Artykuły wstępne

Może chyba tak być, że na lato zostawię Państwa z wierszem. Pasuje, bo wiersz o lecie, na dodatek napisany przez jednego z najbardziej niesamowitych poetów współczesnych, Tadeusza Nowaka. Taki w pierwszym tomie swoich Psalmów poeta umieścił wiersz, Psalm o lesie, a tak idą dwie jego pierwsze strofy:

Dzień Dziecka trwa tylko jeden dzień, a to – mimo logicznej sprzeczności mojej propozycji – wielki skandal: powinien trwać przynajmniej cały czerwiec, powinien trwać cały czas. Tego wszystkim dzieciom życzę! I życzę tego wszystkim dorosłym: i to zarówno tym, którzy pielęgnują w sobie dziecko, jak i tym, którzy o dzieciach (także tych w sobie) zapominają. 

Proszę Państwa, proszę zachować spokój. Sytuacja, choć wydaje się nadzwyczajna, wcale nadzwyczajna nie jest. Przeciwnie, co roku o tej porze zaczynają się te ćwiczenia, więc powinniśmy już wszyscy być przećwiczeni. Co roku o tej porze zaczyna się bowiem w kulturze czas nadmiaru. Suną jeden za drugim festiwale, koncerty się mnożą, pączkują wydarzenia artystyczne – wszystko w radosnym nadmiarze: nakładają się na siebie, rozpychają się w przyciasnym kalendarzu. I tak do późnej jesieni. Proszę więc zachować spokój, proszę się temu nadmiarowi poddać, proszę się przed nim nie bronić.

Szanowni Państwo, będę teraz namawiał, nakłaniał, zapraszał! Nie, wcale nie w swoim imieniu, nie w swoim interesie, nie dla mojej przyjemności. Raczej: w imieniu autorów, w interesie organizatorów, a dla przyjemności – tak się domyślam i taką mam nadzieję – wszystkich.

O co chodzi?

Lubię i nic na to nie poradzę. Mam też taką tendencję do ckliwości (którą wywołuje miejski krajobraz), więc lubię tym bardziej. Stary albo tylko na stary stylizowany pejzaż miejski mnie w taki właśnie nastrój wprawia, poetyka malowniczych ruin jest może i skazą na moim estetycznym horyzoncie, ale ja się na to godzę. Ja nie walczę, bo niby dlaczego miałbym? Lubię fotografie Jerzego Riegla i oglądam sobie Bydgoszcz, nie, nie oglądam, ale widzę, a więc: widzę Bydgoszcz poprzez jego zdjęcia, jego okiem, przez jego obiektyw (a przynajmniej tak mi się zdaje, tak sobie być może pochlebiam, taką sobie przypisuję umiejętność). Ale moja osobista słabość nie ma tu nic do rzeczy. Jest Jerzy Riegel dla wielu ludzi legendą, naszą miejską, piękną legendą. Wielu bydgoszczan patrzy na nasze miasto Rieglem. I to jest piękna perspektywa.

Przedstawiamy Państwu nowego dyrektora Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Owszem, ktoś mógłby uznać, że jesteśmy w tym przedstawieniu nieco spóźnieni. Że już mogliśmy go poznać, że już – jak się to mówi – dał się w Bydgoszczy poznać. Że sami już przecież o kolejnych premierach pisaliśmy.

Opóźnienie to jednak kontrolowane. Po pierwsze, w całym długim okresie kadencji nowej dyrekcji te kilka miesięcy stanowi czas stosunkowo krótki. Po drugie, wczesne zapowiedzi programowe są już dzisiaj weryfikowalne, możemy obserwować ich skutki, sceniczne efekty ich realizacji.

Rocznic można nie lubić (ja nie lubię), można nie obchodzić (staram się nie), można nie poważać, nie czcić, nie zwracać na nie uwagi, ale przecież można czasem wykorzystać. W styczniu urodził się Adam Grzymała-Siedlecki, autor bardzo niepospolity (można nie lubić, można, chociaż nie jest to zbyt oryginalne: powszechne chyba zapomnienie spowija tego autora, ale warto – choćby dla snobizmu – znać i doceniać). 

To nie sam czas, ale kalendarz bywa naszym wrogiem. Wprowadza brutalnie sztuczne cezury, dzieli nam nasze prace i plany na dni, tygodnie, miesiące, pogania nas, wytycza nieprzekraczalne (a niemal zawsze nierealne) terminy. Koniec roku jest okresem niezwykle stresującym. W kulturze też – domyślam się, że to nie tylko moje odczucie – wprowadza pewne chronologiczne zamieszanie, mianowicie: nadkłada na siebie obce sobie kalendarze. A właściwie: zderza je ze sobą. Zderza rok kalendarzowy z sezonem artystycznym. Każe czynić podsumowania (podsumowania, ankiety, bilanse – to chroniczna choroba naszych czasów), nim jeszcze nowy artystyczny sezon zdążył się rozkręcić, a o starym już trochę zapomnieliśmy.

Listopad jest miesiącem zadumy. Nasza kultura każe nam się w tym pięknym czasie (dni bywają już, owszem, przygnębiająco pochmurne i chłodne, ale krajobrazy wciąż ozdabia ściana kolorów) zadumać nad ostatecznością. Nasza kultura w zadumie nad ostatecznością nam pomaga. Nasza kultura ostateczność dla nas oswaja i problematyzuje. Nasza kultura w listopadzie prowadzi od zadumy do zabawy, zaduma i zabawa spinają listopad klamrą. Oto awers i rewers naszego życia. Życzę Państwu, żeby listopadowa oferta kulturalna pomogła i w zadumie, i w zabawie.

Most Królowej Jadwigi żyje i ma się dobrze. Gdy rozpoczynaliśmy starania o kolejne wydanie, nie tyle nie miałem takiej pewności, co nawet więcej: miałem wątpliwości. Nie dotyczyły one wydania, nie dotyczyły jakości tej książki, ale raczej możliwego rezonansu czytelniczego. Nie można zapominać, że od pierwszego wydania mijają okrągłe trzy dekady (skomplikowana to sprawa – Most ukazał się bowiem jako jednotomowa książka w roku 1981, dopiero po nim autor podjął decyzję o kontynuacji, która z kolei pociągnęła za sobą konieczność zmian w pierwszym, wydanym już tomie). Trzy dekady i trzy – nie licząc pierwszego – wydania.

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy Artykuły wstępne