Artykuły wstępne

Szanowni Państwo, będę teraz namawiał, nakłaniał, zapraszał! Nie, wcale nie w swoim imieniu, nie w swoim interesie, nie dla mojej przyjemności. Raczej: w imieniu autorów, w interesie organizatorów, a dla przyjemności – tak się domyślam i taką mam nadzieję – wszystkich.

O co chodzi?

Lubię i nic na to nie poradzę. Mam też taką tendencję do ckliwości (którą wywołuje miejski krajobraz), więc lubię tym bardziej. Stary albo tylko na stary stylizowany pejzaż miejski mnie w taki właśnie nastrój wprawia, poetyka malowniczych ruin jest może i skazą na moim estetycznym horyzoncie, ale ja się na to godzę. Ja nie walczę, bo niby dlaczego miałbym? Lubię fotografie Jerzego Riegla i oglądam sobie Bydgoszcz, nie, nie oglądam, ale widzę, a więc: widzę Bydgoszcz poprzez jego zdjęcia, jego okiem, przez jego obiektyw (a przynajmniej tak mi się zdaje, tak sobie być może pochlebiam, taką sobie przypisuję umiejętność). Ale moja osobista słabość nie ma tu nic do rzeczy. Jest Jerzy Riegel dla wielu ludzi legendą, naszą miejską, piękną legendą. Wielu bydgoszczan patrzy na nasze miasto Rieglem. I to jest piękna perspektywa.

Przedstawiamy Państwu nowego dyrektora Teatru Polskiego w Bydgoszczy. Owszem, ktoś mógłby uznać, że jesteśmy w tym przedstawieniu nieco spóźnieni. Że już mogliśmy go poznać, że już – jak się to mówi – dał się w Bydgoszczy poznać. Że sami już przecież o kolejnych premierach pisaliśmy.

Opóźnienie to jednak kontrolowane. Po pierwsze, w całym długim okresie kadencji nowej dyrekcji te kilka miesięcy stanowi czas stosunkowo krótki. Po drugie, wczesne zapowiedzi programowe są już dzisiaj weryfikowalne, możemy obserwować ich skutki, sceniczne efekty ich realizacji.

Rocznic można nie lubić (ja nie lubię), można nie obchodzić (staram się nie), można nie poważać, nie czcić, nie zwracać na nie uwagi, ale przecież można czasem wykorzystać. W styczniu urodził się Adam Grzymała-Siedlecki, autor bardzo niepospolity (można nie lubić, można, chociaż nie jest to zbyt oryginalne: powszechne chyba zapomnienie spowija tego autora, ale warto – choćby dla snobizmu – znać i doceniać). 

To nie sam czas, ale kalendarz bywa naszym wrogiem. Wprowadza brutalnie sztuczne cezury, dzieli nam nasze prace i plany na dni, tygodnie, miesiące, pogania nas, wytycza nieprzekraczalne (a niemal zawsze nierealne) terminy. Koniec roku jest okresem niezwykle stresującym. W kulturze też – domyślam się, że to nie tylko moje odczucie – wprowadza pewne chronologiczne zamieszanie, mianowicie: nadkłada na siebie obce sobie kalendarze. A właściwie: zderza je ze sobą. Zderza rok kalendarzowy z sezonem artystycznym. Każe czynić podsumowania (podsumowania, ankiety, bilanse – to chroniczna choroba naszych czasów), nim jeszcze nowy artystyczny sezon zdążył się rozkręcić, a o starym już trochę zapomnieliśmy.

Listopad jest miesiącem zadumy. Nasza kultura każe nam się w tym pięknym czasie (dni bywają już, owszem, przygnębiająco pochmurne i chłodne, ale krajobrazy wciąż ozdabia ściana kolorów) zadumać nad ostatecznością. Nasza kultura w zadumie nad ostatecznością nam pomaga. Nasza kultura ostateczność dla nas oswaja i problematyzuje. Nasza kultura w listopadzie prowadzi od zadumy do zabawy, zaduma i zabawa spinają listopad klamrą. Oto awers i rewers naszego życia. Życzę Państwu, żeby listopadowa oferta kulturalna pomogła i w zadumie, i w zabawie.

Most Królowej Jadwigi żyje i ma się dobrze. Gdy rozpoczynaliśmy starania o kolejne wydanie, nie tyle nie miałem takiej pewności, co nawet więcej: miałem wątpliwości. Nie dotyczyły one wydania, nie dotyczyły jakości tej książki, ale raczej możliwego rezonansu czytelniczego. Nie można zapominać, że od pierwszego wydania mijają okrągłe trzy dekady (skomplikowana to sprawa – Most ukazał się bowiem jako jednotomowa książka w roku 1981, dopiero po nim autor podjął decyzję o kontynuacji, która z kolei pociągnęła za sobą konieczność zmian w pierwszym, wydanym już tomie). Trzy dekady i trzy – nie licząc pierwszego – wydania.

Po nas choćby potop? Tak, ale nie tyle „przyjdzie”, co raczej „zostanie”. Zostanie po tych wakacjach, podczas których fontannę odsłonięto (uroczyste osłonięcie miało miejsce 26 czerwca), nie tylko to wspomnienie, ale i pomnik wysiłku, starań, wizji wielu ludzi. Pozostanie materialny symbol. Słusznie pisze Stefan Pastuszewski, że to nie pomnik, ale rzeźba-fontanna. W sensie ścisłym, oczywiście tak; jeśli jednak nazywałbym Potop pomnikiem, to właśnie z tego powodu: odrestaurowana rzeźba upamiętnia bowiem swój własny los (czy może: los swojego pierwowzoru? los swojego poprzedniego wcielenia?) spleciony z losem miasta.

Jak Państwo odróżniają od siebie kolejne bliźniacze urlopy, doroczne podobne do siebie plażowania albo te same, drżące od żaru górskie szlaki? Jak Państwo odróżniają jeziora, rzeki, pikniki za miastem, kolejne fale upałów przerywane powtarzającymi się złowrogimi niżami, które psują urlopowe nastroje? Trudno to odróżniać, trudno zapamiętywać. 

Mój sposób nie jest wcale oryginalny i wcale aż tak skuteczny (ale innego nie mam), tym chętniej go zdradzam. Ja urlopy odróżniam po wyprzedażach tanich książek nad morzem, po seansach kin pod chmurką, po plenerowych koncertach, po festiwalach. Zapamiętuję je, łączę z datami i miejscowościami, kolekcjonuję te wrażenia, bo są dla mnie cenne.

Dołączony do poprzedniego BIK-u reprint pierwszego numeru – jak mogę sądzić z tego, co do mnie dotarło – zaskoczył, rozbawił, niektórych rozczulił, innych zadziwił. Dla mnie to była ciekawa podróż w przeszłość. Najoczywiściej nieudana, ale, często o tym piszę, podróże w przeszłość są nieudane z definicji.

W jednej ciekawej, choć niezbyt długiej dyskusji o podróży w przeszłość, brałem nawet udział (na pewnym portalu społecznościowym, rzecz jasna, tam się przecież teraz dyskutuje – także o podróżach w czasie). Dyskusja, mimo iż niezbyt długa, to była wielowątkowa na tyle, że trudno ją streszczać. Dwa obozy dyskutujących się ścierały: jeden twierdził, że program wydarzeń kulturalnych na maj roku 1974 ciekawszy był od obecnego, drugi natomiast dowodził, że od tamtego roku do dziś przebyliśmy całe galaktyki i trudno porównywać dzisiejszy świat do tamtej przaśności (ja byłem w tym drugim).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Działy Artykuły wstępne