W harmonii z muzyką

Anna Grabka na próbie z baletem Opery Nova (2011) Anna Grabka na próbie z baletem Opery Nova (2011) Fot. Andrzej Makowski

Z Anną Grabką, tancerką, baletmistrzynią i pedagogiem, rozmawia Wiesław Kowalski.


„Mistrzyni od i do klasyki” – tak zapowiadano pani przyjazd do Bydgoszczy. Czy to znaczy, że z tancerzami Opery Nova będzie Pani pracowała tylko nad techniką tańca klasycznego?
Tym razem tak się złożyło, że Pani Madejska-Jaświn, kierownik bydgoskiego baletu, zaproponowała mi współpracę z solistami pracującymi nad wznowieniem Śpiącej królewny. A jak wiadomo ten utwór Czajkowskiego jest tradycyjną pozycją z repertuaru tańca klasycznego. Ze względu na kolejne projekty, w których uczestniczę, mogę bydgoskim tancerzom poświęcić jedynie tydzień. Dlatego będę starała się ten czas optymalnie wykorzystać, by pomóc artystom w doskonaleniu ich umiejętności warsztatowych. Kontynuować tę pracę będą następni goście, którzy przyjadą już po mnie.

Czy przystąpienie do pracy z nowym zespołem wymaga od Pani zdiagnozowania ich aktualnych umiejętności technicznych, czy też poznaje je pani podczas samej lekcji?
W zasadzie w ramach lekcji potrafię bardzo szybko ocenić aktualny poziom techniczny zespołu i natychmiast dostrzegam niedociągnięcia. Codzienny trening staram się podporządkować szybkiemu wyeliminowaniu błędów. Praca nad doskonaleniem poziomu wymaga codziennej wnikliwej uwagi każdego pedagoga.

Wiadomo, że jest pani w dziedzinie baletu człowiekiem wykształconym i niezwykle doświadczonym, dzięki pracy z najwybitniejszymi choreografami na Zachodzie. Czy udało się pani wypracować swoją metodę pracy pedagogicznej, czy też jej podstawą jest to, czego się pani nauczyła od innych?
W mojej ocenie każdy z doświadczonych pedagogów posiada swoją metodę nauczania. Jestem wnikliwym obserwatorem i dobrym słuchaczem. Dzięki bogatej praktyce, którą zdobyłam najpierw jako artysta baletu w Warszawie i później w Hamburgu oraz w obcowaniu z największymi osobowościami sztuki baletowej, wypracowałam sobie moją indywidualną metodę przygotowania artystów do spektaklu. W Hamburgu, podczas częstego omawiania prób, John Neumeier niezwykle dokładnie analizował scenę po scenie, zespołowo, jak i indywidualnie z solistami. Na próbach w Bydgoszczy, zanim zaczniemy ćwiczyć z akompaniamentem muzyki, skrupulatnie omawiam z solistami poszczególne pas od strony stylistycznej i muzycznej. Ustalamy, co i jak powinno być wykonane. Następnie koncentrujemy się na ćwiczeniu w harmonii z muzyką, później dochodzi jeszcze intensywne przygotowanie kondycyjne. W zasadzie praca nad szczegółami i jakością nigdy się nie kończy, bo to długi, skomplikowany i żmudny proces. Ale mam nadzieję, że publiczność będzie mogła podziwiać na scenie zwiewność i lekkość przygotowanych tancerzy.

Wspomniała pani o Johnie Neumeierze. Ale sądzę, że nie mniej interesującym doświadczeniem, z którego czerpie pani jako pedagog, była współpraca z Matsem Ekiem, Billym Forsysth’em, Bejartem, Kyliánem
Tak, to wielkie indywidualności w sztuce choreografii; każdy z nich stworzył genialne spektakle. Od czasu do czasu mogłam obserwować ich w trakcie tworzenia przedstawień. Nauczyłam się od nich przede wszystkim wrażliwości w słuchaniu muzyki i umiejętności jej interpretacji. Od nich wiem jak ważną rolę odgrywa w ruchu dynamika. Do dzisiaj podziwiam u tych artystów ich nigdy nie kończące się dążenie do perfekcji i precyzji.

Czy będzie pani pracowała z bydgoskimi tancerzami również nad poszczególnymi układami choreograficznymi ze Śpiącej królewny?
Oczywiście, że tak. Obecnie pracuje z solistami kreującymi w Śpiącej królewnie główne role, czyli z Aurorą, Księciem Désiré, Księżniczką Floriną i Błękitnym Ptakiem.

