Muszla 2011

Nihil Quest Nihil Quest fot. Marcin Szymczak

Było kilka minut po godzinie szesnastej gdy wysiadłem z tramwaju i skierowałem swoje kroki w kierunku Parku Ludowego im. Wincentego Witosa. Po drodze mijałem kolejne, wyjątkowo liczne tego dnia, osoby odziane w koszulki opatrzone nazwami najróżniejszych kapel rockowych. Pojedynczo, parami i w nieco liczniejszych grupach, wszyscy zmierzali w tym samym kierunku. Była pierwsza sobota września, a na scenie muszli koncertowej już od kilku chwil grał zespół Nihil Quest.


Muzycy Nihil Quest zagrali bardzo solidny set. W ich dokonaniach dało się słyszeć zarówno echa twórczości klasycznych heavy metalowych i hard rockowych tuzów, jak i nawiązania do współczesnych metalowych bandów. Kunszt wykonawczy instrumentalistów dobitnie świadczył o tym, że nie grają metalu od wczoraj, a pozytywne wrażenie  pogłębiało się za każdym razem, gdy do głosu dochodził Ian „Rip” Giedrojć. Wokalista naprawdę ma moc w gardle i potrafi to świadomie wykorzystać, nie popadając przy okazji w zmanierowanie lub wymuszoną wirtuozerię.
Publiczność zgromadzona w muszli koncertowej gorąco przyjęła występ NQ, na zakończenie skłaniając muzyków do wykonania bisu. Szkoda tylko, że grupa, występując jako pierwsza, zmuszona była do grania w biały dzień, przez co straciła dodatkowy atut w postaci oprawy świetlnej. Na szczęście, w tym przypadku muzyka obroniła się sama.
Również w pełnym słońcu pojawiła się na deskach muszlowej sceny Arytmia, grająca mieszankę różnych czadowych gatunków. Żywiołowe dźwięki kolejnych utworów porwały do zabawy całkiem pokaźne grono słuchaczy. Arytmia dała się poznać jako sprawny technicznie i interesujący brzmieniowo zespół, wyróżniający się obecnością przy mikrofonie Anety Jurczak. Wokalistka dysponuje mocnym, rockowym głosem, który brzmi tak samo dobrze w ostrych, niemalże punkowych numerach, jak w piosenkach o nieco balladowym rysie. Ostatecznie, pozytywny obraz tego występu mąciły jedynie przerwy między kolejnymi kawałkami, w których artystka obnażyła swój konferansjerski antytalent.
Toruński Disparates zaprezentował się bydgoskiej publiczności proponując brzmienia z pogranicza folku, rocka i piosenki poetyckiej. Obok tradycyjnie rockowych instrumentów rozbrzmiewały dźwięki akordeonu, trąbki i waltorni. Dodatkowym atutem tej interesującej gatunkowej hybrydy były teksty Bartłomieja Kulika, które w niebanalny sposób opisywały życie w najróżniejszych jego przejawach.
Gdy panowie z grupy The Cuffs wydobyli pierwsze dźwięki ze swoich instrumentów, pod sceną błyskawicznie zrobiło się gęsto od publiczności. W muzyce zespołu spotykają się punk rock, country, rock’n’roll, a także brzmienia spod znaku Motorhead czy Misfits. Ta wybuchowa mieszanka w pełni ujawnia swoją siłę właśnie na koncertach, i tym razem, również nie było inaczej. Pogo trwało praktycznie przez cały występ zespołu, który zdecydowanie zasłużył na aplauz, zgotowany mu przez zachwyconych słuchaczy. The Cuffs, bez wątpienia, byli jednym z najjaśniejszych punktów tegorocznej edycji muszlowego mini festiwalu.
Krótko przed godziną dwudziestą na scenie pojawiła się kolejna gwiazda wieczoru, formacja None. Zrobiło się bardzo głośno i chyba jeszcze tłoczniej. Nowoczesny metal, wzbogacony środkami zaczerpniętymi ze stylistyki hard core’owej, zabrzmiał naprawdę potężnie. Grupa udowodniła, że nie bez przyczyny zdarzało jej się grywać z największymi gwiazdami ciężkiej muzyki na świecie. None wykonał utwory z różnych okresów swojej działalności, a wokalista kilkakrotnie wspominał o bydgoskich korzeniach zespołu. Koncert None trwał prawie godzinę i dla części publiczności był kulminacyjnym punktem  imprezy. Nie był to jednak koniec atrakcji przygotowanych przez Rebel Music Bdg i Miejski Ośrodek Kultury w Bydgoszczy.
Tego wieczoru w Parku Ludowym wystąpiła jeszcze formacja Miasto, która tym koncertem promowała swój drugi album pt. Każdy chce się bawić. Ze sceny popłynęły dźwięki wyraźnie inspirowane alternatywną muzyką lat osiemdziesiątych. Grupie udało się wypracować brzmienie kojarzące się z punkowymi i reggae'owymi kapelami wywodzącymi się z pierwszych edycji jarocińskiego festiwalu. To przyjemne skądinąd wrażenie, spotęgowało pojawienie się u boku muzyków Miasta, gościa specjalnego. Robert Brylewski, bo o nim mowa, wykonał wspólnie z młodszymi kolegami kilka utworów, w tym legendarne piosenki z repertuaru Izraela: Święty szczyt i Kapłani szatana.
Występ Miasta godnie zakończył tegoroczną odsłonę Muszla Festu. Po raz kolejny impreza okazała się sukcesem, zarówno pod względem artystycznym, jak i organizacyjnym. Dopisała również publiczność, która swoją liczną obecnością, w oczywisty sposób wystawia pozytywną ocenę temu przedsięwzięciu.

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Październik 2011 Muszla 2011