każdy festiwal – nawet Hit – można zorganizować dobrze i źle, z pomysłem i bez pomysłu, fachowo i po amatorsku. Przy okazji – nawet w Bydgoszcz Hit Festivalu widziałem zawsze (oprócz lateksów i mało mnie interesującej muzyki) wielką szansę – jestem przeciwnikiem podziału kultury na wysoką i niską, dlatego wiem, że nawet taki festiwal bywa dla wielu osób przepustką do świata kultury, bywa zaproszeniem do zabawy, którą kultura zapewnia.

Działy:
Anita Nowak

Nie ma tu na szczęście żadnych odniesień czy podobieństw do słynnych amerykańskich ekranizacji „Wielkiego Gatsby’ego”. Autor pierwszej polskiej adaptacji powieści Francisa Scotta Fitzgeralda i reżyser przedstawienia, Michał Zadara opiera się bowiem wyłącznie na książce. I to nie na polskim tłumaczeniu, lecz angielskim oryginale, którego przekładu sam dokonał dla potrzeb tej inscenizacji. Dzięki temu język brzmi w roku 2011 bardzo autentycznie. Ze sceny padają nawet najmodniejsze przekleństwa. Ale proszę się nie obawiać, nie ma tu tego za wiele. Akurat tyle, ile w bardzo stresujących sytuacjach używa dziś pokolenie trzydziestolatków. Bohaterowie mówią i zachowują się jak współcześni ludzie. Ale nie do końca. Ich gra nie jest realistyczna. W najciekawszych momentach zanurza się w grotesce, pastiszu.

Działy:
Dominika Kiss-Orska

Wielki Gatsby to spektakl o zepsuciu i zblazowaniu. Bogatych Amerykanów z początku XX wieku, Polaków z początku XXI. O wielkich marzeniach o bogactwie, miłości, szacunku. Gatsby (Michał Czachor) pragnie zdobyć Daisy (Barbara Wysocka), swoją wielką miłość sprzed lat. Myśli, że to się uda, gdy wcześniej zgromadzi ogromny majątek. W jego wielkiej posiadłości bawi nowojorska śmietanka śmietanek, a on sponsoruje codzienne atrakcje. Swój dom sytuuje w sąsiedztwie Daisy i Toma (Mateusz Łasowski) Buchananów, w końcu udaje mu się sposobem doprowadzić do spotkania. Daisy jest pod wrażeniem bogactwa byłego kochanka. Gdy on zrzuca na nią dziesiątki swoich dobrej jakości, drogich, identycznych koszul, ona wtula się w nie, przykrywa nimi. I gdy przez głowę przelatuje myśl, „wow, jak romantycznie, jak ona pragnie jego bliskości, kocha go” Daisy natychmiast rozwiewa ją słowami: „zrobiło mi się smutno ponieważ nie widziałam jeszcze tak pięknych koszul”. Im bardziej Daisy oddaje się Gatsby’emu, tym on mocniej dochodzi do wniosku, że „jego marzenie było większe od niej”, „zielone światło (pochodzące z jej posiadłości) zrobiło się dla niego zwykłe”. Gra pozorów, w którą uwikłani są bohaterowie, prowadzi do tragedii. Niejednej.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Lipiec/Sierpień 2011