Myślę, że najwięcej może pani pomóc odtwórczyni głównej roli, jako że sama tańczyła Pani wielokrotnie Aurorę w różnych realizacjach.
W latach 80. w Warszawie zetknęłam się z wersją Piotra Gusieva, który był autorem wersji Śpiącej królewny z Teatru Kirova w Sankt Petersburgu. Podczas pracy asystowały mu wtedy Irina Kołpakova i Nelli Kurgapkina , wielkie baleriny, będące znakomitymi fachowcami stylu rosyjskiego. Uczyłam się wówczas wielu ról jednocześnie, Aurory, Księżniczki Floriny, układu Wróżek z I aktu i trudnej sekwencji dla Kamieni. W studiu spędzałam mnóstwo czasu. Interesowało mnie to, o czym mówili realizatorzy na próbach. Czasami miałam wrażenie, że sam Marius Petipa i jego baleriny towarzyszą nam przy pracy. Okres przygotowania do premiery był bardzo długi. Do dzisiaj zachwycam się umiejętnością prowadzenia rąk w stylu szkoły rosyjskiej. Dzięki niej nauczyłam się kultury port de bras w tańcu klasycznym. Wówczas w Warszawie wydawało mi się, że poznałam wszystkie tajniki tkwiące w dziele Czajkowskiego. Potem w Hamburgu kontynuowałam naukę i pogłębiałam swoją wiedzę u Iriny Jacobson, uczennicy Agrypiny Vaganowej. Irina od ponad trzydziestu lat prowadzi zajęcia z tancerzami zespołu hamburskiego. Natomiast w bezpośredniej pracy z Johnem Neumeierem zetknęłam się już z nieco innym podejściem do klasyki. Oprócz doskonalenia umiejętności warsztatowych na próbach znacznie więcej czasu poświęcało się dopracowaniu wątków dramaturgicznych. Chodziło przede wszystkim o klarowniejsze widzenie jednostki w całości spektaklu. John jest mistrzem w opowiadaniu historii. Więc w jego Śpiącej królewnie każde pas miało konkretny charakter. Potwierdziła się stara prawda, którą słyszałam jeszcze jako adeptka w szkole baletowej w Warszawie, że poprawne wykonanie techniczne to tylko jeden ze stopni w doskonaleniu pracy artystycznej towarzyszącej powstawaniu przedstawienia.

Bydgoski balet, dzięki współpracy z Karolem Urbańskim i Robertem Bondarą, bardzo się w ostatnim czasie rozwinął. Czy pani też to zauważa?
Oczywiście. Zauważyłam, że w zespole nastąpiła rotacja, bo dobry repertuar przyciąga młodych i zdolnych tancerzy, którzy chcą się rozwijać. Mam nadzieję, że publiczność zauważy to również podczas spektakli Śpiącej królewny.

Wiadomo, że mieszka Pani w Szwajcarii. Czy ma Pani czas, by obserwować życie baletowe w Polsce?
Bardzo żałuję, ale niestety nie, ponieważ dużo podróżuję i angażuję się w ciekawe projekty, stąd nie bywam zbyt często w naszym kraju. Więcej spektakli, z racji kontraktów, oglądam poza Polską.

W związku z tym zapytam w jakim kierunku idzie teraz sztuka baletowa na świecie?
Na Zachodzie jest ogromna ilość zespołów baletowych. Wydaje mi się, że w chwili obecnej najważniejsze jest poszukiwanie nowych, interesujących pozycji repertuarowych, a zatem szukanie młodych choreografów, którzy będą potrafili przygotować szybko i ciekawie układy taneczne na konkretny zespól baletowy. Współczesna choreografia podążą zdecydowanie w kierunku spektakli autorskich. Każdy, nawet najmniejszy zespół, ma ambicję posiadania własnej wersji Śpiącej królewny czy Jeziora łabędziego. Szczerze mówiąc podziwiam artystów-choreografów, którzy po pierwszym zerknięciu na nowy zespół decydują się z nim na współpracę . Bo to przecież szalenie trudne zadanie. Każdy ambitny dyrektor zespołu baletowego marzy dzisiaj o stworzeniu ciekawego i przyciągającego publiczność repertuaru. Przed nową generacją twórców sztuki choreograficznej stoi, moim zdaniem, wielkie wyzwanie. „CHOREOGRAF JEDNAK NIE ISTNIEJE BEZ TANCERZY” – powiedział kiedyś Jiri Kylián. Wielu choreografów inspirują właśnie świetnie wyszkoleni tancerze, którzy potrafią fantastycznie łączyć elementy z różnych konwencji ruchu. Nie zdziwię się jeśli niedługo zobaczę na scenie artystów baletu tańczących hip-hop na pointach. Ważne jest jednak, by w tym szaleństwie mieszaniny stylów nie zapomnieć o najważniejszym, czyli o starej dobrej klasyce, która pozwala na zachowanie wysokiego poziomu wykonawczego zespołu. Dlatego bardzo się cieszę, że bydgoski balet, dzięki staraniom Pani Madejskiej, może prezentować się zarówno we współczesnym, jak i klasycznym repertuarze. Nie jest to zadanie łatwe, bo udoskonalenie techniki point jest szalenie czasochłonne i wymaga wielu starań. Dlatego bydgoskim tancerzom poświęcam całą moją uwagę.

Działy:

Kino Orzeł - logo200p

Jesteś tutaj: Start