If You Say So… Festival

Fundacja Nowa Sztuka Wet Music z coraz większym rozmachem atakuje odbiorców wartościowymi działaniami na różnych polach artystycznej ekspresji. 23 i 24 marca, w Pianoli, czeka nas pierwsza odsłona If You Say So Festiwal. Co kryje się za tą ironiczną nazwą i dlaczego warto te dwa marcowe dni spędzić właśnie w Pianoli? Na te i inne pytania odpowiedzieli pomysłodawcy i twórcy festiwalu: Artur Maćkowiak i Kuba Ziołek.


Skąd pomysł na If You Say So Festiwal i jaka idea przyświeca temu przedsięwzięciu?
Kuba Ziołek: Jak wszystkie najlepsze pomysły, tak i ten był dziełem przypadku. Udało się nam zgromadzić kilku ciekawych wykonawców, którzy zechcieli zagrać u nas w tym samym okresie. Do tego dokooptowaliśmy kilka składów, które wydały się nam zbliżone klimatycznie czy ideowo i pasowały do całości. W końcu wyłoniła się sama idea festiwalu, która chyba drzemała w nas od jakiegoś czasu, a teraz na skutek zbiegu okoliczności nabrała realnych kształtów.
Artur Maćkowiak: Tak jak powiedział Kuba, od jakiegoś czasu mieliśmy ochotę zrobić coś takiego. Najpierw pojawiła się nazwa i zarys pomysłu czy idei, a gdy dostaliśmy propozycje zorganizowania koncertów kilku zespołom które cenimy, postanowiliśmy nadać temu formę festiwalu. Festiwalu, który ma takie trochę anty-festiwalowe założenia i powstał w opozycji do tych dużych imprez. Na pewno nie zamierzamy się z nikim ścigać i niczego nie musimy nikomu udowadniać.

Powiedzcie, czy nie boicie się, że impreza prezentująca muzykę niewątpliwie interesującą, ale nierzadko trudną i niezbyt popularną, poniesie frekwencyjną porażkę? Co będzie jeśli pojawi się dziesięć osób?
Artur: Nawet jeśli przyjdzie dziesięć osób nie będzie to dla nas porażka, bo nie mamy żadnych założeń dotyczących frekwencji. Oczywiście im więcej publiczności, tym lepiej, ale zdecydowanie nie chodzi nam o prześciganie się w ilości osób, które przyjdą na te koncerty. Mam duże doświadczenie w organizacji koncertów i bywałem zaskakiwany w obie strony. Czasami koncerty o dużym potencjale komercyjnym okazywały się klapą, natomiast te, które wydawały się mi się zupełnie niszowe ściągały stosunkowo dużą grupę zainteresowanych. Będziemy się starali tak to promocyjnie rozegrać, żeby sam fakt bycia na tej imprezie stanowił pewną wartość. Mam nadzieję, że tak się właśnie stanie. Chciałbym żeby oprócz przyjścia i wysłuchania tych koncertów istotnym elementem proponowanej przez nas całości było spotkanie się w określonej przestrzeni z określonymi ludźmi, z którymi będzie można porozmawiać, wymienić doświadczenia, czy nawet napić się piwa.
Kuba: Zdecydowanie nie chodzi nam o to, by za wszelką cenę walczyć o jak największą publiczność, choć oczywiście dobrze jest, gdy na koncerty przychodzi dużo ludzi. Jednak to nie ilość jest w tym przypadku ważna, lecz jakość. Ja zdecydowanie wolę, gdy przychodzi czterdzieści osób, które naprawdę słuchają muzyki i tworzą wspólny klimat jakiegoś wydarzenia, niż kiedy jest dwieście gadających i przeszkadzających osób, które przyszły tylko po to, żeby napić się piwa. Myślę, że ci, którzy zdecydują się kupić bilet na nasz festiwal, przyjdą po to, by naprawdę posłuchać tych zespołów i właśnie to, bez względu na frekwencję, będzie stanowiło o wartości wydarzenia.
Artur: Między innymi dlatego zdecydowaliśmy się, że będzie to impreza biletowana. Mogliśmy sobie pozwolić na to, by zorganizować festiwal darmowy, ale chcieliśmy uniknąć obecności przypadkowych osób. Wiadomo, że rzeczy, za które się płaci bardziej się szanuje. Poza tym uważam, że artyści nie powinni grać za darmo i kupując bilet wspiera się takie inicjatywy jak ten festiwal oraz poszczególnych wykonawców, którzy na nim występują.
Kuba: Cieszy mnie fakt, że mamy już sygnały od ludzi z Poznania, Torunia i Warszawy, którzy chcą przyjechać na If You Say So Festiwal i posłuchać u nas tych wykonawców.

