Artykuły wstępne

Marzec. 21. nadejdzie upragniona przez większość wiosna. Zakwitną drzewa, zaśpiewają ptaki, będziemy „czuli ją w powietrzu”. Aż mam dreszcze, jak to piszę (robię to bowiem w drugim tygodniu lutego).

A w marcu, jak w garncu. Biorąc pod uwagę rosnącą w ostatnim czasie popularność „sucharów” (to jest żartów typu: – Co robi traktor u fryzjera? – Warkocze), sparafrazuję to powiedzenie na „w Pianoli, jak w garncu” również.

Nie wiem jak Państwo, ale ja się cieszę, że lato dobiegło końca. Letnie lenistwo mogłoby, moim zdaniem, trwać tydzień. Przejadłam się tych sezonowych ogórów i stęskniłam za normalnym tempem, regularną działalnością kulturalną.

Sezon zaczynamy „z grubej rury” pierwszym Bydgoskim Kongresem Kultury. Przeczytają Państwo o nim kilka stronic dalej. Ale chciałabym polecić jeszcze dwa inne.

Zbliża się Bydgoski Kongres Kultury. Dlaczego to wydarzenie ważne? Bo to nasza kultura. I nasz kongres. Kongres ludzi kultury i to tych – jak sama nazwa wskazuje – którzy żyją, pracują i konsumują kulturę (a właściwie: żyją, bo konsumują kulturę) w Bydgoszczy. Bydgoszczy! Nasze małe miejsce na ziemi to w istocie wielka rzecz. Nawet wtedy, kiedy go wcale nie kochamy, kiedy nas uwiera, kiedy nas irytuje, kiedy wydaje się, że jest gorsze od wszystkich innych na świecie i że nas na samym starcie obarcza czymś, co czyni nas gorszymi, że nas piętnuje i ogranicza – nawet wtedy nie przestaje być nasze. Czyli i tak je kochamy. Inaczej pewnie się nie da.

Gdy Jakub Żulczyk wysiadł z pociągu na dworcu głównym w Bydgoszczy, wysłał do przyjaciela smsa o treści „Bydgoszcz to piekło”. Piekło poprzedził epitetem, którego w kulturalnym magazynie nie wypada cytować. Na Starym Rynku zamówił bezcenną golonkę, z ogródka obserwował festyn wojewódzki, który dział się na starówce. Pani zaprosiła dzieci na scenę i zapytała, spod jakiego są znaku zodiaku. Jedna z dziewczynek odpowiedziała, że jest panną,  na co pani, rechocząc, ostrzegła: „Uważaj, by ci tak nie zostało do końca życia”. Dziewczynka się zawstydziła.

Po oficjalnym wieczorku z pisarzem, zabraliśmy go na spacer po mieście. Żulczyk zachwycił się młynem Rothera na Wyspie Młyńskiej, zabudową przy Młynówce. Dostrzegł piękno w odrapanych kamienicach Starego Miasta i w napisie „Savoy”. Wyjeżdżał zaciekawiony naszym miastem. I nawet trochę zauroczony.

Nie piekło, najwyżej lokalne piekiełko.

Sezon ogórkowy brzmi jak hasło z historycznego słownika języka polskiego. Nawet nie wiem, czy ktoś tak jeszcze mówi (oczywiście poza kręgiem hodowców ogórków). Nie wiem, czy zdradzam tajemnicę, ale: sezon ogórkowy nie istnieje!

Istnieją, owszem, wakacje, podczas których nikt nie zmusza nas do ograniczenia kulturalnej aktywności. To prawda, że niektóre instytucje kultury na czas największych upałów zamrażają swoją działalność, ale pójść w ich ślady znaczy pójść na łatwiznę. Wakacje to czas, kiedy możemy nadrabiać zaległości. Wakacje to czas dobrowolności, która jest koniecznym warunkiem uczestnictwa w kulturze.

Bydgoszczanie, którzy tu zostali, rezygnując z emigracji „na wyspy” lub do jakiegoś polskiego miasta i do tego zrobili to z własnej woli, mają jedną bardzo pozytywną cechę. Lubią i szanują swoje miasto. Nie jojczą, że jest nuda i nic się nie dzieje, tylko korzystają z tego, co się dzieje, a co więcej, sami animują miejskie wydarzenia. Kulturalny wietrzyk, który od ubiegłego lata wieje sobie nad miastem zmącił mocno marazm i zniechęcenie bydgoszczan do wychodzenia z domu. I są na to dowody. Wystarczy zobaczyć, jak wiele osób przychodzi na proponowane im przez różne instytucje imprezy. I dlatego wkurzam się, gdy słyszę od tych, których już tu nie ma, że u nas ciągle „nic się nie dzieje”. Moi drodzy emigranci. Jeśli trafi do was czerwcowy numer BiK to poczytajcie sobie, jak to u nas nudno. A potem idźcie na Wyspę Młyńską z kocykiem i zobaczcie, jak to nikogo tam nie ma, bo wszyscy leżą przed telewizorem i oglądają seriale.

A potem zastanówcie się, co zrobić, żeby tu wrócić. Bo zobaczycie, że warto.

Dzieci i książki! Dwa wielkie tematy miesiąca. Właściwie – byłoby dobrze gdyby były tematami roku i dekady. Gdyby nigdy nie przestawały nimi być. Po prostu: dwa wielkie tematy! Dzieci i książki. Mają tak wiele wspólnego, tak doskonale się ze sobą komponują, łączą, dopełniają. W obu tkwi klucz do poprawy życia, klucz do całej kultury, klucz do zrozumienia naszego świata.

Zmiany w BIK-u są ostatnio tak częste, że ogłaszanie kolejnych nie wywołuje pewnie u nikogo żadnej reakcji. Zresztą, zmiany są błogosławione – tylko to, co się zmienia, ma szansę przetrwać. Zmieniając pismo po raz kolejny, nawiązujemy do jego tradycji (być może jedynej naprawdę cennej). Bydgoszcz dojrzała do poważnej zmiany. Radosny ferment środowisk kulturalnych przybiera coraz poważniejsze oblicze. Negocjacje społeczne zmierzają do wypracowania nowego modelu miejskiej instytucji kultury i – mam taką nadzieję – BIK jest tych zmian awangardą.

30 lipca na bydgoskim Różopolu wystąpi Amy Winehouse. Ta informacja jest tak odlotowa jak jesienne wieści o Keanu Reevesie na bydgoskim lotnisku. Smooth Festival, który od dwóch lat dział się w maju na Wyspie Młyńskiej, zmienił nazwę na ARTPop Festival. W tym roku odbędzie się w lipcu, w Myślęcinku. Potrwa jeden dzień od godz. 16 do 1 w nocy. Fajnie. Oprócz Amy podczas imprezy wystąpi dziewięć innych gwiazd, w większości zagranicznych. Do zamknięcia numeru BIK agencja organizująca ARTPop nie zdradziła ich nazwisk/nazw. Dopiero pod koniec mają zamkną line-up, czyli sami dowiedzą się, kogo udało im się „załatwić”. Festiwal ma stać się kolejnym sztandarowym na muzycznej mapie Polski. Czy tak się stanie? Zobaczymy.

Strona 7 z 7

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy Artykuły wstępne