Kwiecień 2017
Emilia Walczak

Stosunkowo niedawno w emcekowym kinie Orzeł mogliśmy oglądać znakomity film zatytułowany Ja, Olga Hepnarová w reżyserii Petra Kazdy i Tomáša Weinreba, z ekwilibrystycznym wręcz popisem aktorskim Michaliny Olszańskiej w roli tytułowej masowej zabójczyni (chapeau bas!). Przypomnijmy: 10 lipca 1973 roku Hepnarová, wynajętą ciężarówką marki Praga RN o numerach rejestracyjnych AD 19-95, celowo wjechała w grupę ludzi stojących na przystanku przy placu Strossmayera w stolicy ówczesnej Czechosłowacji, w wyniku czego zginęło osiem osób, a dwanaście kolejnych poniosło lekkie bądź też bardziej poważne obrażenia. Autor reportażu pod tym samym, co film, tytułem, Roman Cílek – reportażu, który ukazał się w Czechach w 2010, a u nas dopiero rok temu (nakładem wrocławskiego Wydawnictwa Afera) – sugeruje, że ofiar śmiertelnych tego niefartownego zajścia było nie osiem, lecz dziewięć: dziewiątą była bowiem, według Cílka, skazana na śmierć przez powieszenie w więzieniu na praskim Pankrácu niespełna 24-letnia Olga Hepnarová.

Monika Grabarek

Czas mija. Banał, fakt. Czasem się czegoś uczymy, czasem nie. Jakie to ma znaczenie dla naszych działań?
Zapytałam o to przy ponownym spotkaniu młodych, ale już doświadczonych filmowców, po kilku latach od pierwszego pokazu ich Kandydatów Śmierci.


Z Rafałem Waraczewskim, Stasiem Cuskem i Adrianem Weberem rozmawia Monika Grabarek.

Działy:
Maciej Cuske

Sierpień 2014. Kandydaci Śmierci 6

Jest decyzja. Jednak jedziemy. Z bólem znajdujemy wspólny termin. Rafał zabiera swoją dziewczynę Agatę. Super, może wymyślimy miłosny wątek. Ale jaki? To już wykombinujemy na miejscu. Adrian zrobił prawo jazdy. Będzie więc mógł w scenach prowadzić samochód. Też super. Stasiu nastawia się bardziej na filmowanie. A ja? Może nareszcie odpocznę sobie i nie będę musiał grać ani filmować. Chłopcy są już prawie dorośli, poradzą sobie. 
Rafał zabiera w ostatniej chwili dwa rekwizyty: cylinder i drewnianą laskę. Po cholerę? 
Jedziemy w Beskid Wyspowy. Na szczycie nad lasem znam pewną stuletnią chatę i sympatycznych górali. Może nam pomogą. 
Na miejscu dopada nas strach. Co teraz? Czy jeszcze raz damy radę? Co możemy jeszcze wymyślić? Na szczęście na stres mamy planszówkę. Tę samą co roku: Runebound. Tam jest cała plejada potworów. Może nas natchną…
Niestety, siedzimy już trzeci dzień nad grą i nic. A czas ucieka.
Nagle Rafałowi zapaliła się lampka. Przecież zabrałem cylinder i laskę!
Od tej pory pójdzie już z górki. Wystarczy nakręcić.

Działy:
Michał Tabaczyński

Słowo na kwiecień? Nie ma wątpliwości, bo nie ma też wielu propozycji. W miesiącu, który przeplata plecień z powagą, groteskę z groźbą, życie z żartem, słowo może być tylko jedno. Jakie? Persyflaż!

Szymon Andrzejewski

Kwiecień jest najokrutniejszym z miesięcy. Ja wiem, że już tak kiedyś zaczynałem, ale to najokrutniejsza z prawd, więc pozostaje niezmiennie i boleśnie na czasie. Nie ma to w przypadku tego akurat kwietnia niczego wspólnego z aurą, cenami trzody chlewnej czy opłakanym stanem polskiej rozrywki publicznie promowanej. Nie ma to niczego wspólnego z faktem, że na przestrzeni niecałych trzech miesięcy czterokrotnie meldowałem się na różnych cmentarzach, żeby pożegnać drogich memu sercu, cenionych i szanowanych oraz po prostu dobrych. Tak się dzieje, więc przyjmuję. Chociaż w dwóch przypadkach przyjmuję z ogromnym wku…m na niesprawiedliwość i zbytnią wczesność. Oraz komentujących. W przypadku tego akurat kwietnia okrucieństwo jego wiąże się z komentującymi właśnie. Komentującymi wszystko, wszystkich, w oparciu najczęściej o absolutny brak wiedzy na temat komentowany. Jako że felieton jest oczywistą dość formą komentarza, to pozwolę sobie skomentować kwiecień, co mi przyniósł kumulację w odczuwaniu na własnej skórze objawów choroby cywilizacyjnej zwanej przewlekłym bólem d.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Kwiecień 2017