Muzyka, którą usłyszymy na festiwalu będzie dość różnorodna, ale mam nieodparte wrażenie, że istnieje coś, co łączy zaproszonych przez was wykonawców. Powiedzcie jak wyglądał proces wyboru artystów na te dwa wieczory?
Kuba: Z pewnością wspólnym elementem, pojawiającym się w kontekście wybranych przez nas zespołów, jest artystyczna bezkompromisowość. To jest granie płynące prosto z serca, niezafałszowane przez podejście komercyjne. Niektórzy z tych wykonawców od bardzo dawna brną wybraną przez siebie ścieżką, prezentując własną wizję muzyki i świata. Nierzadko pokrywają się również ich inspiracje muzyką z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, awangardą i jazzem.
Artur: Z założenia festiwal nie ma być sprofilowany na określony gatunek muzyki, a program w dużej mierze odzwierciedla nasze muzyczne zainteresowania. To jest taka twórczość po jaką my sięgamy prywatnie. Często są to ludzie których znamy, z którymi się kumplujemy i od lat z sympatią spoglądamy na ich muzyczne projekty.
Kuba: Próbowaliśmy uchwycić tę cienką granicę między różnorodnością, a kompletnym chaosem i totalna dyfuzją. Chcieliśmy, żeby festiwal był na tyle różnorodny, na ile może być, nim zacznie panować kompletny chaos. Ja czuję, że zaproszeni muzycy mają dużo ze sobą wspólnego i mimo wszystko te występy będą bardzo spójne. Zależy mi na tym żeby festiwal był pewną przemyślaną całością, a nie tylko kilkoma koncertami następującymi po sobie.
Usłyszymy bardzo różne instrumenty. Od elektronicznych, elektroakustycznych, przez laptopy, gitary, instrumenty akustyczne, klasyczne instrumentarium jazzowe aż po radioodbiorniki i przeróżne efekty. Tym samym będzie to podróż przez naprawdę liczne stylistyki.

Artur wspomniał o tym, że festiwal ma być również okazją do spotkania, wymiany myśli i doświadczeń. Czy dlatego zdecydowaliście się na zorganizowanie tego wydarzenia w Pianoli, która jest przestrzenią bardzo sprzyjającą tego typu inicjatywom?
Artur: Wybór lokalizacji był trochę dziełem przypadku, ale gdy zdecydowaliśmy się na Pianolę i zacząłem się nad tym zastanawiać, doszedłem do wniosku, że to miejsce ma w sobie pewną świeżość. Mimo tego, że Pianola funkcjonuje już od pewnego czasu, to odnoszę wrażenie, że właśnie teraz zaczyna nabierać charakteru i pewnych konkretnych kształtów. Jakiś czas temu rozmawiałem na ten temat ze ZbyZielem i doszliśmy do wniosku, że tę świeżość warto uchwycić, wykorzystać bo ona nie będzie trwała wiecznie.
Mam nadzieję, że na czas festiwalu uda się stworzyć w Pianoli takie dwie przestrzenie. Jedną koncertową i drugą, która będzie właśnie tym miejscem na spotkanie, spokojną rozmowę i wymianę doświadczeń. Bez przekrzykujących się, przepychających do baru czy kibla tłumów.

Jak z twórczością niełatwą, niekomercyjną, być może nawet hermetyczną docierać do publiczności? Oczywiście jest grupa odbiorców ukierunkowanych na tego typu muzykę, ale myślę, że przy okazji takich wydarzeń jak If You Say So Festiwal warto spróbować tę grupę poszerzyć. Jak promujecie to wydarzenie?
Artur: Staramy się z wiadomością o festiwalu docierać do jak największej ilości osób. Oprócz informacji na stronie www.wetmusic.pl i Facebooku, będą plakaty, ulotki, mailing. Mamy wsparcie naszych patronów medialnych. Myślę, że tych informacji jest naprawdę sporo i jeśli ktoś jest zainteresowany to do nich dotrze i skorzysta. Z tymi których to nie interesuje jest tak, że choćbym zaniósł im do domu bilety i przez godzinę mówił o zaletach festiwalu, to oni i tak nie nie przyjdą. Myślę, że odbiorca też powinien się wykazać pewną aktywnością, wykazać zainteresowanie. To nie jest koncert na rynku, na który trafisz idąc w niedziele na lody z rodziną. Jestem przekonany o tym, że jest całkiem spora grupa ludzi z otwartymi głowami, która jest w stanie docenić ciekawe inicjatywy i wziąć w nich udział.
Kuba: Myślę, że jeśli ktoś zada sobie trud, by przeczytać na stronie internetowej opisy poszczególnych wykonawców, będzie miał dobry powód i motywacje, by wybrać się na te koncerty. Są to zespoły, które nierzadko zjeździły z występami kawałek świata, gromadząc pełne sale na przykład w Niemczech. Grupa Mikrokolektyw, którą będziemy gościć na festiwalu, gra trasy koncertowe w USA czy Japonii. To naprawdę są Artyści, którzy nieraz od kilkunastu lat podążają swoja ścieżką i to, że w Polsce ich twórczość uchodzi za niszową czy hermetyczną, wcale nie oznacza, ze w rzeczywistości nie istnieje żadna szeroka grupa odbiorców takiej muzyki. Wręcz przeciwnie.

Wiem, że to trudne, ale gdybyście mieli wybrać z programu festiwalu koncerty, które najbardziej polecacie, na które najbardziej czekacie, co by to było?
Artur: Chyba wszystkie. Ja nie wiem, na który najbardziej czekam. Część wykonawców już widziałem na żywo i z przyjemnością zobaczę ich po raz kolejny. Niektórych nie wiedziałem nigdy. Dlatego na te koncerty czekam z różnych powodów, ale na wszystkie z równą ciekawością.
Kuba: Gdybym miał kogokolwiek faworyzować, to pewnie kogoś innego bym skrzywdził. Wszystkich tych wykonawców słucham na co dzień i bardzo cenię.
Może w związku z tym, że jestem muzykiem związanym z tradycja gitarową, to bardzo się cieszę na występ zespołu Kristen, który uważam za jeden z najlepszych gitarowych składów w Polsce.


If You Say So Festival - PROGRAM:


>>23.03.2012 [piątek], godz. 21.00<<

 

>>24.03.2012 [sobota], godz. 21.00<<

 


 

Działy:
Marcin Szymczak

Marcin Szymczak

Polonista, dziennikarz radiowy (Radio Kultura).

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start