Przecież to właśnie ludzie tworzą klimat miejsca

Przecież to właśnie ludzie tworzą klimat miejsca Fot. ZbyZiel

Z Jackiem Piątkiem, Plastykiem Miasta rozmawia Monika Grabarek.


Co to jest centrum miasta, gdzie ono się znajduje?
To jest miejsce gdzie chodzę do pracy, to stare miasto.

Prawdopodobnie wszystkim centrum kojarzy się ze Starym Rynkiem.
Mając doświadczenie mieszkania w Fordonie, teraz mam poczucie, że mieszkam w centrum miasta, na ulicy Chrobrego. Mam wszędzie blisko. Do ratusza, na Stary Rynek, do knajpek, na lody. Do wszystkich instytucji kultury, tym bardziej, że jedne zanikają i tworzą się nowe. Myślę tu o Galerii Wspólna, która powstała, Miejskim Centrum Kultury, które przeprowadziło niemalże z samego rynku nieco dalej na ulicę Marcinkowskiego, ale to ciągle centrum miasta. W swojej pracy zawodowej spotykam się z problemem promocji takich miejsc bo, mimo iż znajdują się one w centrum miasta to jednak wielu ludzi o nich ciągle nie wie.

Co to jest emocjonalne centrum miasta? Ono w ogóle istnieje?
Myślę, że każdy z nas ma inne doświadczenia i dla każdego to miejsce znajduje się gdzie indziej. Nie jestem rodowitym bydgoszczaninem. Zamieszkałem w internacie przy ulicy Chwytowo w 1986 roku, rozpocząłem edukację w plastyku i dla mnie była to najważniejsza ścieżka przez starówkę do szkoły, to było moje centrum. Po drodze zdarzały się różne przystanki, ale to ciągle było Stare Miasto. Na wagary też chodziło się niezbyt daleko, bo na Wyspę Młyńska. Tam kiedyś było się gdzie schować…

Teraz to raczej niemożliwe schować się gdzieś na wyspie…
Rozmawiając z przyjaciółmi, ze znajomymi o wyspie często dochodzimy do wniosku, że jest ona rzeczywiście za sterylna, że ona trochę nie pasuje do naszej mentalności do naszej przestrzeni, że jeszcze nie dorośliśmy do pewnych rozwiązań, właśnie takich sterylnych. Myślę, że jesteśmy takim społeczeństwem, które potrzebuje pewnej miękkości w przestrzeni publicznej, my potrzebujemy pewnego luzu, nie lubimy rzeczy nadmuchanych, napompowanych. Pewne obostrzenia, choćby brak punktów gastronomii sprawia, że jest to przestrzeń trochę chłodna. Z rodziną po wizycie w muzeum chciałbym móc coś zjeść, pójść z synkiem na plac zabaw. On tam rzeczywiście powstał, ale jest przeładowany, zbyt głośny. Brakuje takiego miejsca bezpośrednio na wyspie, gdzie można posiedzieć, wypić kawę czy skusić się na smaczne, niedrogie jedzenie.

Bydgoszczanie doskonale sobie poradzili z tym problemem – po prostu piknikują bezpośrednio na trawie, przynoszą własny prowiant. Wydaje się ze bardzo polubili taką formę spędzania czasu.
Przyznam szczerze, że nie uczestniczyłem w takich piknikach, ale bardzo mnie cieszy, że tak jest, bo ludzie mają ogromną potrzebę takich rekreacyjnych miejsc. Mieszkam przy ulicy Chrobrego i zaczynam się martwić, gdzie puszcze dziecko, by mogło spędzać czas na świeżym powietrzu. Podwórka praktycznie już nie ma, bo stoją na nim samochody. Sam myślę o tym, aby monitować, lobbować na rzecz takich przestrzeni, gdzie będzie można rodzinnie, bezpiecznie spędzać czas.

Zdarza się, że takie gotowe rozwiązania nie zdają egzaminu, rozmijają się z potrzebami, oczekiwaniami. Młodzież lubi sama sobie wybierać teren, przestrzeń, która należy do nich. Tak jest z deskorolkarzami, oni zaanektowali sobie Plac Wolności ku rozpaczy okolicznych mieszkańców.
No tak, tu pojawił problem różnicy pokoleń, różnicy doświadczeń i potrzeb. Dostaliśmy sygnały do urzędu, by ogrodzić pomnik, ale my jesteśmy zwolennikami otwierania tych przestrzeni, likwidowania płotów. Widzę potrzebę tworzenia takich przestrzeni rekreacyjnych w obrębie śródmieścia, na Bocianowie, ale i na Kapuściskach czy Szwederowie, bo przecież nie musi być tak, że wszyscy spędzamy wolny czas w ścisłym centrum, ta oferta miejska może być dużo bogatsza. Pracując w centrum, ja nie mam potrzeby również tu odpoczywać, bo tu wszystko kojarzy mi się z pracą. Logiczne jest, że aby się zrelaksować, chcę od tego uciec. Tu, gdzie się nie odwrócę, to widzę problem reklamy, estetyki, mebla miejskiego, nie chce tego w moim wolnym czasie, podczas weekendów. Wolę zatem Myślęcinek czy park Kochanowskiego.

Wróćmy do naszego Starego Rynku. To miejsce naznaczone okrutnie historią… Ale jednak to serce miasta, czy tam życie powinno tętnić?
Z całą pewnością. Sam odczuwam brak dużego wybory na rynku. Chciałbym móc pójść nie tylko do restauracji Sowy, ale do brazylijskiej, portugalskiej knajpki, gdzie jest fajne, niedrogie jedzenie, dobra muzyka, świetny klimat. Chciałbym zmieniać te miejsca w zależności od nastroju, ale, niestety, na razie wybór jest bardzo ograniczony. Bardzo brakuje mi różnorodności lokali na Starym Rynku. Mam nadzieję, że to się powoli będzie zmieniało.
Z pewnością problemem rynku i w ogóle centrum jest odpływ mieszkańców. A to przecież właśnie ludzie tworzą klimat, koloryt miejsca. Kilka kroków od rynku mamy ulicę Długa która umiera, a zaraz obok Wyspę Młyńską, która stała się właściwie nowym sercem miasta. Centrum jest pełne takich kontrastów.

Niedawno usłyszałam spot reklamowy mówiący o tym, że Focus to „nowe centrum miasta”… Trochę to smutne…
Jestem rzadkim gościem tego miejsca. Widzę tu problem w edukacji. Ludzie chyba nie wiedzą, jak fajnie spędzać czas i rzeczywiście chodzą do centrów handlowych, ale myślę, że to minie. Zachłysnęliśmy się czymś czego do tej pory nie mieliśmy i ten okres fascynacji pewnie jeszcze trochę potrwa. To też wynika z nowego trybu życia, z pędu. Mnie też się zdarza robić sprawunki w niedzielę, bo wtedy mam na to czas. Jednak widzę światełko w tunelu, ludzie uczą się, odkrywają nowe formy spędzania czasu, wychodzą na zewnątrz, te pikniki na wyspie, urodziny ulicy Cieszkowskiego to znak, że coś się zmienia na lepsze. I tym zmianom i inicjatywom trzeba bardzo kibicować i je wspierać.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Wydania Maj 2012 Przecież to właśnie ludzie tworzą klimat miejsca